Olav Kooij imponuje regularnością. Tour de Pologne od lat jest tym wyścigiem World Touru, podczas którego osiąga największe sukcesy i dziś się to potwierdziło. Holender wygrał etap kończący się w Prudniku.
Tour de Pologne chyba już zawsze będzie dla Holendra wyjątkowym wyścigiem. Po raz pierwszy przyjechał tu w 2021 roku – sezon po wygraniu obu etapów i klasyfikacji generalnej Orlen Wyścigu Narodów. Był wówczas ledwie kilka miesięcy po podpisaniu kontraktu z dorosłym zespołem Jumbo-Visma (dziś Visma-Lease a Bike) i właśnie w Polsce po raz pierwszy wystartował w imprezie rangi World Tour – od razu zajął 2. miejsce na jednym z etapów.
W 2021 roku przyjeżdżał do Polski jako wielki talent – w 2022 miał już na koncie pierwsze cenne zwycięstwa. Wygrał 3 etapy i klasyfikację generalną ZLM Tour, a łącznie zgromadził aż 8 triumfów, jednak żadne na poziomie World Touru. To przyszło dopiero w Polsce, gdy na finiszu w Lublinie pokonał Phila Bauhausa i Jordiego Meeusa. Po roku wrócił do naszego kraju i znów był najlepszy – tym razem w Opolu.
– Tak, mam z tym wyścigiem dobre wspomnienia, a poza tym, tak jak mówiłeś, to jest worldtourowy wyścig, a w drugiej części sezonu każda okazja jest dobra, by powalczyć o takie zwycięstwo
– mówił po tym, jak wygrał po raz trzeci – w Prudniku. Tak jak dwa lata w Lublinie wykorzystał już pierwszą szansę na odniesienie zwycięstwa, ponieważ wcześniej nie mógł liczyć na swój sukces – pierwsze trzy etapy to mnóstwo pagórków i jazda indywidualna na czas.
– W poprzednich dniach byliśmy skupieni na walce w klasyfikacji generalnej, teraz chłopaki próbowały mnie doprowadzić do jak najlepszej sytuacji na finiszu. Dzisiejszy finisz był trochę chaotyczny, ale daliśmy radę utrzymać kontrolę nad etapem, a koledzy rozprowadzili mnie bardzo dobrze. Ostatni kilometr rozpocząłem z dobrej pozycji i mogłem skupić się tylko na tym, żeby robić swoje.
– relacjonował ze swojej perspektywy etap, który dla Visma-Lease a Bike potoczył się w sposób najlepszy z możliwych. Nie chodzi tylko o zwycięstwo Holendra, ale też o to, że bez większych problemów przejechał również Jonas Vingegaard, co powoduje, że Visma-Lease a Bike może uznać plan na ten etap za w pełni zrealizowany.
– To rzeczywiście był łatwiejszy etap, choć po drodze przytrafiło się kilka kraks. Wiedziałem, że z przodu będzie się kotłowało, więc większość czasu byłem trochę z tyłu. Kraks udało mi się uniknąć, utrzymałem żółtą koszulkę, więc plan na dziś zrealizowałem w stu procentach.
– mówił po etapie kolarz, który od trzech dni utrzymuje koszulkę lidera. Do tej pory tegoroczny wyścig był dla jego ekipy udany przede wszystkim za sprawą dobrej postawy jego i Wilco Keldermana.
Zawodnicy w żółtych koszulkach zajmują pierwsze i trzecie miejsce za sprawą udanych występów na pierwszych trzech etapach, ale do tej pory brakowało im zwycięstwa. Bywali blisko. Za każdym razem któryś z nich był na podium, ale brakowało kropki nad “i”. Teraz postawił ją Olav Kooij, który na kolejnych etapach będzie chciał powtórzyć sukces. W poprzednich edycjach mu się to nie udawało, ale przecież zawsze musi być ten pierwszy raz.









