fot. Voster ATS Team / Szymon Gruchalski

Szymon Rekita jest jednym z najlepiej radzących sobie w górach polskich zawodników. W ubiegłym roku dołączył do ekipy Voster ATS Team i również jej barwy będzie reprezentował w tym sezonie. Zapraszamy do przeczytania, jakie towarzyszy mu nastawienie przed pierwszymi wyścigami, które czekają jego zespół w Chorwacji.

Zacznijmy od podsumowania minionego sezonu, jaki on był dla ciebie?

Szymon Rekita: Uważam, że był bardzo udany, zwłaszcza dla nas jako drużyny. Dziesięć wygranych wyścigów i tytuł mistrza Polski – możemy być naprawdę zadowoleni. Jeśli chodzi o moje odczucia, to powiem szczerze, że nie czułem się cały rok w optymalnej dyspozycji. Nie było źle, ale czegoś mi brakowało do tego, na co było mnie stać w poprzednich latach. Myślę, że wiem, gdzie popełniałem błędy, wyciągnąłem wnioski i jestem nastawiony, żeby w tym roku pokazać się z lepszej strony.

Do tego jeszcze wrócimy, ale w ubiegłym sezonie udało ci się również ugrać coś dla siebie. Z dobrej strony pokazałeś się w wyścigu Dookoła Rumunii czy Szlakiem Grodów Piastowskich.

Tak, ale nie mogę powiedzieć, żeby to był szczyt moich możliwości. Nie byłem w najlepszej formie i to czułem.

Wraz z sezonem 2021 po czterech sezonach w ekipie z Luksemburga zmieniłeś barwy. Zapewne była to dla ciebie spora zmiana. Jak się w tym odnalazłeś?

Na pewno była to dla mnie duża zmiana. Jeździmy trochę inne wyścigi, ścigamy się z innymi zawodnikami. Musiałem się odnaleźć w nowym środowisku. Raz udawało się to lepiej, raz gorzej, ale generalnie myślę, że trzeba robić swoje i starać się robić to jak najlepiej – na tym przez cały sezon się skupiałem. Na koniec zawsze jesteśmy rozliczani z tego, co robimy w trakcie całego roku.

Rozmawiamy podczas zgrupowania w Hiszpanii, na którym przebywa cała ekipa. Jak dla was, kolarzy, wygląda ten czas?

Zgrupowania styczniowe i lutowe zawsze wyglądają tak, że jeździmy długie dystanse, wiele godzin spędzamy na rowerze. W pewnym sensie jest to taka monotonia i konieczność poświęcenia dużej ilości czasu. Ja jednak ten okres lubię najbardziej. Odpowiadają mi długie, ciężkie treningi, zdecydowanie bardziej niż interwały czy dni, podczas których wykonujemy krótką, specjalistyczną pracę. W tym okresie czerpię największą radość z tego, co robię. Naprawdę lubię jeździć na rowerze, choć muszę też przyznać, że nie przepadam za tak długim przebywaniem poza domem.

W tym roku przesiadacie się na rowery KTM. Dopasowałeś się już do nowej maszyny?

Tak! Przed zgrupowaniem udało mi się dopasować rower i czuję się na nim świetnie. Koledzy też potwierdzają to zdanie, że aż chce się jeździć i dokręcać kilometry. Lubimy takie nowe „zabawki”.

Pandemia dała się wszystkim we znaki – także ekipom kolarskim i kolarzom. Czy jako zawodnik odczuwasz do dzisiaj jej skutki?

Jeżeli chodzi o wyścigi, w których startujemy, to mamy tak ułożony kalendarz, żeby nie odczuwać zmian. W ubiegłym sezonie mieliśmy bogaty program startów, ja miałem 62 dni startowe, czyli jest to naprawdę dobry wynik. Jasne, było kilka sytuacji, w których jakiś wyścig się nie odbył czy był przesuwany, ale nie ukrywajmy, że działo się to nie tylko ze względu na pandemię. Takie rzeczy nadal będą się zdarzały i musimy się z tym liczyć. Na pewno poczułem różnicę przez to, że sezon 2020 był mocno zachwiany. Dużo trenowałem, mało się ścigałem… Myślę, że ten rok spowodował też, że w kolejnym czułem pewne braki. Teraz jest lepiej.

Sporo ekip musiało obcinać budżety lub nawet musiało kończyć lub zawieszać działalność. Jak twój zespół odnalazł się w nowej rzeczywistości?

Mamy to szczęście, że wspierają nas sponsorzy, którzy nie zostawili drużyny w trakcie mocno niepewnej sytuacji na rynkach i na świecie. Wiemy, że będą wspierać nas w każdym momencie. To bardzo budujące i dające poczucie stabilności. Ja dołączyłem do ekipy w 2021 roku, kiedy było już trochę spokojniej niż rok wcześniej, ale muszę powiedzieć, że jako zawodnik miałem szczęście nie odczuć mocno skutków pandemii. Nie każdy był w takiej sytuacji.

Jesteś mocno zmotywowany przed nowym sezonem?

Tak. Sporo zmieniłem w tym roku, jeśli chodzi o podejście do treningów. Wróciłem do tych, które robiłem, kiedy osiągałem najlepszą formę i wiem, że mi służyły. Myślę, że to jest dobry środek do tego, by być w jak najlepszej dyspozycji. A jaki będzie sezon? To też czas pokaże. Teraz czuję się dobrze, pomiar mocy też sugeruje, że wszystko idzie zgodnie z planem, ale wyścigi tak naprawdę to zweryfikują.

Zdradzisz nam twoje osobiste cele na ten rok?

Tak naprawdę nie mam mocno wyszczególnionych celów, bo moim zdaniem, na poziomie kontynentalnym, nie powinniśmy się nastawiać na konkretny wyścig. Trzeba być dobrym przez cały rok, bo jeśli celujemy w jeden konkretny wyścig i coś pójdzie nie tak – zaskoczy nas kraksa czy znajdziemy się w nieodpowiednim miejscu – już pojawi się problem. Oczywiście osobiście nastawiam się szczególnie na wyścigi odpowiadające mojej specyfice, czyli w cięższym terenie. Drugą kwestią, o której wspomniałem wcześniej, jest jeszcze lekka niepewność co do tego, które wyścigi się planowo odbędą, więc musimy mieć na względzie, że kalendarz może się z przyczyn niezależnych od nas zmieniać.

Opowiedz jeszcze, jak rysują się twoje plany na najbliższe tygodnie?

Po dobrze przepracowanym zgrupowaniu w Hiszpanii czeka mnie tydzień solidnego odpoczynku w domu. Z początkiem marca zaczynamy kolejne zgrupowanie w Chorwacji, połączone już z pierwszymi startami kontrolnymi.

Rozmawiała: Karolina Halejak

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments