Vuelta a Espana 2024 / Cxcling Creative Agency

Dla rywalizujących w wielkim tourze kolarzy wtorki są poniedziałkami, a ten może okazać się wyjątkowo bolesny. Po ostatnim już dniu przerwy ostatniego wielkiego touru tego sezonu, uczestnicy 79. edycji Vuelta a España wjadą w niewybaczające najmniejszych niedostatków formy pasmo Picos de Europa, by w finale dzisiejszego etapu zmierzyć się na jednym z najbardziej ikonicznych podjazdów wyścigu – Lagos de Covadonga.

Cały wtorek peleton hiszpańskiego wielkiego touru spędzi w Asturii, startując z położonej kilkanaście kilometrów na zachód od Gijon miejscowości Luanco. To już kolejny bardzo atrakcyjny widokowo odcinek północnych wybrzeży Półwyspu Iberyjskiego, który eksponuje tegoroczna edycja wyścigu, choć prognozowana na ten dzień pogoda może utrudnić jego promocję.

Peleton dość długo przemieszczać się będzie lekko pagórkowatymi drogami wzdłuż linii brzegowej, oddalając się od Oceanu Atlantyckiego dopiero na wysokości miejscowości Lloroñi. Pod kątem atrakcyjności, nie wyróżnia się ona na tle innych, mijanych dziś przez uczestników wyścigu miejsc, ale stanowi istotny punkt na trasie 16. etapu Vuelty, liczącego łącznie 181,3 kilometra i ponad 4000 metrów przewyższenia. To tam rozpocznie się prawdziwa wspinaczka, a druga z przytoczonych powyżej wartości nie pozostawia wątpliwości, że będzie ona bardzo intensywna.

Pierwszy na tapet pójdzie zapewniający wspaniałą panoramę na Picos de Europa Mirador del Fito (7,1 km; 7,9%). Wzniesienie rozpoczyna się relatywnie łagodnie, ale średnia dla finałowych 4 kilometrów to bez żadnego naciągania wartość dwucyfrowa. Krótki zjazd i jeszcze krótsza, niekategoryzowana hopka doprowadzą peleton (po raz pierwszy) do Cangas de Onis, którego pojawienie się na trasie niemal każdorazowo zwiastuje to, co nadejdzie wkrótce.

Rozpoczynająca się w tej miejscowości pętla liczy 62,9 kilometra, a jej jedynym celem jest wspinaczka na wykorzystany w wyścigu dopiero po raz drugi Collada Llomena (7,6 km; 9,3%). To znacznie mniej regularne wzniesienie, niż może sugerować profil, a zdecydowanie najtrudniejsza jest sekcja pokonywana tuż przed półmetkiem. Droga powrotna do Cangas de Onis wiedzie wyłącznie w dół, a pierwsza część zjazdu posiada kilka bardzo krętych fragmentów. Jak na góry północnej części Hiszpanii, nawierzchnia wydaje się przyzwoitej jakości, ale i tak konieczne będzie dostosowanie prędkości do warunków – tym bardziej, że na wtorkowe popołudnie prognozowany jest deszcz.

Wielki finał dzisiejszego etapu rozegrany zostanie w scenerii malowniczych Lagos de Covadonga, które dla nas, za sprawą zwycięstwa Przemysława Niemca z 2014 roku, są jednym z najbardziej polskich miejsc na mapie Vuelty. Warto jednak zaznaczyć, że wyłączywszy z równania Hiszpanów, w latach dziewięćdziesiątych między innymi za sprawą Lucho Herrery była to kolumbijska góra, a później upodobali ją sobie Rosjanie. Interesujące jest również, że w przeciwieństwie do wielu podjazdów Tour de France czy Giro d’Italia, mit wokół Lagos de Covadonga został sztucznie zbudowany przez organizatorów wyścigu, a mimo tego zdołał przetrwać. Padł jednak na wyjątkowo podatny grunt, zarówno za sprawą skali sportowego wyzwania, jak również wyjątkowo malowniczej scenerii i ważnego miejsca tych stron w historii Półwyspu Iberyjskiego (patrz: Bitwa pod Covadongą).

Lagos de Covadonga (7,6 km; 9,3%) to jeden z najbardziej charakterystycznych podjazdów nie tylko Picos de Europa, ale całych Gór Kantabryjskich. Regularny w pierwszej części, na wysokości półmetka zaczyna przypominać schody, a najbardziej strome segmenty zmuszają do mierzenia się z nachyleniami przekraczającymi 15%. Krótkie zjazdy w okolicy położonych blisko szczytu jezior dają wytchnienie, ale komplikują końcówkę w warstwie taktycznej, jeśli różnice czasowe w czołówce będą niewielkie.

Oto, co na temat 16. etapu 79. edycji Vuelta a España napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

16. etap (3 września, wtorek): Luanco – Lagos de Covadonga (181,3 km)

Po drugim dniu przerwy zobaczymy etap z metą na „polskiej górze”, bo niewątpliwie na taki tytuł zasłużyła Lagos de Covadonga (12,2 km; 6,9%) po wygranej Przemysława Niemca z 2014 roku. Podjazd ten wykorzystywany jest przez organizatorów Vuelta a España dość regularnie, a w tym roku poprzedzą go także wspinaczki pod Mirador del Fito (7,1 km; 7,9%) i Collada Llomena (7,6 km; 9,3%).

Pogoda

Ten tydzień na północy Hiszpanii ma być deszczowy, a rywalizujący na trasie kolarze najprawdopodobniej nie unikną opadów już dzisiaj. Temperatura nie powinna przekroczyć we wtorek 20 stopni Celsjusza, wiatr słaby z kierunku NW.

Faworyci

Po dniu przerwy drużyny walczące o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej wyścigu mogą podejść do rywalizacji w tak trudnym terenie (jeszcze) ostrożniej, a to sugeruje kolejny już epizod z uciekinierami w rolach głównych. Co prawda otwierający etap odcinek wzdłuż wybrzeża może odrobinę utrudnić oderwanie się od peletonu typowym góralom, ale pokaźnej grupie i tak powinno się to udać, jeśli nikt na serio nie zaangażuje się w pogoń.

Pomimo licznych prób, nie powiodło się dotąd między innymi Marcowi Solerowi, Jayowi Vine’owi (UAE Team Emirates), Maksowi Poole’owi (dsm-firmenich PostNL), Mauro Schmidowi (Jayco AlUla), Jackowi Haigowi (Bahrain-Victorious), Cristianowi Rodriguezowi (Arkea-B&B Hotels), Haroldowi Tejadzie (Astana Qazaqstan), Luce Vergallito (Alpecin-Deceuninck), Carlosowi Veronie, Samowi Oomenowi (Lidl-Trek), Urko Berrade (Kern Pharma), Marco Frigo czy Matthew Riccitello (Isreal-Premier Tech). Warto trzymać za nich kciuki.

Vuelta lubi jednak dublety i three-peaty, a bardzo trudny finałowy podjazd będzie premiował świetną dyspozycję, którą prezentowali podczas minionych dwóch tygodni Pablo Castrillo (Kern Pharma), Michael Woods (Israel-Premier Tech) i Eddie Dunbar (Jayco AlUla). Jeśli Red Bull-BORA-hansgrohe postanowi rozegrać ten odcinek taktycznie, w dogodnej pozycji do walki o etapowy triumf mogą się również znaleźć Daniel Felipe Martinez, Aleksandr Vlasov lub Florian Lipowitz, a każdemu z nich powinna odpowiadać wspinaczka pod Lagos de Covadonga.

Trop kolumbijski każe też wspomnieć o Nairo Quintanie i Einerze Rubio (Movistar), choć obaj mogą być dziś zobowiązani do pracy na rzecz Enrica Masa.

W kontekście walki o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej oczekuje się dalszego odrabiania strat przez Primoža Rogliča (Red Bull-BORA-hansgrohe), jednak fakt, że formie żadnego z kolarzy ścisłej czołówki nie można w pełni ufać, dla wielu stanowi odświeżającą odmianę po tegorocznych edycjach Giro i Touru.

Przed dniem przerwy najmocniejsi za plecami Słoweńca byli Enric Mas (Movistar), Mattias Skjelmose (Lidl-Trek), Richard Carapaz (EF Education-EasyPost), Mikel Landa (Soudal-Quick Step) i Sepp Kuss (Visma | Lease a Bike), a trzej ostatni powinni znaleźć optymalną formą w odpowiadających im Górach Kantabryjskich.


Wszystko o 79. Vuelta a España:

Poprzedni artykułMistrzostwa Europy 2024: Poznaliśmy listy zgłoszeń
Następny artykułTour of Britain 2024: Paul Magnier otwiera wyścig zwycięstwem
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Ja1
Ja1

Roglicowi zostały 3 etapy do odrobienia strat (nie licząc czasówki). Dzisiaj też musi pare sekund urwać. Przy jego szczęściu zostawianie rozgrywki na ostatnią chwilę grozi murowaną katastrofą.

Jakub Jarosz
Editor
Jakub Jarosz
Reply to  Ja1

W tym momencie patrząc na różnice jakie zwykle bywały między Benem O’Connorem a Primozem Roglicem na czasówkach to ten drugi prawdopodobnie nie musi już nic odrabiać.

Ja1
Ja1

Tyle mówi matematyka, tyle że zostawianie wszystkiego na ostatnią chwilę źle się kończy. Zwłaszcza w przypadku PR, jak nie jakiś dzwon, to kłopot z rowerem, itp.