fot. Human Powered Health / Getty Sport

Drodzy fani kolarstwa szosowego – pora obudzić się ze snu zimowego! Po 3 miesiącach bez World Touru powraca rywalizacja na najwyższym poziomie. Pobudka ta nie będzie jednak łatwa, bowiem pierwszy wyścig odbędzie się w Australii, a zatem zmagania w ramach Santos Women’s Tour Down Under śledzić będzie można w godzinach nocnych dla europejskiego widza.

Przed nami 8. edycja Santos Women’s Tour Down Under – wyścigu zaliczanego do prestiżowego cyklu Women’s World Tour. Wyścig ten otrzymał taką kategorię dopiero rok temu, a jako pierwsza wówczas koszulkę liderki za sprawą wygranej etapowej założyła Daria Pikulik (Human Powered Health). Polki w tym roku zabraknie w Australii, acz biało-czerwone emocje zapewnić nam będą mogły dwie inne kolarki – debiutująca w nowych barwach Dominika Włodarczyk (UAE Team ADQ) oraz Kaja Rysz (Lifeplus Wahoo).

Historia

Choć przed nami oficjalnie 8. edycja to na poziomie zawodowym rozegrano dotychczas wyścig 6-krotnie. Nawet nie licząc triumfatorek mniejszych, pandemicznych zmagań, na liście triumfatorek dominują gospodynie – 3 razy wygrywała Amanda Spratt (2017-19), po zwycięstwo sięgały także Katrin Garfoot (2016) i Grace Brown (2023). Jedyną zagraniczną kolarką na najwyższym stopniu podium była Ruth Edwards (2020).

Jeśli chodzi o etapy to takowe w swoim dorobku ma 13 pań, a wśród nich jest wspomniana już Daria Pikulik. Najwięcej, bo po 4, mają Amanda Spratt i Chloe Hosking. Spośród tegorocznych uczestniczek etapy w dorobku maja także 2 byłe zwyciężczynie wyścigu, czyli Ruth Edwards i Grace Brown, a także Alexandra Manly.

Trasa

Wyścig będzie się składał, podobnie jak w poprzedniej edycji, z 3 etapów. Każdy z nich ma nieco inną charakterystykę – pierwszy dedykowany jest sprinterkom, drugi zawiera sporo pagórków, trzeci zaś kończy się najdłuższym podjazdem w ramach całej 8. edycji Santos Women’s Tour Down Under.

Etap 1: Hahndorf – Campbelltown (93,9 km)

Pierwszy odcinek, wzorem poprzednich edycji, będzie dedykowany sprinterkom. To właśnie jedna z najszybszych zawodniczek w peletonie najprawdopodobniej założy koszulkę liderki premierowego wyścigu Women’s World Tour 2024. Finisz może być naprawdę ciekawy, albowiem typowych sprinterek do Australii nie poleciało za wiele – do wygranej typowałbym Sofię Bertizzolo lub Anastasię Carbonari z UAE Team ADQ, Franziskę Koch z Team dsm-firmenich PostNL, Gladys Verhulst-Wild z FDJ-SUEZ bądź Ally Wollaston z AG Insurance – Soudal Team.

Etap 2: Glenelg – Stirling (104,2 km)

Drugi odcinek na papierze wygląda naprawdę groźnie, ale to tylko kwestia skali. Finałowy podjazd to około 2 kilometrów o średnim nachyleniu 4%, acz poprzedza go niemal dwukrotnie dłuższy odcinek z nachyleniem ~3%. 3 lata temu Stirling było świadkiem finiszu z nieco ponad 20-osobowej grupy, edycję wcześniej kilka sekund nad rywalkami zyskała Grace Brown – jak będzie tym razem?

Etap 3: Adelaide – Willunga (93,4 km)

Zmagania pań zakończy etap z metą na legendarnym dla tej części świata Willunga Hill. 3400 metrów, 7,3% – będzie gdzie atakować, zyskiwać sekundy i tym samym rozgrywać losy klasyfikacji generalnej. Prawdopodobnie to właśnie triumfatorka tego etapu zgarnie także końcowy triumf.

Pogoda

W okolicach Adelajdy mamy właśnie piękne lato – temperatury oscylują od 22 do nawet 32 stopni, świeci piękne, niczym nie zasłonięte słońce, acz na niedzielę przewidywane są burze. Z pewnością zupełnie inna aura w połączeniu z jet lagiem może wpłynąć na dyspozycję zawodniczek krócej przebywających na terytorium Australii.

Faworytki

Na starcie znajdą się 3 byłe zwyciężczynie Santos Women’s Tour Down Under – Amanda Spratt (Lidl-Trek), Grace Brown (FDJ-SUEZ) i Ruth Edwards (Human Powered Health). Każda z nich ma szansę powtórzyć ten sukces, a obok nich pojawią się mocne zespoły. Wydaje mi się jednak, że szczególnie druga z wymienionych może nawet nie być liderką swojej ekipy, bowiem u jej boku wystartuje największa gwiazda imprezy – Cecilie Uttrup Ludwig (FDJ-SUEZ).

Bardzo mocny skład przed swoją publicznością wystawia Liv AlUla Jayco. Alexandra Manly, Ella Wyllie i Ruby Roseman-Gannon z pewnością podejmą rękawicę i spróbują sprawić, że to właśnie ten zespół wyjdzie zwycięsko z australijskiej etapówki. Kilka opcji sprawia, że to po tej drużynie spodziewałbym się ataków z daleka, a nie tylko czekania na finisz w Stirling czy na Willunga Hill.

W czołówce klasyfikacji generalnej widzę też takie kolarki jak Soraya Paladin (Canyon//SRAM Racing), Krista Doebel-Hickok (Human Powered Health) czy Sarah Gigante (AG Insurance – Soudal Team). Nie będę się nad nimi dłużej rozwodził, bowiem myślę, że polskiego kibica interesuje przede wszystkim worldtourowy debiut Dominiki Włodarczyk (UAE Team ADQ). 22-latce bardzo powinna odpowiadać ta trasa, ale chciałbym uspokoić – nie pompujmy balonika, sama Polka w naszym wywiadzie z listopada przyznawała, że musi się oswoić z nową sytuacją, a pierwszy w karierze start na poziomie World Tour może być dla niej po prostu cenną lekcją. Wówczas o dobry wynik z ramienia jej ekipy może pokusić się np. Mikayla Harvey.

Na liście startowej znajdziemy także drugą Polkę, którą jest Kaja Rysz (Lifeplus Wahoo). 24-latka jest całkiem dynamiczna, więc kto wie – może pokaże się z fajnej strony na pierwszych dwóch etapach bądź zabierze w jakiś odjazd?

Kilka słów poświęciłbym na koniec ekipie Tashkent City Women Professional Cycling Team. Pochodząca z Uzbekistanu drużyna, choć skreślono jej kilka nieprzepisowych wyników z sezonu 2023, wywalczyła sobie obligatoryjną dziką kartę na wszystkie wyścigi Women’s World Tour. 43-letnia Olga Zabelinskaya czy 22-letnia Yanina Kuskova będą pewnie próbowały się pokazać, a przygotowania do m.in. Tour de France Femmes rozpoczną w Australii. To niewątpliwie ciekawa historia jednonarodowej ekipy z Azji, która może być inspiracją dla kolejnych tego typu projektów.

Transmisja

Wszystkie etapy będą dostępne w Playerze z angielskim komentarzem. Rywalizacja od startu do mety przypada mniej więcej na 1:30-5:30 polskiego czasu – zależnie od etapu są delikatne przesunięcia.

Lista startowa:

Dane dostarcza FirstCycling.com

Poprzedni artykułFabio Jakobsen – reset w nowych barwach
Następny artykułIlan Van Wilder jak Mikel Landa – pomocnik Remco Evenepoela, ale i lider
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze