fot. Team DSM

Film z Loreną Wiebes opędzającą się od napastliwego mężczyzny, najprawdopodobniej zatrudnionego przez organizatora Binche-Chimay-Binche pour Dames, obiegł internet i skusił mnie do zastanowienia się nad pewną kwestią – czy sława oznacza, że tracimy prawo do posiadania własnej przestrzeni osobistej?

Holenderska gwiazda kobiecego kolarstwa jest z pewnością postacią o wyrazistym charakterze. To sprawia, że Lorena Wiebes nie boi się zwracać uwagi na różne problemy trapiące ten sport i choć czasem robi to bez użycia słów to wyraźnie widać, że Holenderka nie boi się stawiać na swoim. Po finiszu w trakcie Binche-Chimay-Binche pour Dames podbiegł do niej jeden z marshalli i zaczął ją obejmować, by przeprowadzić ją na ceremonię dekoracji. 23-latka wyraźnie się od niego opędzała, a ten nadal kładł ręce na jej ciele. Przez lata było to standardem, ale czy być powinno?

Kolarze to nośniki reklam, swoiste dzieci marketingowców. Cały sport opiera się na tym, że zawodnik za sprawą swoich sukcesów bądź rozpoznawalności ma promować produkty oferowane przez sponsorów swojej ekipy, wyścigu etc. Nie ma co się zatem dziwić, że często są obejmowani do zdjęć przez przeróżnych przedstawicieli lokalnych władz, mecenasów sportu i wszystkich pokrewnych. Nikogo nie dziwi fotka, na której Jonasa Vingegaarda otacza masa osób, a każdy chce położyć na nim swoją dłoń. To poniekąd zobowiązanie marketingowe Duńczyka, na które mniej lub bardziej się godzi i ciężko odmawiać tego ludziom, którzy płacą za jego obecność na wyścigu.

Nie chciałbym tu zatem mówić, że kolarze to nietykalni ludzie tacy jak ja i Ty. Złote pytanie pozostaje jednak jedno – gdzie są granice i czy nie powinny one zostać przeorganizowane? Czy naprawdę ten facet musiał sobie podotykać Loreny Wiebes, bo ona bez tego nie pojechałaby na ceremonię nagradzania? Sygnały wysyłane przez media czy też szarych fanów odmieniły ostatnimi laty niejeden aspekt sportu oraz jego otoczki, może pora porozmawiać i o tym na głos? Obyśmy nie musieli zbyt często oglądać takich widoków jak ten z mety w Binche.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
theblackcrow
theblackcrow

W pełni zgadzam się z autorem, oglądałem relację i czułem się co najmniej zniesmaczony. Było to na pewno naruszenie granicy przestrzeni osobistej i komfortu z nią związanego. Chciałbym wierzyć, że facet jedynie za bardzo przejął się swoją rolą, w zasadzie nie reagował na protesty, jakby był w amoku. Niejednokrotnie widzieliśmy to tez w przypadku mężczyzn, gdy nawet nie mogli uściskać się z kolegami z drużyny po wygranym etapie, oczywiście w przypadku kobiecego peletonu nabiera to dodatkowego znaczenia, to musi być zrobione z wyczuciem i dodatkową dawką empatii, a stanowcze „nie” znaczy po prostu „nie”. Chyba organizatorzy za bardzo przejmują się swoją rolą, sprawa do obgadania między reprezentantami peletonu, organizatorami i UCI.