fot. La Vuelta

42-letni Alejandro Valverde pożegna się ze ściganiem na hiszpańskiej ziemi w tegorocznej 77. edycji Vuelta a España. Ten wyścig jest punktem odniesienia w jego karierze, bowiem to tutaj odniósł jedyne zwycięstwo w wyścigu trzytygodniowym, wygrał w sumie dwanaście etapów i miał wiele momentów chwały. Hiszpanie mówią swojemu idolowi ¡Adiós!

Alejandro Valverde miał zakończyć karierę w 2020 roku, kiedy to świętował czterdzieste urodziny. Jednak przyszła pandemia i do lipca kolarski sezon całkowicie się zatrzymał. Po wznowieniu, szosy były całkowicie pozbawione kibiców. W otoczeniu pełnym pustki, maseczek i nieustannych covidowych testów, Hiszpan nie chciał żegnać się z kolarstwem. W 2021 roku było tylko trochę lepiej, bo nadal w wielu wyścigach obowiązywały spore restrykcje, a kibice mieli utrudniony dostęp do publiczności. Poza tym Valverde odniósł trzy zwycięstwa (GP Miguel Indurain, 6. etap Dauphiné oraz 3. etap Giro di Sicilia), które utwierdziły go w przekonaniu, że jest sens ten jeszcze jeden raz przełożyć rozbrat z profesjonalnym kolarstwem.

Relacja Alejandro Valverde z Vueltą jest wyjątkowa i w sumie nie mogłoby być inaczej. Słoneczna i wyluzowana atmosfera hiszpańskiego wielkiego touru idealnie odpowiada kolarzowi z Murcji, który z jednej strony jest profesjonalistą w każdym calu, a z drugiej nigdy nie zapomina o zażartowaniu i po prostu cieszeniu się jazdą na rowerze. Ponadto Valverde i Vuelta to symbioza – on bez tego wyścigu nie byłby tym, kim jest i odwrotnie.

Zadebiutował w nim w 2002 roku w barwach drużyny Kelme zarządzanej przez Vicente Beldę. Gdy ten pozyskał Hiszpana z amatorskiej drużyny Banesto obiecał mu, że zrobi z niego wielkiego kolarza. We wspomnianym roku wystawił go do składu na hiszpański wielki tour, aby mógł się z nim zapoznać. Rok później wygrał dwa etapy (na Envalirze i La Panderze), oraz zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. To był początek pięknego związku „El Bali” z Vueltą, który – jak dziś już wiemy – potrwała dwadzieścia lat.

Kolejnym wartym odnotowania zwycięstwem Valverde na Vuelcie jest to z 2006 roku, kiedy w niesamowity sposób uniósł ręce w geście triumfu na Alto de Morredero, dachu Ponferrady. Gdy wydawało się, że pewne zwycięstwo ma Carlos Sastre, kolarz z Murcji zaatakował z „peletoniku” i z dziecięcą łatwością objechał swojego rodaka. To właśnie w tamtym czasie Valverde charakteryzował się niebotyczną eksplozywnością. Stąd wzięła się jego ksywka „El Bala”, czyli pocisk. Komentatorzy mówili wówczas: „Valverde viene como una bala”, czyli Valverde nadchodzi jak pocisk.

Finisz na Alto de Morredero, a także dziewięć innych fantastycznych zwycięstw Valverde można obejrzeć na video poniżej.

Pomimo że Valverde niemalże od samego początku swojej kariery kolarskiej charakteryzował się niezwykłymi umiejętnościami i nosem taktycznym, to – jak każdemu – zdarzały mu się wpadki. Także na Vuelcie. W tej samej edycji, w 2006 roku, Valverde objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej po etapie na Alto de La Cobertoria. Był w świetnej formie, ale zwyczajowy dla niego moment słabości dopadł go po drodze do Grenady. Tam musiał uznać wyższość Aleksandra Winokurowa, który tego dnia postanowił umęczyć Hiszpana. Zaatakował go na podjeździe pod Monachil, „El Bala” odpowiedział i dogonił ich na samym początku zjazdu, ale „Wino” wraz z Kaszeczkinem ponownie mu odjechali, a on stracił na koniec dnia prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Tego dnia Valverde został znokautowany. Pedro Delgado, który komentował wówczas wyścig na antenie hiszpańskiej telewizji publicznej, mówił, że niezapięcie koszulki na zjazd było symbolicznym błędem Hiszpana, któremu tego dnia nic nie wychodziło.

Dwa lata później ponownie znalazł się w grze o klasyfikację generalną. Na dwunastym pagórkowatym etapie, podczas którego padało i było zimno, postanowił sam zjechać do samochodu po pelerynę. Zanim dobrze się rozejrzał został w tyle i zaprzepaścił swoje szanse na zwycięstwo, tracąc trzy i pół minuty. Eusebio Unzué, który zarządzał wówczas wcześniejszym wcieleniem Movistaru, czyli Caisse d’Epargne, był wściekły. Grzmiał, że takie błędy Alejandro niestety się powtarzają. Chodziło mu oczywiście o to, że jako lider nie powinen sam odbierać z auta cieplejszego ubrania.

Jednak wreszcie nadszedł rok 2009, w którym Alejandro Valverde wygrał wyścig Vuelta a España. Były to jeszcze czasy, kiedy zwycięzca klasyfikacji generalnej zakładał złotą, a nie czerwoną jak teraz koszulkę. Rywalizując z takimi kolarzami jak Samuel Sánchez, Cadel Evans czy Ivan Basso pojechał nieco bardziej zachowawczo, ale bardzo skutecznie. Co w jego przypadku jest nieco dziwne, nie wygrał żadnego etapu. W zamian zanotował jedyne w swojej karierze zwycięstwo w wyścigu trzytygodniowym.

Od tamtego czasu było jeszcze wiele etapowych zwycięstw, miejsc na podium i zwycięstw w rozmaitych klasyfikacjach. Ostatni raz Valverde uniósł ręce w geście triumfu na Vuelcie w 2019 roku odziany w trykot mistrza świata. Na finiszu w Mas de la Costa wyprzedził Primoža Rogliča i Miguela Ángela Lópeza. Co wydarzy się teraz?

W tegorocznej Vuelcie Alejandro Valverde nie celuje w klasyfikację generalną. Bardzo chciałby wygrać etap, co byłoby niezwykle wzruszającym aktem pożegnania. Oto, co powiedział przed startem wyścigu w Utrechcie:

– Dla mnie dobrym wynikiem będzie to, jeśli przejadę tę Vueltę w dobrym zdrowiu i bez żadnych problemów. Jeśli udałoby się wygrać etap, to byłoby coś wspaniałego. Czuję się dobrze, chociaż nie sądzę, bym przez dwadzieścia jeden dni był w stanie utrzymywać poziom najlepszych kolarzy w peletonie. Zamierzam jednak cieszyć się tym wyścigiem, każdą minutą spędzoną na rowerze. Publiczność z pewnością bardzo mi pomoże. To jest moja ostatnia Vuelta. Mam jeszcze kontrakt na dwa kolejne lata, ale obejmę już w drużynie  inną rolę

– mówił Valverde.

Hiszpania jest gotowa na fiestę. Kibice, którzy przyjdą na wyścig osobiście, będą wiedzieli, jak pożegnać swojego idola, mistrza i wzór do naśladowania. Specjalna impreza szykuje się na jedenastym etapie, kiedy to Vuelta zawita do okolic Murcji, skąd pochodzi Valverde. Drużyna Movistar zmieniła koszulki na białe w hołdzie wielkiej postaci tego składu. Są niej wypisane najważniejsze jego sukcesy, a w centrum znajduje się informacja o tytule mistrza świata z Innsbrucka. Nowy trykot ujrzał światło dzienne podczas prezentacji drużyn.

Hiszpański oddział marki Canyon przygotował również Valverde specjalny rower, który koresponduje z koszulką, ma złoty łańcuch i także wypisane największego jego zwycięstwa.

Co Valverde dopisze do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej, siedmiu miejsc na podium i dwunastu etapowych zwycięstw? Osiągnięć sportowych nie jesteśmy teraz w stanie dokładnie przewidzieć, ale jedno jest pewne – ta Vuelta będzie wyjątkowa z uwagi na jego pożegnanie. Alejandro Valverde jest bowiem jedną z czołowych postaci hiszpańskiego sportu, cenioną przez przedstawicieli wielu dyscyplin i nie tylko. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przypomni jego zawieszenie za rzekomy doping, ale raczej trudno będzie znaleźć osobę, która powie coś negatywnego o jego charakterze, nawet jeśli niezbyt za nim przepada.

Pisząc te słowa mam przed oczami Innsbruck. Miałam szczęście być naocznym świadkiem definiującego karierę Valverde zwycięstwa. Pamiętam trzęsące się dłonie jego masażysty jakieś dwadzieścia minut po przekroczeniu przez Valverde linii mety, a potem długie oczekiwanie, aż dotrze na konferencję prasową i zacznie odpowiadać na pytania. Widziałam szalejącą z radości hiszpańską ekipę i płaczących kibiców z tego kraju. Dzięki temu jestem w stanie wyobrazić sobie, co będzie działo się w tym roku na Vuelcie. I słusznie, bo patrząc obiektywnie, był on kolarzem wyjątkowym, jednym z największych w historii tego sportu. #GraciasBala

Marta Wiśniewska

guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
inez
inez

nigdy nie byłem fanem tego szprycownika

kibic
kibic

inez : nigdy nawet nie byłeś fanem kolarstwa

Krzysztof
Krzysztof

Dla mnie zawsze będzie oszustem.
Przeraża mnie jak jest przez wszystkich komentatorów kolarstwa chwalony, wynoszony pod piedestał między innymi przez p. Martę Wiśniewską i p. Dariusza Baranowskiego ( choć jego można zrozumieć bo zna go osobiście ).
Podobnie jest z Marco Pantanim, Davidem Rebellinem, a nawet Janem Ulrichem,, Erikiem Zabelem, Alexandrem Vinokurovem. I jest także nowa sprawa z Nairo Quintana.
A po Lance Armstrongu to wszyscy jeżdżą. Często nawet nie wymawiają jego imienia ( Lord Voldemort się kłania).