Niedzielny wyścig ze startu wspólnego był pokazem siły polskich zawodniczek. Zabrakło im jednak szczęścia, by powalczyć o pozycje medalowe. Smutna na mecie Katarzyna Niewiadoma została zatrzymana przez kraksę przed jednym z kluczowych podjazdów, a Marta Lach odpadła od ucieczki po defekcie.
Polskie flagi nie przeważały przy trasie olimpijskiego wyścigu ze startu wspólnego w Paryżu, jednak kibiców, którzy przyjechali do Francji, by wspierać Biało-Czerwone, było całkiem sporo. Nic dziwnego, bowiem były one jednymi z faworytek. Do stolicy Francji przyjechały walczyć o medale, stąd też rozczarowanie po przekroczeniu linii mety na Placu Trocadero.
Nie zawiniła dyspozycja naszych reprezentantek − ta była znakomita. Marta Lach czujnie jechała w ucieczce, z której na wzgórzu Montmartre wyselekcjonowała się grupka zawodniczek walczących o miejsca na podium, a Katarzyna Niewiadoma również zaprezentowała niesamowitą moc. Zabrakło jednak szczęścia − pierwsza z Polek odpadła z ucieczki po defekcie. Jeśli można powiedzieć, że istnieje w ogóle coś takiego jak dobry moment na problem techniczny, to ten na pewno taki nie był. Wąskie i kręte uliczki utrudniały szybką wymianę koła, przez co Marta Lach straciła do czołówki kilkadziesiąt sekund i znalazła się w grupie z Katarzyną Niewiadomą, zaciekle goniącą czołówkę.
Liderka polskiej kadry została zatrzymana przez kraksę przed pierwszym brukowanym podjazdem pod Bazylikę Sacre-Cœur. Jak się ostatecznie okazało − był to jeden z najważniejszych momentów całego wyścigu.
− Cały wyścig pojechałam dobrze taktycznie, tak jak było mówione na odprawie. Byłam z przodu, pomagałam Kasi i trzymałyśmy się razem z Agnieszką. Wjechałyśmy na rundy w Paryżu z przodu, ale tam jakaś kraksa pokrzyżowała plany, zgubiłyśmy się przed podjazdem, ale ja zostałam z przodu. Pod pierwszy podjazd pod Montmartre szło szaleńcze tempo, znalazłam się w czołowej grupie. Później chciałam robić to, co robi Marianne. Stwierdziłam, że to ona jest najbardziej doświadczoną zawodniczką i taką, która bez wątpienia chce wygrać ten wyścig. Jechałam bez zmian i gdy ona albo któraś z innych dobrych zawodniczek atakowały, to zabierałam się z nimi, ale nie zawsze chciały współpracować. Później ten pech na kolejnym podjeździe, który również przetrzymałam z nimi. Troszeczkę odpadłam, ale na samym końcu się zmotywowałam i dogoniłam grupę. Niestety złapałam kapcia, a wymiana nie przebiegła sprawnie, bo tam było mnóstwo zakrętów. Taki jest sport
− mówiła Marta Lach w rozmowie z Naszosie.pl.
− Od startu wyścig był bardzo chaotyczny. Nikt nie wiedział, czego się spodziewać − czy ataki będą od startu, czy podzieli się na rundach. Niestety podzieliło się przez kraksę na jednym z najważniejszych podjazdów na rundzie, została też Kasia. Trochę pechowy wyścig dla nas, ale z drugiej strony top10 na igrzyskach olimpijskich to mega sukces
− opowiadała Agnieszka Skalniak-Sójka, pomagająca Marcie Lach i Katarzynie Niewiadomej.
Dwie Polki przez pewien czas jechały razem, ale w końcówce Katarzyna Niewiadoma wzięła wszystko w swoje nogi i zdecydowała się samotnie gonić czołówkę. Na metę z Wieżą Eiffla w tle wjechała na wysokim, 8. miejscu, jednak daleko jej było od radości. Dwie pozycje niżej uplasowała się natomiast Marta Lach, która również odskoczyła od swojej grupki − w niej jechała między innymi Lorena Wiebes, liderka holenderskiej reprezentacji.
− Później się nie poddałam, goniłam, dogoniła mnie Kasia i jechałyśmy razem po zmianach. Ostatecznie ona zdecydowała się zaatakować, żeby przeskoczyć do czołówki, a ja odskoczyłam na solo od mojej grupki, bo stwierdziłam, że z Loreną nie mam szans na finiszu a tak mogę jeszcze wskoczyć w czołową dyszkę. Czuję troszeczkę radość, troszeczkę smutek i niedosyt. Po raz kolejny miałam pecha − złapałam kapcia na drugim podjeździe pod bazylikę. Byłam w ucieczce i miałam szansę walczyć o medal. Czułam się dziś rewelacyjnie, no niestety pech, taki jest sport. Na pewno dałam z siebie wszystko
− powiedziała Marta Lach w wywiadzie dla Naszosie.pl.
− Cały czas próbowałam się jakoś dobić do przodu. Niestety nikt nie chciał współpracować czy dać z siebie wszystkiego, żebyśmy dogoniły tę czołówkę. Ta pogoń była długa, niestety nie skończyła się sukcesem. Cały czas wierzyłam, że uda nam się dojść. Miałam wrażenie, że jeżeli się tylko nie poddamy, to mamy szansę
− relacjonowała Katarzyna Niewiadoma.
Wyścig inny niż wszystkie
Już przed startem niedzielnej rywalizacji było wiadomo, że będzie ona specyficzna. O „własnych zasadach” wyścigu olimpijskiego kilka dni temu mówiła nam Katarzyna Niewiadoma, która miała okazję startować w biało-czerwonej koszulce również w Rio de Janeiro i Tokio. Tym razem zmagania komplikował również bardzo mały, ledwie 92-osobowy peleton, w którym najliczniejsze drużyny składały się z 4 zawodniczek. Wyjątkiem były Brytyjki − ze względu na rotację miejsc z torową drużyną na cztery kilometry, mogły wystawić do wczorajszego wyścigu 5 kolarek.
− Na pewno było mniej drużyn, które mogły kontrolować wyścig. Dłużej obowiązek spoczywał na Holenderkach. One nawet podjechały do nas, żebyśmy też goniły tę ucieczkę, która miała miejsce na początku, ale powiedziałyśmy, że jesteśmy tylko w trzy i nie damy rady, więc goniły same. Był to na pewno inny wyścig, też utrudnieniem był brak słuchawek, chociaż dla mnie było w porządku, bo myślę, że byłam też dobrze mentalnie przygotowana na to, jak ma wyglądać trasa i jak sobie radzić na poszczególnych odcinkach. Jechałam według swojego doświadczenia, czucia wyścigu. Ostatecznie Kasia ósma, ja dziesiąta. Może nie jest to wynik, o jakim marzyłyśmy, ale na pewno dałyśmy z siebie wszystko
− opisywała Marta Lach.
W porównaniu ze zwykłymi wyścigami, różniła się także atmosfera. Kibice na igrzyskach olimpijskich w Paryżu po raz kolejny dopisali, co było szczególnie odczuwalne na podjeździe pod Bazylikę Sacre-Cœur, gdzie zawodniczki − podobnie jak dzień wcześniej mężczyźni − przejeżdżały przez ścianę hałasu.
− To było cudowne. Na podjeździe była rewelacja. Nie słyszałam własnych myśli, jechałam i ten głos kibiców mnie niósł do przodu. To było wręcz nieporównywalne z żadnym innym wyścigiem, ale też ważne było to, że na trasie stała moja rodzina i mi kibicowała. W tłumie tych kibiców, nie wiedząc gdzie stoją, mogłam ich dostrzec. Za każdym razem, nie szukając ich, widziałam ich pośród tych tysięcy kibiców
− mówiła Marta Lach, która dała swoim bliskim i innym polskim kibicom dużo emocji.
− Stojąc na starcie miałam łzy w oczach, bo dotarło do mnie, że tu jestem. Byłam bardzo dumna, że mogłam reprezentować nasz kraj, a także Wojsko Polskie, w którym jestem
− dodała Agnieszka Skalniak-Sójka.
Dwoma miejscami w czołowej dziesiątce zakończyliśmy olimpijską w kolarstwie szosowym. Wyniki Katarzyny Niewiadomej i Marty Lach były najwyższymi miejscami Biało-Czerwonych w czterech rozegranych wyścigach. Oprócz reprezentantek Polski w zmaganiach ze startu wspólnego, w Paryżu z orzełkiem na piersi wystartowali Michał Kwiatkowski i Stanisław Aniołkowski.
Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk










Brawo dla wszystkich trzech pań za walkę. Mamy świetne kolarki.