Ryan Gibbons
fot. UAE Team Emirates/BettiniPhoto

Mistrzostwa świata to rokrocznie wielkie święto kolarstwa, acz gdy już spojrzymy na analogiczne czempionaty na poszczególnych kontynentach to sytuacja nie wygląda tak kolorowo. Już jutro zaczną się Mistrzostwa Afryki, których prestiż i organizacja ustępują niejednej imprezie najniższej kategorii UCI.

Kolarstwo to bardzo specyficzny sport – choć drużynowy, to sukcesy odnosi się indywidualnie. Wielką wagę przykładamy do tej jednej okazji w roku, gdy kolarze ubierają trykoty reprezentacyjne, podczas gdy przez resztę czasu jakby zapominamy zupełnie o narodowym aspekcie tego sportu. Z tego smutnego schematu udało się wyplątać Europejskiej Unii Kolarskiej, która od 2016 roku zaczęła organizować z wielką pompą nasz kontynentalny czempionat. Szkoda tylko, że na innych terenach nadal nie wygląda to tak kolorowo…

Mogło by się wydawać, że skoro UCI potrafi zostawić praktycznie tydzień wolny od wyścigów w czerwcu, by kolarze bezproblemowo mogli stanąć na starcie krajówek, to i nic nie stoi na przeszkodzie, by podobnie postąpić w przypadku mistrzostw kontynentalnych i sprawić, że każdy z regionów świata będzie miał ten swój tydzień na organizację takiej imprezy. Jak się jednak okazuje tu nie jest tak kolorowo, a na całym świecie imprezy te traktowane są bardzo po macoszemu.

Nieznani zwycięzcy, zerowy prestiż
Opuśćmy Europę, gdzie na liście triumfatorów znajdziemy same słaby – od Petera Sagana, poprzez np. Matteo Trentina, aż po Sonny’ego Colbrellego. Tradycja „kontynentalek” dość dobrze wygląda w Azji, gdzie jednak bardzo ciężko o solidną obsadę – ostatnie pięć edycji wygrywali kolejno Hossein Askari (Iran), King Lok Cheung (Hong Kong), Sanghong Park (Korea Południowa), Yousif Mirza (Zjednoczone Emiraty Arabskie) i Yevgeniy Gidich (Kazachstan). Nikt mi nie powie, że to najlepsi kolarze z tej części świata, a jednak zwyczajnie nikomu nie opłacało się widać pojawić na starcie tej imprezy…

Ameryka? Tu nie jest nic lepiej. Pan American Championships co roku wygrywają bardzo anonimowi kolarze, choć z tego kontynentu pochodzi przecież aktualny zwycięzca Giro d’Italia, mistrz olimpijski itd. Trudno jednak by do walki stanęli poważni kolarze, gdy wyścig ze startu wspólnego odbył się 15 sierpnia na Dominikanie – zawodowcy w tym czasie byli przecież skupieni na startach w Europie.

Brak polityki medialnej, transmisji
Już jutro zaczną się 5-dniowe Mistrzostwa Afryki. W Burkina Faso do zdobycia będą 4 komplety medali – w drużynowej jeździe na czas, indywidualnej jeździe na czas, drużynowej sztafecie oraz w wyścigach ze startu wspólnego. W zeszłym roku komplet złotych medali zdobył Ryan Gibbons z UAE Team Emirates, acz pochodzący z RPA kolarz nie stanie do obrony tytułu.

A kto stanie? Tego nie wie nikt. Mistrzostwa kontynentalne nie posiadają bowiem żadnej strony internetowej, mediów społecznościowych czy czegokolwiek, co mogłoby je zareklamować. Pojedynczy użytkownicy Twittera we współpracy ze startującymi tam kolarzami próbują ustalić jakie reprezentacje staną w ogóle na starcie w Burkina Faso (!!!). Tym samym o zwycięzcach zapewne większość świata nie usłyszy, ewentualnie jakiś komentator telewizyjny będzie się dziwił skąd taką inną koszulkę będę ubierał zdobywca złotego krążka. Wielka szkoda, bo takie zawody miałyby moim zdaniem ogromny potencjał sportowy i marketingowy – sport reprezentacyjny najczęściej „grzeje” fanów bardziej niż ten klubowy.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments