Na 14. etapie Tour de France Jonas Vingegaard i Tadej Pogačar walczyli między sobą. Skorzystał z tego Carlos Rodríguez. Hiszpan z Ineos Grenadiers sięgnął po największy sukces w karierze.
Zespół Ineos Grenadiers przeżywa świetny czas na tegorocznym Tour de France. Po wczorajszym triumfie Michała Kwiatkowskiego, dzisiaj na górskim etapie z metą w Morzine triumfował Carlos Rodríguez. Lider brytyjskiej grupy awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, wyprzedzając o sekundę Jaya Hindleya. W wypowiedzi na mecie przyznał, że motywacją dla niego była wczorajsza wygrana Polaka.
To niesamowite, brak mi słów. Marzeniem było w ogóle tutaj być, a jeszcze bardziej wygrać etap. To największy wyścig na świecie. Zawsze o tym marzyłem i teraz to zrobiłem. Jestem wdzięczny zespołowi za zaufanie i pracę. Na podjeździe jechałem własnym tempem. Na zjeździe chciałem pojechać jak najszybciej. Nie ryzykowałem za bardzo, ale kilka razy było dość niebezpiecznie. Vingegaard i Pogačar spojrzeli na mnie, a potem pojechał na pełny gaz. Zainspirowało mnie wczorajsze zwycięstwo Michała Kwiatkowskiego, ale nie tylko. Również jego praca, jaką wykonał. Dzisiaj był w ucieczce, a jak wrócił do grupy, to trzy razy pojechał do samochodu po wodę. On naprawdę robi różnicę
– powiedział szczęśliwy Hiszpan, obecnie trzeci kolarz klasyfikacji generalnej.
Strata Rodrígueza do lidera wynosi 4:43. Jonas Vingegaard zachował żółtą koszulkę lidera. Jego pojedynek z Tadejem Pogačarem przysparza wielu emocji. Tak dzisiaj było na finałowym podjeździe oraz na finiszu. Obecnie różnica między dwoma czołowymi kolarzami wynosi 10 sekund.
Trudno jest zgubić Vingegaarda. Jumbo wykonało dzisiaj świetną pracę. Próbowałem, ale Jonas był na tyle mocny, aby wrócić. Czułem się dobrze. Powiedziałem sobie, że dam z siebie wszystko na szczycie Joux Plane, ale przeszkodziły mi motocykle
– przyznał Słoweniec na mecie.
W żółtej koszulce do ostatniego etapu drugiego tygodnia przystąpi Jonas Vingegaard. Jego najgroźniejszy rywal utrudnia mu zadanie, jak tylko może. Dzisiaj pomimo problemów Duńczyk ponownie zdołał się obronić.
To była naprawdę świetna walka. Cieszę się, że zyskałem sekundę. Na Joux Plane jechałem własnym tempem, aby nie stracić zbyt wielu sił. Robiłem, co mogłem i na szczęście zdołałem dogonić Pogačara
– przyznał po zakończeniu etapu Vingegaard.










Pogacar zaatakował za wcześnie. A to z motocyklami to brak mi słów?
Pogacar zamiast zarobić to stracił 3 sekundy do lidera. W sumie 6 sekund. Idioci na motocyklach powinni być odsunięci od filmowania wyścigu. W takim miejscu motor powinien być 50 metrów od kolarzy lub jechać za nimi.