fot. Tour de France

Wczoraj na Polach Elizejskich w Paryżu Tadej Pogačar wzniósł ręce w geście triumfu po raz drugi w karierze. Zwyciężył w Tour de France, ponownie, czym napisał historię, nieznaną z lat poprzednich, żadnemu, nawet najwierniejszemu kibicowi kolarstwa.

Zaledwie 22-letni zawodnik reprezentujący barwy ekipy UAE-Team Emirates przekraczając linię mety 21. etapu kończącego 108. edycję największego wyścigu kolarskiego świata, ustanowił swoją legendę. Złamał wiele długoletnich rekordów, a także napisał własne, postawił nowe cele przed kolejnymi, dorastającymi pokoleniami. Idol, bo nim jest dla młodych słoweńskich zawodników, już w tak młodym wieku finansuje rozwój akademii w swej ojczyźnie, pomimo tego, iż sam dopiero wdarł się na sportowy szczyt, dba o to by po wybitnym pokoleniu jego, Primoža Rogliča czy Mateja Mohoriča była kontynuacja. Daleko do końca kariery Słoweńca, ale widać po nim, że nie chce pozostawić za sobą tylko historii zapisanej w annałach, chociaż tej będzie ogrom i to jej chcemy się dzisiaj przyjrzeć.

22 lata i 300 dni

22 lata i 300 dni, dokładnie tyle miał Tadej Pogačar, gdy stał się najmłodszym dwukrotnym zwycięzcą Wielkiej Pętli. Wynik niesamowity, kolarze w jego wieku, w standardowych okolicznościach zazwyczaj dopiero raczkują na poziomie World Touru, Tadej i jego pokolenie jednak łamie schematy. Pogačar w 2020 roku zwyciężył w Tourze podczas swojego debiutu, stając się najmłodszym od 116 lat (!), a teraz z ogromnym luzem to powtórzył, kosmos.

Trzy koszulki

Słoweniec zarówno w 2020 jak i w 2021 roku wygrał klasyfikację: generalną, górską oraz młodzieżową. W ten sposób skompletował swoją garderobę trzema różnymi koszulkami, żółtą, białą w czerwone grochy oraz białą. Ilu kolarzy wracało z Touru z tak kolorowym dorobkiem? Jeden – Eddy Merckx. Legendarny Kanibal zrobił to raz. W 1972 roku wygrał klasyfikację generalną, górską oraz punktową. Od tego czasu nie zrobił tego nikt, aż nadszedł on – wyjątkowy blondyn ze słoweńskiej ziemi. Zeszłorocznym sukcesem wyrównał osiągnięcie Eddy’ego a teraz bez skrupułów je przebił.

Belgijski klejnot popity włoską kawą

Tadej Pogačar poza sukcesem we Francji, odniósł prestiżowy triumf w belgijskim monumencie Liège-Bastogne-Liège. Wyścig wygrał dość niespodziewanie po sprincie z kilkuosobowej grupki, pokonując w bezpośrednim finiszu między innymi mistrza świata Juliana Alaphilippe’a czy doświadczonego Alejandro Valverde. Kto był ostatnim zawodnikiem z tak wyjątkowym dubletem? Naturalnie – Eddy Merckx w 1972 roku. 49 lat kolarstwo czekało, by ujrzeć kolarza na tyle wszechstronnego, który pokonał by rywali w tych dwóch, tak trudnych imprezach. Ile lat nasz ukochany sport czeka na zawodnika, który dołożyłby do Liège i Touru szanowaną włoską tygodniówke Tirreno-Adriatico? Od swojego początku, Słoweniec jest pierwszym, który tego dokonał. Jego rok 2021 jest po prostu legendarny.

Szybko i odważnie

Chociaż triumf Pogačara w Wielkiej Pętli był przekonujący, pewny i z ogromną przewagą, kibice nie mogą narzekać na styl w jakim został osiągnięty. Zawodnik UAE-Team Emirates atakował nawet w żółtej koszulce, jeździł odważnie, co mogło i powinno się podobać. Zwycięstwa etapowe na Col du Portet oraz w Luz Ardiden potwierdziły wyższość Słoweńca nad rywalami, był zdecydowanie najmocniejszy w stawce, a wygrywając dwukrotnie w koszulce lidera, dokonał znowu czegoś historycznego. Stał się pierwszym kolarzem od Merckxa w 1972 roku, który wygrał dwa górskie etapy nosząc maillot jaune. Dokładając do tego czasówkę, Tadej zebrał aż  trzy skalpy etapowe, dodając do tego trzy z edycji poprzedniej, po krótkiej matematyce, wychodzi nam sześć etapów. Sześć! Sześć przed ukończeniem 23 roku życia, a to, jak się mogą Państwo domyślić, najlepszy wynik w historii. Warto dodać, że cała dominacja Słoweńca jaką mieliśmy przyjemność podziwiać z przed naszych telewizorów miała miejsce podczas drugiej najszybszej edycji Tour de France w historii. Średnia całego wyścigu wyniosła 41.165 km/h a szybsza pozostaje tylko impreza z roku 2005, gdy kolarze pokonali trasę poruszając się średnio 41.654 kilometrów na godzinę.

Co dalej?

Na Pogačara czeka teraz start w Igrzyskach Olimpijskich i tu pierwsza szansa na dokonania niespotykane. Nie ma w historii kolarza, który triumfowałby w Tourze oraz w olimpijskim wyścigu ze startu wspólnego (Bradley Wiggins w 2012 roku wygrał Tour oraz olimpijską czasówkę). Trasa w Tokio zdaje się być na tyle trudna, że Słoweniec może o medal śmiało powalczyć. Następnie w jego kalendarzu ma znaleźć się hiszpańska Vuelta. Tutaj walka toczyć będzie się o dublet Wielkich Tourów. Chociaż zdobycie Tour de France oraz Vuelty nie jest tak prestiżowe jak Giro oraz Wielkiej Pętli, to nadal dokonało tego jedynie trzech zawodników: Jacques Anquetil w 1968 roku, Bernard Hinalut w 1978 roku oraz Chris Froome w roku 2017. Dołączenie do grona tak szanowanych nazwisk stanowiłoby kolejną cegiełkę ku budowie pomnika legendy Słoweńca, chociaż tych Pogačar i tak ma już bardzo wiele, a ma przecież dopiero 22 lata. Cieszmy się, że żyjemy w czasach takiego organizmu, takiego zawodnika, skromnego, ale i potrafiącego dać show wtedy, kiedy trzeba. Jest za późno by napisać, że nadchodzi era Tadeja Pogačara. Ona już trwa.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments