fot. A.S.O.

Gdy Primož Roglič przegrał w ubiegłorocznym Tour de France „czasówkę” na La Planche des Belles Filles, Tom Dumoulin mówił, że nie może w to uwierzyć, bo Pogačar jeździ na rowerze czasowym jak górnik. Może tak, może nie, ale bez wątpienia jest w tej kolarskiej specjalności coraz lepszy. 22-latek wygrał piąty etap jazdy indywidualnej na czas w tegorocznym wyścigu Tour de France, a Mathieu Van der Poel pojechał równie znakomicie, utrzymując maillot jaune.

Dzięki zwycięstwu w pierwszej w tegorocznej Wielkiej Pętli „czasówce” Tadej Pogačar ustawił się na pole position do obrony tytułu. Nadrobił bowiem czas nad rywalami – teraz ma 1:21 sekund przewagi nad Rigoberto Uranem, 1:36 sekund nad Richardem Carapazem, 1:40 nad Primožem Rogličem, 1:46 nad Geraintem Thomasem oraz 1:48 nad Wilco Keldermanem. 

Tadej Pogačar pokonał na liczącym 27,2 km etapie z Changé do Laval przede wszystkim bardzo zawiedzionego mistrza Europy w jeździe indywidualnej na czas Stefana Kunga (Groupama-FDJ) o 19 sekund. Są to efekty pracy wykonanej w tunelu aerodynamicznym, a także nad pozycją na rowerze czasowym.  

– Dzisiaj był dla mnie bardzo dobry dzień. Nie popełniłem żadnych błędów. Panowały dla mnie idealne warunki atmosferyczne, a poza tym wykonaliśmy dobrą pracę i wreszcie znalazłem odpowiednią równowagę. Podczas ostatnich „czasówek” nie jechałem zbyt dobrze, ponieważ zbyt szybko zaczynałem. Tym razem bardzo dobrze rozłożyłem siły od startu do mety. Celem było nie stracić czasu. Jestem bardzo szczęśliwy. Być może fajnie byłoby założyć żółtą koszulkę, ale biały kolor też wygląda dobrze

– mówił Pogačar, który przerwał oficjalny wywiad dla organizatora wyścigu, by wymienić gratulacje z liderem wyścigu Mathieu Van der Poelem. Piękny obrazek, pokazujący, jak dużym wzajemnym szacunkiem darzą się wzajemnie obaj kolarze. 

Tymczasem Van der Poel przystąpił do środowej „czasówki” z ośmiosekundową przewagą nad Julianem Alaphilippem (Deceuninck-Quick Step) oraz z 31 sekundami nad Woutem Van Aertem (Jumbo-Visma), którzy mieli ciche nadzieje nad założenie żółtej koszulki, co dla Francuza byłoby de facto jej odzyskaniem. Holender pojechał jazdę na czas życia – po raz pierwszy tak długą na tak wysokim poziomie, jakim jest wyścig Tour de France. Pozwoliła mu na to świetna dyspozycja, a pomogła ciężka praca mechaników, którzy do godzin nocnych pracowali nad jego „kozą” – jak potocznie mówi się na rower przeznaczony do jazdy na czas. Dzięki temu Van der Poel wciąż ma 8 sekund przewagi – z tym, że tym razem już nad Pogačarem. 

– Zaskoczyłem dzisiaj samego siebie. Muszę podziękować drużynie, która pracowała do północy nad moją pozycją na rowerze czasowym. To był jeden z moich najlepszych dni. Byłem dziś w stanie zmusić się do tego, aby jechać ponad swój limit

– powiedział wnuczek ś.p. Raymonda Poulidora. 

Jutro, czyli w czwartek kolejny etap ze startu wspólnego. Kolarze zmierzą się z płaskim etapem z Tours do Châteauroux o długości 160 kilometrów.  

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments