fot. UCI

Iván Romeo zwycięzcą jazdy indywidualnej na czas orlików w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Zurych 2024. Na podium wraz z reprezentantem Hiszpanii stanęli Szwed Jakob Söderqvist oraz Szwajcar Jan Christen. Najlepszy z Polaków, Mateusz Gajdulewicz, zajął 26. miejsce.

Na panów do lat 23 czekała dziś dokładnie ta sama trasa co na elitę kobiet wczoraj, a zatem jej przebieg zasadniczo można podzielić na dwie równe połowy – pierwsza z nich była mocno pofalowana i nieco kręta, a zawodnicy przejeżdżali na niej przez kilka kilkusetmetrowych podjazdów o średnim nachyleniu na poziomie od 4,9 do nawet 8,4%. Druga część była za to płaska jak stół i praktycznie całkowicie pozbawiona zakrętów, a przez to niesamowicie szybka – liczyła się tam wyłącznie czysta moc.

W 70-osobowej stawce znalazło się dwóch Polaków – Mateusz Gajdulewicz oraz Kacper Gieryk.

Jako pierwszy o 14:45 rampę startową opuścił Davaajargal Altangerel (Mongolia). Miało to miejsce już po przejściu przez okolice Zurychu przelotnych opadów deszczu, przez co szosa podczas rozpoczęcia rywalizacji orlików była miejscami dość mokra. W początkowej fazie rywalizacji oczy Polski i świata były skupione zwłaszcza na przejazdach Mateusza Gajdulewicza (start 15:01), Isaaca del Toro (15:06), Kacpra Gieryka (15:20) i António Morgado (15:30).

Mateusz Gajdulewicz na 1. pomiarze czasu na szczycie Uetikon a. See (10,4 km) wykręcił 15:43 co dawało mu prowadzenie w tym momencie. Chwilę później rezultat ten o 20 sekund poprawił Isaac del Toro (Meksyk). Taka sytuacja w tym punkcie utrzymywała się gdy Polak był już na 2. pomiarze (20,5 km), gdzie wykręcił 28:33. Po chwili o prawie minutę szybszy był tam Meksykanin, który pewnie zmierzał po prowadzenie. Niestety od tego daleki był z kolei Kacper Gieryk, który już po podjeździe miał sporą stratę do głównych rywali.

Metę Mateusz Gajdulewicz przeciął po 39 minutach i 12 sekundach. Ponownie szybszy był Isaac del Toro, acz Meksykanin nie nadrobił już wiele nad Polakiem na ostatnim odcinku trasy – jego wynik to 38:06. Zanosiło się na to, że panowie na długo zasiądą na gorących krzesłach czekając na przejazd potencjalnie najlepszych orlików rozstawionych pod koniec stawki. Podczas tego oczekiwania metę minął drugi z biało-czerwonych – Kacper Gieryk wykręcił 40:38.

Z czasem zaczęło się robić bardziej sucho, a przez to kolarze mogli dużo szybciej pokonywać zakręty czy zjazdy. Korzystał na tym m.in. Jan Christen (Szwajcaria), który wyraźnie śrubował czasy na każdym z pomiarów i metę przeciął z świetnym wynikiem wynoszącym 37:23. Jak się jednak okazało Szwajcar w końcówce nieco osłabł, a na ostatnim odcinku wprost zdeklasował go Iván Romeo (Hiszpania) – nowy lider z wynikiem 36:42. W tym momencie na trasie bądź rampie startowej cały czas pozostawało jeszcze 27 kolarzy.

Długo czekaliśmy by ktokolwiek zbliżył się do czasu Hiszpana, a oczekiwanie to wydłużyła awaria pomiarów – w pewnym momencie te przestały się aktualizować. W obliczu tego nie wiemy jak otworzyli najlepsi, w tym faworyzowany Alec Segaert.

Międzyczasy zobaczyliśmy wobec tego dopiero na 2. pomiarze, gdzie Alec Segaert (Belgia) miał ledwie 5 sekund przewagi nad Ivánem Romeo, 7 sekund nad Janem Christenem i 12 sekund nad Jakobem Söderqvistem (Szwecja). To właśnie między tymi zawodnikami miała się rozegrać walka o medale. Szwed wpadł na metę z 2. wynikiem tracąc do Hiszpana 32 sekundy i na trasie został wówczas już tylko Alec Segaert. Murowany faworyt do złota pojechał tymczasem jeszcze wolniej i zajął dopiero 4. miejsce przegrywając medal z Janem Christenem. Złoto, pierwsze od 25 lat w tej kategorii i specjalności dla Hiszpanii, wywalczył Iván Romeo!

Mateusz Gajdulewicz zajął 26. miejsce, Kacpra Gieryka sklasyfikowano na 40. pozycji.

Wyniki jazdy indywidualnej na czas orlików w ramach Mistrzostw Świata – Zurych 2024:

Wyniki dostarcza FirstCycling.com


Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Zurych 2024:

Poprzedni artykułUAE Team Emirates – drużyna jakiej nie było w XXI wieku
Następny artykułIván Romeo: „To najlepszy dzień w moim życiu”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcraft
Marcraft

Jan Christen – największy szwajcarski talent od czasów Cancellary. Może być kilka razy w top 10 wielkich tourów. Jak to dobrze, że dzisiaj zdobył medal. Szwajcaria to mój ulubiony kraj.

Majkel Wantyrnałt.
Majkel Wantyrnałt.

@Marcraft
Ciekawe czy przechowują tam złote zęby wiadomego pochodzenia w swoich bankach?

Marcin
Marcin

Ja tam o szwajcarach dobrej opinii nie mam, ale to trzeba tam pojechać na dłużej żeby sobie opinię wyrobić.
Jakie wnioski po czasówce:
W czołówce sami bardzo wysocy lub wysocy zawodnicy. Jak podejrzalem na szybko to chyba najniższy zawodnik czołówki ma 183 wzrostu, zwycięzca 193. To pokazuje, że w orlikach, gdzie wiele przyszłych gwiazd wciąż kształtuje jeszcze swoje docelowe sylwetki, wciąż szuka pozycji na rowerze liczyła się wyłącznie moc. Żaden mały zawodnik typu Remco nic wielkiego nie pokazał. Co do Jana Christena – gość jest wysoki i naturalnie cięższy niż jego potencjalni rywale. Ja każdemu dobrze życzę, ale ostatnimi czasy coraz więcej wygrywają zawodnicy jednak nieco niżsi i lżejsi od niego. Również w amatorskim peletonie. Jak się ścigamy na płaskim i pagórkach to wygrywają wszystko mocno zbudowane konie, ale gdy pojawiają się większe trudności terenowe to wzrost przeszkadza im w wygrywaniu.

Bartek Kozyra
Editor
Bartek Kozyra
Reply to  Marcin

Prawdę mówiąc, nie zagłębiałem się kwestie aktualnych trendów wzrostowych, jeśli chodzi o kolarzy, ale Christen wcale nie jest szczególnie ciężki. Może i jest wysoki, ale za to, jeśli wierzyć PCS, waży tylko 60 kg. To o 6 kg mniej niż Tadej Pogačar, a tylko 2 kg więcej niż Jonas Vingegaard, którego niektórzy tutaj niekiedy nazywają „szkieletorem”