fot. Cofidis

Sprinterzy to grupa kolarzy, która miewa najwięcej szans na zwycięstwo. W latach 2012-19 to właśnie reprezentujący tę specjalność zawodnicy sięgali po najwięcej zwycięstw w sezonie.

A jednak Max Walscheid – 90-kilogramowy olbrzym, o parametrach przypominających sprinterów z dawnych lat, na zwycięstwo czekał od Tour of Langkawi 2020, a żeby przypomnieć sobie jego ostatni triumf na europejskim kontynencie, trzeba cofnąć się jeszcze o rok, do Omloop van het Houtland Lichtervelde. Co ciekawe, podobnie jak dziś, drugi na finiszu był Dries De Bondt.

Był wtedy jeszcze zawodnikiem Team Sunweb – zespołu, w którym zaczynał swoją przygodę z World Tourem i w którym aż dziewięciokrotnie mógł podnosić ręce w geście zwycięstwa. Później spędził dwa lata w Qhubeka-NextHash, jednak tam jego jedynymi skalpami były jedynie te zgarnięte w Malezji.

Max Walscheid nie stał się słabszym kolarzem, niż wcześniej – po prostu nieco zmieniła się jego charakterystyka. Dziś jest dość wszechstronnym kolarzem, nieźle radzącym sobie w klasykach i na czasówkach. Szczególnie dobrze radzi sobie w tych ostatnich – zdecydowaną większość prób czasowych, do których przystępuje, kończy w pierwszej dziesiątce. Poza tym, był częścią niemieckiej drużyny, która w zeszłym roku zdobyła mistrzostwo świata sztafet mieszanych.

Jednak mimo tych sukcesów i sukcesików, dzisiejsze zwycięstwo było dla niego bardzo istotne. Podobnie jak dla Cofidisu, którego zawodnikiem jest od kilku tygodni. To już piąta wygrana ekipy – każda z nich została osiągnięta na ojczystej ziemi. Jednak ta ostatnia jest wyjątkowo istotna. Jako że GP de Denain jest klasykiem zaliczanym do Pro Series, za wygranie go otrzymuje się 200 punktów do rankingu UCI – to więcej niż za wszystkie poprzednie triumfy razem wzięte.

Normalnie, pewnie nikogo by to nie obeszło, ale obecnie klasyfikacja ta może mieć kluczowe znaczenie dla dalszych losów Cofidisu. O miejscu w 18-zespołowym World Tourze na przyszły sezon ma bowiem decydować ranking za lata 2020-22, a akcje Francuzów nie stoją w nim najlepiej – to właśnie oni są obok Israel-Premier Tech i Lotto Soudal najmocniej zagrożeni spadkiem. Ostatnio idzie im lepiej – przed Denain byli na 11. miejscu w zestawieniu obejmującym tylko sezon 2022. To jednak wciąż zbyt mało, ponieważ ich konkurenci punktują równie dobrze.

Zwycięstwo w brukowanym klasyku było więc bardzo istotne, ale mało brakowało, by mógł się nim cieszyć ktoś inny. Jeszcze na kilka kilometrów przed metą, z przodu jechała ucieczka, w której składzie znajdowali się Primož Roglič. O powadze sytuacji chyba najlepiej świadczy fakt, że w pewnym momencie do pracy zabrał się nawet sam Walscheid.

To była trudna sytuacja. Bałem się, że będzie za późno, jednak zawodnicy Intermarche-Wanty-Materiaux byli dziś wspaniali. Odważnie wyszli na czoło, dzięki czemu udało nam się dogonić uciekinierów

– przyznawał na mecie, cytowany przez SpazioCiclismo.

Nie tak dużo brakowało, by praca rywali Francuzów przyniosła pożądany efekt, jednak ostatecznie rozprowadzany przez nich Adrien Petit znalazł się za Driesem De Bondtem i Walscheidem.

Wykonaliśmy perfekcyjną pracę jako zespół. Piet Allegaert rozprowadził mnie wręcz perfekcyjnie. Dociągnął mnie do ostatnich 500 metrów, a mi pozostało wtedy już jedynie ją wykończyć. Zdobyliśmy mnóstwo punktów, z czego bardzo się cieszę – teraz musimy tylko utrzymać tę dyspozycję.

– zakończył Walscheid, który kolejny start powinien zaliczyć już jutro, w Bredene Koksijde. Jego szefowie z pewnością liczą, że również z tego wyścigu wróci z pokaźną liczbą punktów.

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments