fot. UCI

Krzyczący z radości Marc Madiot, wzruszony Valentin Madouas i zdezorientowany Christophe Laporte. Wyścig pełen emocji zakończył się dla Francuzów w sposób wymarzony, choć złota nie zdobyli. Wywalczając dwa medale i tak przekroczyli jednak najśmielsze oczekiwania. Przy okazji przełamali klątwę igrzysk − ostatni medal w tej imprezie zdobyli w… 1956 roku.

Francuzi nie ścigali się po zwycięstwo − żalił się po przekroczeniu linii mety Matteo Jorgenson, poniekąd zrzucając winę na Trójkolorowych za brak medalu. Ci ze swojej jazdy byli jednak bardzo zadowoleni. Serce Francji, Wieża Eiffla w tle i dwóch gospodarzy na podium − czy mogli sobie wyobrazić piękniejsze zakończenie tak nieprzewidywalnego wyścigu?

Nowe przepisy olimpijskich zmagań na szosie mocno ograniczyły liczebność drużyn i zawodników w peletonie. Z kapitałem 4 kolarzy do rywalizacji przystąpili Francuzi, jednak nikt nie śmiał wymieniać ich nazwisk na równi z Remco Evenepoelem czy Mathieu van der Poelem. Taktycznie ustąpili jednak tylko rewelacyjnym Belgom − przez cały wyścig zawodnicy prezentowali nowy design swoich olimpijskich strojów w czołówce, kontrolując sytuację i kolejne ataki pretendentów do wygranej.

Okrzyki rodzimych fanów na rundzie z podjazdem pod Montmartre i Bazylikę Sacre-Cœur poniosły Valentina Madouas, który najdłużej utrzymał się z Remco Evenepoelem, a następnie samotnie gnał w stronę mety i wywalczył srebrny krążek.

− To był piękny wyścig. Atmosfera na Montmartre… Nigdy nie widziałem czegoś takiego w trakcie swojej kariery. Było tam tyle hałasu…

− opisywał wzruszony Valentin Madouas, który na mecie przekazał zdezorientowanemu Christophe’owi Laporte’owi, że ten zdobył brązowy medal.

− Przejazd przez Montmartre był niezwykłą chwilą. Zgromadziło się tam wiele ludzi, to było szalone. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni przy okazji Tour de France czy Ronde van Vlaanderen, ale dziś było to coś wyjątkowego. Dla nas, Francuzów, było to szczególnie ważne. Jesteśmy na igrzyskach w Paryżu i walczymy na czele. Czułem się bardzo dumny i podejrzewam, że Valentin również

− mówił Laporte.

Trójkolorowi zrealizowali swój plan perfekcyjnie, kontrolując wyścig i starając się samemu wyprowadzać ataki. Z Remco Evenepoelem po prostu nie dało się wygrać. Inspirację dla francuskich zawodników stanowili ich rodacy ścigający się na rowerach BMX, którzy dzień wcześniej zgarnęli trzy medale.

− Nie byliśmy faworytami. Na starcie stanęło wielu fantastycznych kolarzy, ale nic nie było pewne. To był bardzo długi wyścig, w którym pojawiały się chwile zwątpienia. Chcieliśmy jechać aktywnie, byliśmy bardzo zmotywowani po tym, co zobaczyliśmy wczoraj w wyścigu BMX. Byliśmy na fali. Chcieliśmy zrobić to dla federacji, Thomasa (Voecklera, selekcjonera kadry) i wszystkich zaangażowanych, którzy zapewnili nam najlepsze warunki. Musieliśmy zrobić wszystko, co było w naszej mocy. Jesteśmy grupą przyjaciół, mamy ze sobą bardzo bliskie relacje, a to naprawdę dużo zmienia

− powiedział Valentin Madouas.

− Być na podium na tle Wieży Eiffla, nie mogę w to uwierzyć. Miałem atakować i być o krok przed faworytami. Zaufałem Thomasowi Voecklerowi, który powiedział mi, żebym spróbował, bo mogę zajechać daleko. Myślałem o tym przez cały wyścig, ale chciałem poczekać na odpowiedni moment. Zjechałem po bidon 80 kilometrów przed metą i Thomas powiedział mi, że akcja odjedzie na płaskim. Zaatakowałem i odjechaliśmy, to było idealne. Gdy Remco do mnie dojechał, musiałem trzymać jego koło najdłużej, jak to było możliwe. Miałem świadomość, że im dłużej będę z nim jechał, tym będę miał większe szanse na medal

− dodał Francuz, który jednocześnie przyznał, że drugie miejsce w igrzyskach olimpijskich przyniosło mu ulgę. Bieżący sezon był dla niego pechowy, a w Tour de France, w którym − jak twierdzi − był w najlepszej formie w życiu, również nie poszedł po jego myśli. Co ciekawe, w przedsezonowej rozmowie z magazynem „Cyclist” przyznawał, że start w paryskich igrzyskach to jedno z jego marzeń. W sobotę spełnił je z nawiązką.

− Od dziecka to był mój cel. Oglądałem igrzyska w telewizji, a w tym roku mamy szczęście, że są we Francji, na trasie, która mi pasuje. Możliwość ścigania się we francuskich barwach to wielki zaszczyt. Masa ludzi będzie oglądała ten wyścig i mam nadzieję, że będę w nim jechał. Liczę na dobry występ i zrobię wszystko, żeby Francuz zdobył w tym wyścigu medal

− mówił kilka miesięcy temu Valentin Madouas.

Radości na mecie nie było końca. Cieszyli się reprezentanci wraz z obsługą, których z Pont d’Iena musiał przeganiać Remco Evenepoel, by również zrobić sobie zdjęcie na tle Wieży Eiffla. Wniebowzięci byli francuscy kibice zgromadzeni przy trasie, którzy zafundowali swoim rodakom niesamowite wsparcie, a ci odwdzięczyli się dwoma medalami. Przeszczęśliwy był też Marc Madiot, który z trybuny prasowej mógł skomentować srebro swojego podopiecznego, emocjonalnie przeżywając każdy obrót korbą Francuza. Kolarstwo po raz kolejny napisało piękną historię. I za to je kochamy.

Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułParyż 2024: Program rywalizacji w kolarstwie torowym
Następny artykułVolta a Portugal 2024: Słynna 12-dniowa Grandissima dla Artema Nycha
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze