fot. Cofidis, Solutions Credit

Kilka dni temu doczekaliśmy się w końcu oficjalnego potwierdzenia tego, o czym mówiło się już od dłuższego czasu. Szymon Sajnok został zawodnikiem Q36,5 Pro Cycling Team – ekipy założonej niedawno przez Douglasa Rydera. Cel? Znów pokazywać się na finiszach.

Jeszcze niedawno kartuzianin był największą nadzieją polskiego kolarstwa. Trzecie miejsce i kilka innych dobrych lokat na trasie Vuelta a Espana 2019 skutecznie rozbudziło marzenia polskich kibiców o tym, że w końcu doczekamy się sprintera z prawdziwego zdarzenia. Niestety w kolejnych sezonach, także ze względu na kłopoty zdrowotne, nie udało mu się w pełni zrealizować potencjału.

Jeszcze w 2020 roku zanotował kilka niezłych rezultatów w takich wyścigach jak Tour de Pologne czy Tirreno-Adriatico i być może do tej listy można byłoby dołączyć któryś z wielkich tourów, ale ze startów z Vuelta a Espana i Giro d’Italia wykluczyło go zakażenie koronawirusem. Wtedy marzył o odniesieniu pierwszego zawodowego zwycięstwa w karierze. Po pobycie w Cofidisie perspektywa ta wydaje się zdecydowanie bardziej odległa. Na Sajnoku nie warto jednak stawiać jeszcze krzyżyka – w końcu ma dopiero 25 lat i, jak mówi w poniższym wywiadzie, w nowym zespole w końcu powinien dostać szansę dla siebie.

Dlaczego wybrałeś Q36,5? Miałeś w ogóle inne opcje?

Jakieś oferty były, ale uznaliśmy z moją menedżerką, że warto przejść właśnie do tego zespołu. W końcu Douglas Ryder – menedżer generalny projektu to w kolarstwie duża postać [przez 14 lat zarządzał zespołem, który swoją działalność zakończył pod nazwą Qhubeka-NextHash – przyp. red]. Wiedzieliśmy więc, że choć zespół jest nowy i dopiero się tworzy, to jego założycielom można zaufać.

Jaką będziesz tam pełnił rolę? Na papierze, obok ciebie, widzę tam tylko jednego sprintera – Matteo Moschettiego.

Tak, będę tam jednym z dwóch sprinterów, więc powinienem dostać dużo szans. Mam mieć wokół siebie stały zestaw zawodników, który będzie mi pomagał w przygotowaniach do finiszu. Fajne jest to, że zespół we mnie wierzy. Mam świadomość, że nawet jeśli coś nie wyjdzie w jednym czy drugim sprincie, wciąż będą na mnie stawiać.

To pewnie bardzo pomaga, prawda?

Zdecydowanie, W Cofidisie czasem zdarzały mi się sytuacje, gdy przyjeżdżaliśmy na jakiś wyścig i w zasadzie nie wiedzieliśmy, kto będzie rozprowadzał, a kto będzie rozprowadzanym. Często zabierali i Consonniego, i mnie,  i Walscheida – w trzech byliśmy na jednym wyścigu. Wtedy często o tym, na kogo jechaliśmy, dowiadywaliśmy się podczas odprawy na dwie godziny przed startem. Człowiek nie wie wtedy, jak nastawić się na wyścig, jak pod niego trenować.

Teraz będę miał więcej pewności siebie. To ważne, ponieważ już od bardzo dawna nie finiszowałem. Mogę potrzebować trochę czasu na to, żeby się przestawić, a fakt, że mogę pozwolić sobie na jakieś drobne potknięcia powinien mi wiele ułatwić.

W przeszłości Douglas Ryder przez sześć lat prowadził w World Tourze Qhubekę. Macie też w składzie kilka mocnych nazwisk, jak Moschetti czy Devriendt. Czy zanim podpisałeś kontrakt, rozmawiałeś z kimś z zespołu na temat długofalowych planów ekipy?

Niczego takiego mi nie przedstawiano. Zespół dopiero się tworzy i pewnie ciężko mówić, gdzie będzie za dwa, trzy lata. Naprawdę, wciąż jest sporo znaków zapytania.

A czy znasz już wstępny zarys kalendarza? Wiesz, o występy w których wyścigach będzie się starał zespół?

Nie za bardzo – wiem, że wystąpimy w kilku wyścigach worldtourowych, ale dużo więcej nie mogę powiedzieć.

Wspominałeś już o swojej przygodzie z Cofidisem. O tym, że ten sezon był twoim ostatnim w barwach tej drużyny, było wiadomo już odkąd kilka dni temu ogłosiła ona swój skład na rok 2023. Ty się w nim nie znalazłeś.

… I ciężko było liczyć na to, że zostanę. Oni nie chcieli przedłużać współpracy, więc się nie narzucałem. Wydaje mi się, że nie odnalazłem się tam zbyt dobrze, więc myślę, że zmiana dobrze mi zrobi.

No tak, twoje wyniki tam nie były zbyt dobre. Nie licząc mistrzostw Polski, w ciągu tych dwóch sezonów tylko raz znalazłeś się w czołowej “10” na jakimkolwiek  finiszu – byłeś dziewiąty na ostatnim etapie tegorocznego Tour of Oman. Biorąc pod uwagę twoje wyniki z CCC Team, można mówić o sporym rozczarowaniu. 

W dużej mierze wynikało to z mojej roli w ekipie. Często byłem rozprowadzającym, a wtedy właściwie nie ma szans na dobre wyniki. Parę razy było tak, że lecieliśmy na jakiś wyścig z założeniem, że jestem liderem, ale wtedy najczęściej nie miałem wokół siebie zawodników, którzy mogliby mnie rozprowadzić. 

A może swoje zrobiła presja? W końcu kontraktując cię, szef ekipy mówił – Szymon Sajnok jest najbardziej obiecującym sprinterem swojego pokolenia i wierzę, że uda nam się wyprowadzić go na szczyt.

Nie, wewnątrz nie czułem, że ktoś bardzo naciska na to, żebym od zaraz zaczął wygrywać. Myślę, że w tych wszystkich problemach było dużo mojej winy. Źle wszedłem w pierwszy sezon, miałem problemy zdrowotne, potem popełniałem jakieś głupie błędy na finiszach. Szczerze mówiąc nie analizowałem jeszcze za bardzo przyczyn tego, że mi się nie udało, ale myślę, że przede wszystkim muszę ich szukać w sobie.

Mimo wszystko, pamiętam, że gdy pytałem o ciebie innych członków Cofidisu, oni zawsze chwalili twoje rozprowadzanie. A jak wyglądało to wewnątrz ekipy. Też czułeś, że twoja praca jest doceniana?

Wydaje mi się, że tak. Zawsze po zakończeniu wyścigu chwalili to, co robię – nawet jeśli nie byłem ostatnim rozprowadzającym, a moja rola kończyła się na wcześniejszych fragmentach wyścigu. Jak gadałem z Maxem Walscheidem czy Simone Consonnim, a wcześniej także z Elią Vivianim, to mówili, że są zadowoleni z mojej pracy. 

Nie wiem, czy pozytywny przekaz od nich docierał później do dyrektorów sportowych – być może nie. Jednak nawet gdyby tak było, a ja dostałbym nową propozycję umowy, to nie wiem, czy chciałbym kontynuować współpracę w takiej roli. Wciąż chcę finiszować, czuję, że stać mnie na to, żeby osiągać dobre wyniki, więc póki jestem młody, muszę próbować.

Mówiłeś, że w Cofidisie nie odnalazłeś się zbyt dobrze. Co miałeś na myśli? Chodziło o jakąś trudność w nawiązywaniu relacji z pozostałymi zawodnikami i sztabem szkoleniowym?

Na pewno nie mogę powiedzieć złego słowa o chłopakach. Są bardzo w porządku. Zwłaszcza pod koniec bardzo dobrze się z nimi dogadywałem. Naprawdę fajna atmosfera się między nami wytworzyła. Tylko ten język był niestety barierą, przez którą trudno było mi się przebić. Dużo mówiło się tam po francusku, a ja nie nauczyłem się niestety mówić w tym języku. 

Przed pierwszym sezonem w barwach Cofidisu zacząłem nawet naukę i byłem bardzo zmotywowany, żeby coś z niej wynikło. Dwa razy w tygodniu chodziłem u siebie w Kartuzach na lekcje. Później zaczęły się jednak wyjazdy i na naukę w takiej formie nie było już czasu. Z jakiejś aplikacji nie chciało mi się za bardzo uczyć, więc można powiedzieć, że olałem temat.

Pamiętam naszą pierwszą rozmowę. Mówiłeś w niej, że nie chcesz być tylko sprinterem. Że chcesz sprawdzić się także w klasykach. W barwach Cofidisu miałeś choćby możliwość, żeby wystartować w wymarzonym Paryż-Roubaix, a także kilku innych, nieco mniej prestiżowych wyścigach jednodniowych. Czy te doświadczenia zweryfikowały w jakimś twoje marzenia?

Tak, w ciągu tych dwóch lat uświadomiłem sobie, że to wyścigi etapowe, a raczej płaskie odcinki na nich, to coś, w czym czuję się zdecydowanie najlepiej. Do tego jeszcze jakieś lżejsze klasyki, nie jakaś Flandria.

Gdy rozmawiam z torowym mistrzem świata w omnium z 2018 roku, nie mogę nie zapytać o to, jak decyzja o zmianie ekipy wpłynie na twoją torową karierę. Będziesz częściej pojawiał się na torze, niż do tej pory?

W przyszłym roku zaczną się kwalifikacje do igrzysk olimpijskich i wraz z chłopakami chcielibyśmy tam pojechać. To cały czas jest z tyłu głowy, zwłaszcza że wierzymy w siebie. Uważamy, że jak się wszyscy zbierzemy do kupy, chwilę razem potrenujemy, zaliczymy kilka startów, to mamy duże szanse. Ja osobiście wciąż chciałbym łączyć dwie dyscypliny i myślę, że jest to możliwe. Wstępnie rozmawialiśmy już na ten temat z moją nową ekipą, więc mam nadzieję, że uda nam się to pogodzić.

W kontekście igrzysk myślisz tylko o drużynie, czy liczysz też na to, że podobnie jak w Tokio, uda ci się wystąpić również w omnium?

Chciałbym wziąć udział w obu konkurencjach, ale priorytet ma drużyna – jeśli tam się zakwalifikujemy, dostaniemy również prawo startu w omnium i w madisonie. Poza tym, wiem ze swojego doświadczenia, że jeśli drużynie idzie dobrze, to potem i indywidualne wyniki są dobre.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments