Walter Calzoni (Gallina Ecotec Lucchini Colosio) wygrał pierwszy etap Małopolskiego Wyścigu Górskiego. Najlepszy z Polaków – Artur Sowiński zajął 7. miejsce.

Już pierwszy etap Małopolskiego Wyścigu Górskiego prowadził po… górach, co nie powinno być żadną niespodzianką, biorąc pod uwagę nazwę imprezy. Kolarze mieli do przejechania 131-kilometrową trasę po m.in. terenach, gdzie niegdyś niemal codziennie trenował młody Rafał Majka. Na etapie znalazło się miejsce dla trzech górskich premii – ostatnia, najtrudniejsza z nich znajdowała się na Górze Chełm (4,7 km – 6,2%) i była jednocześnie metą etapu.

Początek ścigania ułożył się według klasycznego scenariusza. Dla tych, którzy marzyli o załapaniu się w ucieczkę dnia, oznaczał konieczność włożenia maksymalnego wysiłku w oderwanie się od peletonu. Natomiast dla dziennikarzy wiązał się z koniecznością uważnego nasłuchiwania radia wyścigu i sprawdzania numerów wywołanych kolarzy. Gdy po około 10 minutach sytuacja z przodu się wyklarowała, na ekranach laptopów dziennikarzy mogły pojawić się trzy nazwiska – Tobias Halvorsen (Team Region SOR), Jan Vones (ATT Investments) i Marton Solymosi (Epronex Cycling Team).

Od grupki szybko odpadł jednak ostatni z wymienionych, jednak w roli towarzysza Norwega i Czecha  zastąpił go…  Bakhodbek Rakhibaev (Tashkent City Professional Cycling Team). Reprezentant zespołu ze stolicy Uzbekistanu zaczął swoją pogoń do uciekającej dwójki krótko po premii lotnej w Dobczycach. Gdy kilkadziesiąt minut później do niej dołączył, jej przewaga zbliżała się do dwóch minut i wciąż rosła. Długa samotna jazda musiała go zmęczyć, ale widocznie powodzenie jego akcji dodało mu animuszu, bowiem niedługo później… wygrał lotną premię w Jodłowniku.

Uzbekowie mieli dziś zadziwiająco dobry dzień – swoich sił próbował także zespołowy kolega Rakshibaeva – Akramjon Sunnatov, jednak jego starania o dołączenie do prowadzącej trójki zakończyły się niepowodzeniem. Jednak niedługo później aktywna jazda popłaciła jego jadącemu z przodu kompanowi. Na około 55 kilometrów przed metą, gdy przewaga harcowników była już naprawdę niewielka, Rakhibaev bowiem zaatakował i zostawił resztę harcowników z tyłu. Jego samotna przygoda jednak nie potrwała długo. Tuż przed szczytem pierwszej górskiej premii (Wierzbanowa) został doścignięty najpierw przez Kristjana Korena, później przez Manuela Boscha, a na zjeździe dopadli go pozostali – jadący w peletonie, kolarze.

Wspomniani wcześniej Koren i Bosch zostali dogonieni na premii górskiej w Kobielniku. W coraz mniejszym peletonie tempo nadawali głównie kolarze dwóch najlepszych polskich ekip. Na krótko przed podjazdem pod Górę Chełm, obie miały po 3 przedstawicieli w około 30-osobowej głównej grupie.

Przed ostatnim podjazdem zapytaliśmy Marka Rutkiewicza – dyrektora sportowego HRE Mazowsze Serce Polski, kto sięgnie po zwycięstwo, wskazał oczywiście na swoich dwóch kolarzy – Stachowiaka i Kaczmarka, a także Dylana Sunderlanda i Jakuba Otrubę. Okazało się jednak, że zwycięzcą nie został żaden z wymienionych, a Walter Calzoni (Gallina). Kolarz włoskiej ekipy jeszcze wczoraj jechał w Giro dell’Appennino gdzie zajął 25. miejsce – teraz nie było po nim widać zmęczenia i po pierwszym etapie to on może cieszyć się pozycją lidera.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Michal
Michal

Trudno jest być kibicem kolarstwa w Polsce… Zmarszczka, hopka czy wiadukt i nasi krajowi mistrzowie szos w grupetto… Majka kręć do sześćdziesiątki !!!!