fot. UAE Team Emirates

Tadej Pogačar nadal jest po prostu nieprzewidywalnym sobą! Słoweniec w fantastycznym stylu zaatakował, zgubił rywali i sięgnął po niezwykle cenne zwycięstwo na 14. etapie Tour de France powiększając swoją przewagę w klasyfikacji generalnej.

Po ostatnich dniach wydawało się, że karty w walce o wygraną w 111. edycji Tour de France zaczyna powoli rozdawać Jonas Vingegaard. Duńczyk z dnia na dzień wyglądał coraz lepiej na rowerze, wykręcał fantastyczne liczby i wydawało się, że wjazd w wysokie góry będzie dla niego okazją do tego by zaatakować liderującego w wyścigu Tadeja Pogačara. Rzeczywistość okazała się jednak być zupełnie inna i to Słoweniec w sobotę sięgnął po cenne zwycięstwo zyskując kilkadziesiąt sekund nad swoim głównym rywalem.

To nie było zaplanowane. Działałem bardziej instynktownie. Wiedzieliśmy, że musimy kontrolować zmagania, zamysł był taki, aby utrudnić rywalizację, może na koniec zyskać kilka sekund i wygrać etap. Ale to co zrobiliśmy jest o wiele lepsze! Po prostu nagle znaleźliśmy się w świetnej sytuacji. Adam zaatakował, prowojuąc Team Visma | Lease a Bike by jej kolarze musieli wziąć się do pracy. Potem był ten przeskok, złapałem cenny oddech i pojechałem po wygraną. To zwycięstwo jest zasługą kolegów z drużyny

— przyznawał na gorąco Tadej Pogačar.

To już 13. wygrana etapowa Słoweńca podczas Tour de France w jego karierze. Niektórzy w związku z tym zwracają uwagę nie tylko na przewagę kolarza UAE Team Emirates w klasyfikacji generalnej, która po dzisiejszym etapie wynosi już 1:57 nad Jonasem Vingegaardem, ale i na to, że ten sukcesywnie goni Marka Cavendisha w tabeli wszech czasów. Czy Słoweniec zwraca na to uwagę?

Chcę utrzymać tę dynamikę, dobrą energię i dobre nogi. Naprawdę podoba mi się moja przewaga, a do tego wygrywanie to zawsze coś szczególnego. Zwycięstwo etapowe w Tour de France to coś, o czym nigdy nie myślałem jako dziecko. Kiedy zobaczyłem w telewizji Marka Cavendisha wygrywającego te wszystkie etapy, pomyślałem, że jest z innej planety. Był przykładem i nie sądziłem, że mam to w sobie. Nie powinien się jednak obawiać, że gonię za rekordem – do tego wciąż daleko, a ja nie patrzę na Marka przez wzgląd na tabele, a na to, że był przede wszystkim dla mnie źródłem inspiracji

— przyznawał Tadej Pogačar.

Jutro kolejna szansa na wygraną dla kolarza UAE Team Emirates. 15. etap Tour de France, podobnie jak dzisiejszy, rozegrany zostanie w Pirenejach, a na zawodników czekają takie wspinaczki jak Col de Peyresourde (7 km; 7,8%), Col de Menté (9,4 km; 8,6%), Col de Portet-d’Aspet (4,4 km; 9,7%), Col d’Agnes (10,1 km; 8,1%) i będące finałem tego weekendu Plateau de Beille (15,7 km; 7,8%).


Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułTour de France 2024: Tadej Pogačar show! Słoweniec wygrywa, Michał Kwiatkowski uciekał
Następny artykułAike Visbeek – ojciec sukcesów m.in. Toma Dumoulina i Biniama Girmaya
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze