fot. Tour of the Alps

Pello Bilbao (Bahrain – Victorious) kontynuuje znakomity sezon, dopisując do swojego palmares kolejny wartościowy triumf – tym razem na etapie Tour of the Alps. Perfekcyjnie rozprowadzony przez kolegów z zespołu Bask, nie dał szans rywalom na lekko wznoszącym się finiszu.

Kolejny ekscytujący dzień w północnych Włoszech za nami – dzisiejszy etap obfitował w długie wspinaczki, a pierwsza z nich – 20-kilometrowa przełęcz Passo Rolle – miała swój początek tuż po starcie w Primiero/San Martino di Castrozza. Zwiastowało to niezwykle ciężki i nieprzewidywalny dzień w siodełku. Pod koniec pierwszego podjazdu, na czele zawiązała się 10-osobowa ucieczka, w której znaleźli się między innymi Pavel Sivakov (INEOS Grenadiers), Miguel Angel Lopez (Astana Qazaqstan Team) czy Hermann Pernsteiner (Bahrain – Victorious).

Odjazd wypracował sobie kilkuminutową przewagę nad peletonem, który napędzała ekipa AG2R Citroen Team. W dalszej części etapu do pogoni przyłączyła się drużyna Bahrain – Victorious. Gdy różnica między najsilniejszymi harcownikami, a peletonem, wynosiła około minutę, do głównej grupy wrócił Pernsteiner, by pomóc swoim kolegom w pogoni.

– Wiedzieliśmy, że pierwsza część dzisiejszego etapu będzie cięższa, niż końcówka, ale nie spodziewaliśmy się aż tylu ataków od samego startu. Byliśmy cierpliwi i wierzyliśmy w siebie – oczywiście w trakcie etapu mieliśmy ciężkie momenty, w których ciężko było wierzyć, że uda nam się dogonić ucieczkę, ale trzymaliśmy dobre tempo – wszyscy zawodnicy z drużyny przykładali się do pracy, dając z siebie wszystko od samego początku, aż do końca

– mówił dziennikarzom na konferencji prasowej Pello Bilbao.

Pościg zakończył się sukcesem – dwaj uciekinierzy, którzy najdłużej utrzymywali się przed peletonem – Michael Storer i Pavel Sivakov – zostali złapani kilka kilometrów przed metą. Sytuacja dla zespołu Bahrain – Victorious była więc idealna – do mety zmierzała kilkunastoosobowa grupka, w której jechało aż czterech zawodników w czerwonych koszulkach: Mikel Landa, Santiago Buitrago, Hermann Pernsteiner oraz, drugi na wczorajszym etapie, Pello Bilbao. Jakby tego było mało, kontakt z czołówką stracił lider klasyfikacji generalnej – Geoffrey Bouchard.

Zespół Bahrain – Victorious wykorzystał przewagę liczebną i ustawił Pello Bilbao na pole position do zwycięstwa. Bask sprostał oczekiwaniom, przecinając linię mety przed Romainem Bardet (Team DSM) i Attilą Valterem (Groupama – FDJ).

– To niesamowite, że w tak małej grupie było aż czterech kolarzy Bahrain – Victorious – koledzy w końcówce ustawili dla mnie znakomity pociąg, więc nie mogłem przegapić takiej szansy

– dodał Bilbao.

– W końcówce nie musiałem wiele myśleć, ponieważ drużyna pracowała znakomicie i w końcówce poradziła sobie bardzo dobrze. Na kilkaset metrów do mety rozmawiałem z Mikelem Landą, by pojechał lewą stroną, zostawiając mnie po prawej – to była najlepsza trajektoria sprintu. Najbardziej bałem się Romaina Bardet, ponieważ wczoraj pokazał, jak dobrze jest w stanie zafiniszować, ale zdołałem zwyciężyć

– relacjonował.

Choć to „dopiero” pierwsza wygrana etapowa drużyny Bahrain – Victorious w tym wyścigu, wczoraj również pokazali się z bardzo dobrej strony jako zespół, dyktując tempo w peletonie na finałowych kilometrach. Cała ekipa przyjechała do Włoch w znakomitej formie i wydaje się, że jest ona najlepsza spośród wszystkich, które stanęły na starcie Tour of the Alps.

– Pokazaliśmy moc, ale takie występy kosztowały nas sporo energii. Zostały jeszcze trzy etapy, więc chcemy podchodzić do tego dzień po dniu. Traktujemy każdy odcinek Tour of the Alps jak klasyk i liczymy na walkę o etapowe skalpy. Jestem bardzo dumny z dzisiejszego zwycięstwa – to był najlepszy przykład, że kolarstwo jest sportem drużynowym. Bez zespołu nie udałoby mi się sięgnąć po triumf

– opisywał Pello Bilbao.

W swoich wypowiedziach Bask wielokrotnie podkreślał rolę zespołu w tym zwycięstwie – trudno mu się dziwić, bowiem rzeczywiście jego drużynowi koledzy mieli duży udział w dzisiejszej wygranej i objęciu prowadzenia w klasyfikacji generalnej.

Wykorzystać najlepszą formę w karierze na trasie Giro d’Italia

W pierwszych startach tego sezonu – przygotowujących Baska do Giro d’Italia – pokazywał się on z bardzo dobrej strony. Kończył w czołówce takie wyścigi, jak Itzulia Basque Country, gdzie wygrał jeden z etapów, UAE Tour czy Strade Bianche. Teraz do swojego dorobku dopisał drugie miejsce i kolejne, trzecie zwycięstwo na odcinku Tour of the Alps. Gołym okiem widać, że Pello Bilbao jest w niesamowitej dyspozycji, o czym – oprócz rezultatów w wyżej wymienionych wyścigach – świadczą też czołowe pozycje w różnego rodzaju rankingach, podsumowujących występy zawodników w sezonie 2022.

– Myślę, że na przestrzeni lat dorastałem jako kolarz, a forma w której jestem obecnie, być może jest najlepsza w mojej karierze

– przyznał po dzisiejszej wygranej Pello Bilbao.

Czy Bask będzie w stanie pójść za ciosem i wykorzystać aktualną formę do sięgnięcia po zwycięstwo w zbliżającym się wielkimi krokami Giro d’Italia?

– Zdobycie maglia rosa byłoby marzeniem. W ostatnich latach często startowałem w tym wyścigu, uwielbiam go – chciałbym, żeby się udało, ale nie sądzę, że będzie to proste. Nie jestem najsilniejszy w górach, nie jestem najlepszy na czas – jestem za to bardzo regularnym kolarzem. Z pewnością będzie o to ciężko, lecz nie jest to niemożliwe

– dodał.

Na razie jednak kolarz ekipy Bahrain – Victorious skupia się na Tour of the Alps. Po dwóch etapach jest liderem klasyfikacji generalnej, z przewagą 6 sekund nad Romainem Bardet. W ostatnich dwóch edycjach włosko-austriackiej „etapówki”, triumfatorzy drugiego etapu, którzy po swoich zwycięstwach przejęli prowadzenie w „generalce” – odpowiednio Simon Yates i Pavel Sivakov – dowozili je do mety wyścigu. Czy będzie tak również w tym roku?

– Nie wierzę w statystyki – to tylko kolejna liczba

– uciął krótko Pello Bilbao.

Z Tour of the Alps Kacper Krawczyk i Oskar Sasak

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments