fot. Marta Wiśniewska / naszosie.pl

Il Lombardia będzie dla Rafała Majki pierwszym dużym wyścigiem po Tour de France, z którego musiał się wycofać z powodu „głupiej”, ale poważnej w skutkach kontuzji. W Cavenago di Brianza koło Bergamo Polak opowiadał nam o wydarzeniach z lipca, Tadeju Pogačarze i wyjaśniał, dlaczego UAE Team Emirates jest dla niego domem. 

Z kontuzją mięśnia czworogłowego, której nabawiłeś się na Tour de France już wszystko w porządku? Wyleczyłeś się? 

Myślałem, że przerwa po tej kontuzji będzie trwała krótko, ale w rzeczywistości wyłączyła mnie z większości startów. Nie jeździłem na rowerze prawie miesiąc, ale musiałem zrobić wszystko, żeby ten problem nigdy nie powrócił. Później wznowiłem treningi siłowe, a dopiero później włączyłem rower. Miałem już niejednokrotnie kraksy, różne kontuzje, ale po raz pierwszy przytrafiło mi się coś takiego, że przez pierwszy tydzień nie mogłem nawet chodzić.

Jak to się stało? W telewizji wyglądało to tak, że spadł ci łańcuch albo przeskoczył na zębatce…

Łańcuch się zerwał. Coś takiego przydarzyło mi się po raz pierwszy w karierze. Miał jakąś wadę albo coś – zdarza się, jak w samochodzie albo w rowerze. W każdym mechanizmie może się coś popsuć. Początkowo myślałem, że uderzyłem w wyniku tego nogą w kierownicę i na początku próbowałem jechać dalej. Zostało kilkaset metrów tego podjazdu i pokonywałem go z bólem. Potem, na zjeździe, nie mogłem już kręcić prawie w ogóle. Przykro się potoczyło, ale lepiej było to całkowicie wyleczyć niż męczyć się z tym rok czy kolejne dwa lata.

No i w drugim tygodniu jechałeś też zakażony Covidem…

Tak… [w UAE Team] jest o tyle dobrze, że mamy w autobusie maszynę do robienia badań PCR na obecność Covid-19. To na pewno stawia naszą drużynę w lepszej sytuacji. Mogłem wystartować, bo czułem się dobrze – tylko pierwszego dnia bolała mnie głowa, a później właściwie nic nie odczuwałem. Jednak nasi lekarze monitorowali sytuację – pytali, jak się czuję itd. Po kilku dniach miałem już wynik negatywny.

Po wycofaniu się śledziłeś nadal wyścig? Tadej Pogačar do samego końca walczył o zwycięstwo, chociaż ostatecznie nie udało się zwyciężyć. 

Tak, oglądałem etapy. Po wycofaniu się nawet wspólnie oglądaliśmy w autoubusie – z trenerami, z obsługą. Jednak czułem się taki pokonany, że nie mogę jechać dalej. Było mi przykro i nie było to łatwe. Początkowo próbowałem rozjechać to na rolce itd., ale nic to nie dawało. W końcu pomyślałem, że najważniejsze jest zdrowie i nie można się tym aż tak bardzo przejmować.

Co poszło twoim zdaniem nie tak, że Tadej Pogačar nie wygrał Tour de France?

Drużyna Jumbo-Visma była bardzo silna i może pojechali trochę lepiej taktycznie. My daliśmy plamę na jednym czy dwóch etapach, a poza tym mieliśmy problemy związane ze zdrowiem, z Covidem… Ciężko było zrobić coś w osłabionym składzie. Odpadli Vegard Stake Laengen, George Bennett, Marc Soler… Ciężko jest kontrolować wyścig w takiej sytuacji. Tadej próbował wszędzie zerwać Vingegaarda, ale ostatecznie się nie udało. Cóż… nie zawsze można wygrywać i znajdować się na takim poziomie, żeby zyskać nad kimś trzy minuty. Złożyło się na to wiele czynników – błędy, pech, problemy sprzętowe, fizyczne. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku los się dla nas odwróci. Będziemy mieli wzmocniony skład, także powinno być dobrze.

W Il Lombardia wszyscy jedziecie na Tadeja Pogačara?

Jeśli chodzi o mnie, to – tak jak wspomniałem – czuję się coraz lepiej. W Skoda Tour Luxembourg czułem się zaskakująco dobrze, zważywszy na to, że miałem taką długą przerwę. To znaczy, że nie jestem jeszcze takie stary, skoro dość szybko się zregenerowałem. (śmiech) Teraz tutaj, na Tre Valle Varesine, było już naprawdę nieźle. A jak będzie jutro? Zobaczymy. To prawda, naszym liderem jest Tadej, ale mamy tutaj bardzo mocny skład. Diego Ulissi i Davide Formolo także czują się dobrze. Wszystko zależy od tego, jak ułoży się wyścig.

Trasa jest w tym roku bardziej górzysta. Podjazdy są już na samym początku, a końcówka także nie będzie łatwa. Jak myślisz, co to zmieni? Jeszcze ważniejsza będzie siła drużyny?

To prawda, drużyna na pewno będzie ważna, ale my naprawdę jesteśmy dobrze przygotowani. Na pewno nasi rywale będą chcieli nas jak najszybciej odhaczyć. Nie wiadomo, co wydarzy się po ponad 200 kilometrach, gdy zaczniemy podjeżdżać pod San Fermo della Bataglia oraz Civiglio, bo to są bardzo ciężkie podjazdy. Chcemy mieć tam jak najwięcej zawodników, bo to na pewno będzie bardzo ważne.

Do tej pory widzieliśmy, że zawsze byłeś ostatnim rozprowadzającym Pogačara. Czy jutro też tak będzie, jeśli będziesz dobrze się czuł?

To wszystko zależy od tego, jak będę dysponowany, chociaż powinno być dobrze. Najważniejsze jest to, że nie jestem zmęczony, a swoją formę mogę ocenić na 60-70 proc. Zobaczymy. Nasza drużyna zawsze ma plan B albo nawet C, na wypadek, jeśli coś się nie powiedzie. U nas liczy się tylko zwycięstwo i skład na Lombardię jest taki, abyśmy mogli zareagować na różne sytuacje.

Przed chwilą zrobiłam wywiad z Matxinem Fernandezem, menadżerem UAE Team Emirates. Wypowiadał się o tobie w samych superlatywach – że masz bogate palmarés, doświadczenie, jesteś sympatyczny, robisz dobrą atmosferę w zespole i znakomicie dogadujesz się z Pogačarem. Co ty na to?

Jeśli chodzi o drużynę UAE Team Emirates, to czuję się tutaj jak w domu. Nie mam żadnej presji i mam bardzo dobry kontakt z Matxinem. Miałem możliwość przejścia do innej drużyny, ale bez wahania zdecydowałem się przedłużyć kontrakt o kolejne dwa lata [do końca 2024 roku]. Jeśli chodzi o Tadeja, to ja nigdy kogoś takiego nie spotkałem. Jest niesamowicie silny psychicznie – nie boi się atakować na płaskim, na zjazdach, na podjazdach. Wszędzie chce pokazać, że jest najsilniejszy. Gdybym ja był tak silny psychicznie jak on, to osiągnąłbym o wiele więcej. Ma niesamowitą głowę, a do tego wprowadza spokój, jest wyluzowany, bawi się kolarstwem. Jeździłem chociażby z Contadorem – to też był wielki kolarz, ale Pogačar jest jeszcze inny.

Możesz zaryzykować stwierdzenie, że to jest najlepsza drużyna, jaką miałeś?

Swoje największe sukcesy odniosłem w Tinkoff-Saxo i czułem się tam również bardzo dobrze. Jednocześnie miałem tam dużo większą presję niż tutaj. W UAE Team Emirates mam jej mniej, a jednocześnie dostaję czasami wolną rękę jak chociażby w tegorocznym wyścigu Tour of Slovenia. Tadej potrafi powiedzieć, że skoro czujesz się dobrze, to jedziesz ze mną na szczyt i ty dzisiaj wygrywasz. Jestem tutaj przede wszystkim po to, żeby jeździć z Tadejem, bo on potrzebuje mocnego składu, i nie mówię tutaj tylko o sobie. Praktycznie na każdym wyścigu jest faworytem, wszyscy oczekują od niego zwycięstwa.

Co planujesz na kolejny sezon, na najbliższą przyszłość? 

Chciałbym kiedyś wrócić na Giro, bo brakuje mi etapowego zwycięstwa w tym wyścigu. Ale w przyszłym roku będziemy w pełni skoncentrowani na Tour de France. Po to wzmacniamy skład, żeby móc wygrać Wielką Pętlę. Ta kontuzja paradoksalnie sprawiła, że jestem świeższy, odpocząłem, spędziłem czas z rodziną w domu, w sierpniu, gdzie praktycznie nigdy w trakcie kariery mi się to nie zdarzyło. Mojemu zdrowiu – zarówno psychicznemu, jak i fizycznemu – to dobrze zrobiło, więc w kolejnym sezonie będę zmotywowany i zregenerowany. 18 października lecimy do Abu Dhabi na spotkanie posezonowe z ekipą, a potem wracam do domu i będę się regenerował.

A wakacje? 

Będę chciał zabrać gdzieś rodzinę, ale zostaniemy raczej w Polsce. Mam dość latania samolotem. (śmiech)

W Cavenago di Brianza rozmawiała Marta Wiśniewska

guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Henry
Henry

Dobry kolarz z Rafała, jeszcze żeby nie był takim symulantem i wiejskim cwaniakiem, osiągnął by w kolarstwie dużo więcej.

Escobar
Escobar

Jak to się dzieje że zawsze jakiś debil jak Henry się znajdzie i musi koniecznie pokazać co sobą reprezentuje. Internet …

Woziwoda kolarstwa
Woziwoda kolarstwa

Anonimowy kolarz na pewno wie kim jest Henry ..Ja o Henrym wiem tylko tyle że to żartowniś jest i że i wypisuje tu o symulantach i wiejskich cwaniakach. Mogę tylko przypuszczać że zna się na rzeczy, wie co to znaczy osiągnąć więcej w kolarstwie ……. Henry