Klątwa tęczowej koszulki wystraszyła się Tadeja Pogačara. W pierwszym wyścigu w nowych barwach Słoweniec zdominował rywalizację, pokonując drugiego Toma Pidcocka o prawie 2 minuty.
Zaledwie 6 dni po wywalczeniu tęczowej koszulki w mistrzostwach świata w Zurychu, Tadej Pogačar zaprezentował ją kibicom w Giro dell’Emilia. W deszczowych zmaganiach nie było za dużo widać, ale charakterystyczna tęcza wyróżniała się na tle drużynowych strojów.
Emblematy mistrza świata dało się też łatwo zauważyć za sprawą widowiskowej jazdy Słoweńca, który na 37 kilometrów do mety ruszył i… tyle go widzieli. Dalszą część trasy kolarz UAE Team Emirates pokonał w pojedynkę, a na metę dotarł ze sporą, prawie 2-minutową przewagą.
— Muszę przyznać, że przez cały tydzień po mistrzostwach świata czułem się naprawdę dobrze, ale gdy dostałem stroje z tęczą, poczułem lekką presję. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem
— mówił Tadej Pogačar cytowany przez biuro prasowe ekipy.
— Dałem dziś z siebie wszystko, by pokazać koszulkę. Jestem wdzięczny kibicom, którzy wspierali wszystkich w deszczu. To było naprawdę niezwykłe. Dziś mieliśmy plan, by jechać mocnym tempem do ostatnich dwóch okrążeń, ale Remco przyspieszył i wszystko rozegrało się dużo wcześniej. Były ataki, ja skontrowałem i przyspieszyłem, ale nie sądziłem, że to się tak skończy
— dodał.
Tadej Pogačar sięgnął tym samym po 24. (!) zwycięstwo w tym sezonie. W planach ma jeszcze dwa starty — we wtorkowym Tre Valli Varesine i sobotniej Il Lombardii. W ostatnim monumencie sezonu pokusi się o 4 triumf z rzędu!










Jedno pytanie , czy jest chory na astmẹ?.
Nie wiem, ale ty pewnie na głowę
Adam : Pogi jest chory na to co Sagan. Trzy razy z rzędu MŚ to musiała być astma, co nie 😉 ?