Przed nami ostatnia kampania niezapomnianego sezonu, podczas którego wielcy kolarze dokonywali niemożliwych rzeczy. Seria włoskich wyścigów jednodniowych, którą tradycyjnie wieńczy piąty z monumentów, to nieustanna walka do utraty sił na tle idealnie jesiennych krajobrazów, a jej pierwszym znaczącym akcentem będzie dzisiejszy Giro dell’Emilia. Czy świeżo koronowany mistrz świata rozwikła swoją skomplikowaną relację z tą imprezą i pokaże klątwie tęczowej koszulki, gdzie jej miejsce?
W tę sobotę w okolicach Bolonii rozegrana zostanie 107. edycja Giro dell’Emilia, co samo w sobie jest silnym sygnałem, że pomimo nieco niższej rangi jest to wyścig o wysokim prestiżu i ugruntowanej pozycji we włoskim kalendarzu. To samo dotyczy zresztą nadchodzących Coppa Bernocchi, Tre Valli Varesine i Gran Piemonte, z których nawet najmłodszy ma już ponad sto lat. Dlatego jeśli dotąd swoją uwagę w stronę tej części Półwyspu Apenińskiego kierowaliście jesienią wyłącznie w dniu rozgrywania Il Lombardii, oglądaliście wyśmienity finał sezonu bez zapoznania się z wcześniejszymi odcinkami.
Mistrzostwa Świata w Katarze (te kolarskie, z 2016 roku) nie posiadały wielu atutów i nie należą do najczęściej wspominanych, ale przypadkiem doprowadziły one do drobnych przesunięć, które w sposób permanentny przywróciły ład kalendarzowi włoskich semi-klasyków. Nie siedem dni, ale dwa tygodnie, które od tego czasu ponownie dzieliły najmocniejszy akcent światowego czempionatu i ostatni z monumentów sezonu uwolniło dokładnie tyle miejsca, ile potrzebowały tradycyjnie odbywające się w tych terminach imprezy jednodniowe w Emilii-Romanii, Lombardii i Piemoncie. Tym samym momentalnie stały się one docelowym i w zasadzie jedynym jesiennym blokiem wyścigów dla górali i tych bohaterów wiosennych kampanii, których sercom bliższe są pagórki Ardenów niż bruki Flandrii. Warto w tym miejscu pamiętać, że manewr ten nie był żadną innowacją, ale przywróceniem stanu pierwotnego po bałaganie wprowadzonym w latach 2011-2015, który doprowadził te wyścigi na skraj anonimowości i ruiny.
Eksperymenty organizatorów całej serii z przebiegiem i terminem Mediolan-Turyn nie każdemu muszą się podobać, ponieważ podjazd o potencjale Supergi powinien być stałym punktem największych imprez jednodniowych. Obiektywnie decyzje te wpisują się jednak w historię tego konkretnego wyścigu, a w odniesieniu do tegorocznego sezonu sprawiają, że za największe sprawdziany przed Il Lombardią posłużą Giro dell’Emilia i Tre Valli Varesine.
Trasa
Wyścig Giro dell’Emilia tradycyjnie rozgrywany jest pośród wzgórz i rezerwatów przyrody położonych na południe od Bolonii, a jego przebieg każdego roku nieco się różni, jednocześnie realizując ten sam schemat. Trasa tegorocznej edycji prowadzi z Vignoli do Sanktuarium Madonna di San Luca i należy do trudniejszych wariantów, licząc 215,3 kilometra i 3412 metrów przewyższenia.
Na modłę światowego czempionatu, impreza składa się z długiego odcinka dojazdowego i finałowej części rozgrywki na rundzie, a pierwszy z elementów składowych każdego roku wygląda nieco inaczej. W tym roku ma on długość nieco ponad 170 kilometrów, a do głównych przeszkód w tej fazie rywalizacji należeć będą podjazdy pod Samone (5,9 km, śr. 6,3%), Zocca (13,5 km, śr. 4,0%), Grizzana Morandi (6,0 km, śr. 6,0%) i szerzej znany Montechiaro (3,3 km, śr. 9,1%).
Niezmiennym, a przy tym kulminacyjnym punktem Giro dell’Emilia pozostaje 5-kilometrowa runda z decydującym podjazdem do San Luca (2,1 km, śr. 9,4%, max. 18%), który kolarze pokonają pięciokrotnie.
Pogoda
Do 14 stopni Celsjusza w najcieplejszym momencie dnia, rano i wczesnym popołudniem prognozowane opady deszczu i burze.
Faworyci
Kategoria wyścigu i jego bardziej subiektywny prestiż zazwyczaj idą w parze, jednak seria jesiennych klasyków inaugurowana przez Giro dell’Emilia wyraźnie oddziela anonimowe włoskie jednodniówki wygrywane przez Marca Hirschiego od tych, o które bić się chcą najlepsi z zawodowych kolarzy. 107. edycja imprezy nie będzie od tego wyjątkiem, ponieważ na trasie zobaczymy w sobotę połowę “wielkiej szóstki” – w tym zwycięzców wszystkich tegorocznych wielkich tourów, podwójnego mistrza olimpijskiego i mistrza świata.
Giro dell’Emilia ma w tym roku dodatkowy smaczek, będąc oficjalnym debiutem Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates) w tęczowej koszulce. Jest to o tyle ciekawe, że choć na papierze 26-letni Słoweniec i rozgrywana w okolicach Bolonii jednodniówka to perfect match, w rzeczywistości ich relację nazwać trzeba skomplikowaną. Już teraz dyskutować można na temat tego, czy Pogačar jest najlepszym kolarzem wszechczasów i zastanawiać się, czy do imponującej listy osiągnięć zdoła dołożyć Mediolan-San Remo i Paryż-Roubaix, ale pierwszym, małym krokiem w kierunku uzupełnienia luk w życiorysie może być właśnie dzisiejsza Giro dell’Emilia. Lider ekipy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich trzykrotnie brał udział w tym wyścigu i jeszcze go nie wygrał (2. miejsca w 2022 i 2023 roku), co jest w jego przypadku dość nietypową sytuacją, tylko do pewnego stopnia możliwą do wytłumaczenia pełną koncentracją na rozgrywanej tydzień później Il Lombardii. Kto nigdy nie uległ urokom wczesnej jesieni w środkowych Włoszech, niech pierwszy rzuci kamieniem… Ten rok jest dla Pogačara inny z bardzo wielu względów, ale mówiąc o sytuacji tu i teraz, szczyt formy zaplanowany na Mistrzostwa Świata w Zurychu powinien dodać ten element, którego brakowało Słoweńcowi podczas poprzednich odsłon rywalizacji w Emilii-Romanii. Nie powstrzyma go nawet klątwa tęczowej koszulki.
Jeśli istnieje natomiast kolarz, który teoretycznie byłby w stanie (ponownie) to zrobić, bez wątpienia jest nim Primož Roglič (Red Bull-BORA-hansgrohe), który fenomenalnie czuje się na podjeździe do San Luca. Starszy ze Słoweńców ma na swoim koncie trzy zwycięstwa w Giro dell’Emilia, co czyni go drugim najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii tego wyścigu (ex aequo z Fausto Coppim, Giannim Mottą i Davide Cassanim) i apetyt na więcej miałby niezależnie od okoliczności, jednak skłonna jestem przypuszczać, że jego drugoplanowa rola w mistrzowskim rajdzie Pogačara dodatkowo go wzmogła. To jego wyścig i jego podjazd, pozwalający rozgrywać końcówkę w preferowany przez niego sposób i robić stuprocentowy użytek z wyróżniającej go eksplozywności. W przeciwieństwie do głównego rywala ma on ten komfort, że może po prostu czekać, a mocna drużyna z Jaiem Hindley’em, Florianem Lipowitzem, Danielem Martinezem i świetnie dysponowanym Rogerem Adrią (na papierze mocniejsza od UAE Team Emirates) nie pozostawia wątpliwości, że Bora jako kolektyw poważnie podchodzi do tego zadania. Jeśli w tę sobotę to nie wystarczy, nie dowiemy się jednak niczego nowego: motywem przewodnim tego sezonu są wielkie zwycięstwa wielkich kolarzy, podczas gdy reszcie stawki pozostaje walka o drugie miejsca w ich cieniu.
Żeby domknąć temat “wielkiej szóstki”, na trasie dzisiejszego Giro dell’Emilia zobaczymy również Remco Evenepoela (Soudal-Quick Step), który po raz drugi bierze udział w bardziej rozbudowanej kampanii jesiennych włoskich klasyków. 5. miejsce w wyścigu ze startu wspólnego Mistrzostw Świata w Zurychu obiektywnie stanowiło maksimum tego, co 24-letni Belg był w stanie tego dnia ugrać, a w tę sobotę przekonamy się, jaką tendencję wykazuje jego dyspozycja. Próba wstrzelenia się z trzecim szczytem formy na koniec września, po świetnych występach w Tour de France i na Igrzyskach, od początku była ryzykownym planem, ale drobne niepowodzenie w rywalizacji na szwajcarskich szosach może uwolnić Evenepoela i przypomnieć tę jego stronę, za sprawą której tak szybko zbudował on swoją renomę w zawodowym peletonie. Czekanie na ataki Słoweńców na decydującym podjeździe nie ma z perspektywy lidera Soudal-Quick Step żadnego sensu – tym bardziej, jeśli nie jest on w optymalnej dyspozycji – ale zawsze może się on pokusić o szalony solowy atak i liczyć na to, że Bora kolejny raz straci wątek.
Z reszty stawki wyróżnić trzeba Enrica Masa (Movistar), który od wielu sezonów jest jednym z najlepszych kolarzy przełomu lata i jesieni, i kluczowym elementem rywalizacji na trasach rozgrywanych w tym okresie włoskich klasyków. 29-letni Hiszpan rzadko wygrywa, ale w Giro dell’Emilia przed dwoma laty miało to miejsce, a to oznacza, że wyścig ten odpowiada mu jak mało który.
Matteo Jorgenson (Visma | Lease a Bike) wydaje się zmęczony długim sezonem, a kluczowy podjazd może bardzo boleśnie obnażyć jego słabe strony. Michael Woods i Stephen Williams (Israel-Premier Tech) powinni być w stanie walczyć co najmniej o najlepszą dziesiątkę imprezy, ale tylko pod warunkiem, że zobaczymy ich wersje z wyścigów poprzedzających mistrzostwa świata. W przypadku Toma Pidcocka (INEOS Grenadiers), któremu na papierze nieźle odpowiada tego rodzaju trasa, cofnąć się trzeba do wiosny, a Simona Yatesa (Jayco AlUla) jeszcze dalej, choć włoskie klasyki zawsze były domeną jego brata.
Rafał Majka (UAE Team Emirates) jest jedynym Polakiem na liście startowej 107. edycji Giro dell’Emilia.
Transmisja
Giro dell’Emilia 2024 rozegrany zostanie w sobotę, 5 października.
Transmisja na żywo w serwisie Max od 14.45, na kanale Eurosport 1 od 15.00.


Pogoda








W tym momencie Pogačar nie może się umywać do najlepszych kolarzy w historii, przynajmniej przez następne 2 lata będzie to bezcelowa dyskusja.
Tadek wielkim kolarzem jest !
Wiecie może gdzie jest transmisja ? Bo na Eurosport 1 nie ma.