fot. Bettini Photo

Kolarz drużyny Astana-Premier Tech Alexey Lutsenko wygrał „na solo” pierwszą edycję gravelowego wyścigu dla zawodowych kolarzy Serenissima Gravel, który w piątek został rozegrany we Włoszech. Kazach przyjechał na metę 42 sekundy przed drugim Riccardo Minalim (Intermarche-Wanty Gobert) oraz trzecim Nathanem Haasem (Cofidis). 

Lutsenko bez wątpienia jest w niezłej formie. W poniedziałek wygrał wyścig Coppa Agostoni, a następnie dobrze zaprezentował się w Giro del Veneto, gdzie finiszował siedemnasty. W Serenissima Gravel miał do czynienia z inną nawierzchnią, ale nie przeszkodziło mu to w tym, aby ponownie unieść ręce (a nawet rower) w geście triumfu.  

Kazach zaatakował samotnie ponad 80 kilometrów przed metą i w momencie, gdy przekraczał linię mety wjeżdżając na finałowe rundy, miał dwuminutową przewagę nad grupą goniącą. Po pierwszej rundzie jego zapas czasowy stopniał do około minuty – głównie za sprawą pracy drużyny Intermarche-Wanty Gobert. Pomimo to Lutsenko wytrzymał na czele wyścigu do samej mety, na której zsiadł z roweru, by przenieść go przez kreskę i ucałować. Tym gestem uradował włoską markę Willier, która ma siedzibę niedaleko od miejsca rozgrywania wyścigu, albowiem w Rossano Veneto. 

Wyścigi gravelowe, w których startują przede wszystkim amatorzy, a okazjonalnie także zawodowcy lub ex-prosi, kojarzą się z długimi dystansami i sposobem rozgrywania zgoła odmiennym niż ma to miejsce w kolarskich wyścigach szosowych. Wyścig Serenissima Gravel był jednak krótszy, ponieważ liczył 132 kilometry i został poprowadzony po płaskiej, ale technicznej trasie z Lido di Jesolo do Piazzola sul Brenta. Na starcie stanęło 34 zawodników. Ponadto w związku z tym, że wystartowali w nim profesjonaliści nie mogło zabraknąć wysokiego tempa od startu i prób taktycznego rozgrywania. Robiły to zwłaszcza drużyny Astana, Intermarche oraz Cofidis, które stawiły się we Włoszech najliczniej.   

Ten wyścig był dla mnie nowym doświadczeniem, ale jestem bardzo szczęśliwy z tego zwycięstwa, zwłaszcza że po raz pierwszy ścigałem się w gravelowej imprezie. Na początku trochę trudno było mi się przyzwyczaić do jazdy na rowerze gravelowym, ale po godzinie jazdy nauczyłem się pokonywać zakręty. Pomogło mi to, że kiedyś startowałem w Strade Bianche. Jest duża różnica pomiędzy rowerem gravelowym a szosowym – na gravelu zawsze musisz naciskać na pedały

– skomentował swój sukces Alexey Lutsenko. 

fot. Bettini Photo

To, że dla kolarzy na co dzień rywalizujących na asfalcie wyścig Serenissima Gravel był novum, widoczne było w rozmaitym doborze sprzętu – począwszy od rowerów (niektórzy zdecydowali się na rowery szosowe) aż po ciśnienie w oponach czy przełożenia. Np. dziesiąty na mecie Taco Van der Hoorn (Intermarche-Wanty Gobert) narzekał, że zbyt mało napompował opony. 

– Ciśnienie w moich oponach było zbyt niskie. Takie, jakie zastosowałem było potrzebne tylko na pierwszych gravelowych sektorach, ale w końcowej części drogi stały się łatwiejsze i tam potrzebne było wyższe

– mówił Holender.  

Lutsenko zwracał również uwagę na inne warunki towarzyszące, tj. brak samochodów za kolarzami czy radia. 

– Brakuje ci informacji z radia, instrukcji, a ponadto nie możesz zjechać do auta po napój czy żel, chociaż na niektórych punktach na trasie mieliśmy rozstawionych masażystów, którzy podawali nam różnice czasowe oraz jedzenie. Jednak bez samochodu drużyny wszystko jest trudniejsze. Normalnie gdy jedziesz samotnie w ucieczce w uchu słyszysz dyrektora sportowego, który dodaje ci otuchy

– mówił Kazach. 

To teraz kilka słów o sprzęcie. Alexey Lutsenko jechał na rowerze Willer Rave SLR, który jest gravelem. Kolarze Cofidisu – Fernando Barcelo oraz Attilio Viviani oraz Thomas Champion – zdecydowali się wystartować na rowerze, na którym zazwyczaj ścigają się w Strade Bianche, tylko z cieńszymi oponami. Z kolei entuzjasta gravelowych imprez Nathan Haas (także Cofidis) jest właścicielem gravelowej De Rosy i na niej się w piątek ścigał. Jego rower był wyposażony w specjalną gravelową grupę sprzętową Campagnolo Ekar. Haas zastosował z przodu tarczę 44, ponieważ trasa była płaska, ale przyznał, że normalnie zakłada 38. W związku z nieco łatwiejszą trasą zdecydował się na opony 36 mm, a normalnie ma w swoim gravelu 42 mm. Kolarze Intermarche-Wanty Gobert dostali od swojego dostawcy rowerów – marki Cube – gravele na kilka dni przed wyścigiem. Van der Hoorn jechał na 40-milimetrowych oponach. 

fot. Bettini Photo

Organizatorem wyścigu był były włoski kolarz Filippo Pozzatto. Wyścig Serenissima Gravel jest kolejnym dowodem na coraz bardziej rosnącą popularność „gravelowania”, która – jak się okazuje – kupuje serca także zawodowców. Przypomnijmy, że w przyszłym sezonie Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) stworzy specjalną serię wyścigów gravelowych, a także zostaną zorganizowane pierwsze mistrzostwa świata w tej dyscyplinie. 

– Ja tutaj zadebiutowałem, ale myślę, że drużyny kolarskie World Tour zdecydowanie mogą startować w tego typu wydarzeniach. Kolarze tacy jak [Mathieu] Van der Poel czy Wout [Van Aert) powinni tutaj przyjechać, ponieważ mogłoby to być dla nich coś interesującego

– zakończył Lutsenko.

Na poniższym video można przyjrzeć się z bliska rowerowi, na którym Serenissimę wygrał Lutsenko. Filmik jest po włosku, ale wszystko doskonale widać.

guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
KLM
KLM

Ciekawe co UCI wymyśli żeby zarabiać na transmisjach. Gładkie i szerokie szutry pod motocykle i na koniec rundy przełajowe?

zbig
zbig

Kobiety na traktory ou sorry na gravele…wszyscy na gravele..😄