fot. NOS.nl

Wczoraj gruchnęła informacja o tym, że Dylana Groenewegena zobaczymy na Giro d’Italia. W rozmowie z Wielerflits Holender tłumaczył swoją decyzję o stosunkowo wczesnym powrocie do ścigania.

Przypomnijmy, że zdyskwalifikowany na dziewięć miesięcy za zachowanie na finiszu etapu Tour de Pologne Holender miał wrócić do ścigania na rozpoczynające się 12 maja Tour de Hongrie. Jednak po tym, jak kontuzji nabawił się Chris Harper, ekipa postanowiła, że czterokrotny zwycięzca etapowy Tour de France od razu zostanie rzucony na głęboką wodę

Na początku chcieliśmy, bym zaczynał powoli, od mniejszych wyścigów. Niestety w ostatnim czasie te jeden po drugim wylatują z kalendarza. Niedawno odwołano Tour of Norway, co oznaczało, że w maju pozostałoby mi już tylko Tour de Hongrie. Oczywiście decyzja o starcie w Giro nie była łatwa, w końcu od dawna się nie ścigałem, ale pomyślałem, że dobrze będzie mieć tych kilkanaście dni wyścigowych więcej

– tłumaczył niderlandzkojęzycznemu dziennikarzowi sprinter, którego udział w finiszach podczas “Wyścigu o róż” wciąż pozostaje wielką niewiadomą.

Fizycznie na pewno jestem w dobrej formie. Przez ostatnie tygodnie trenowałem naprawdę solidnie. Pytanie brzmi tylko, jak zareaguję psychicznie, jak odbierze mnie peleton – na te pytania nie znam jeszcze odpowiedzi.

– mówił.

Dziewięciomiesięczna dyskwalifikacja dla sprintera to jedna z najsurowszych kar w ostatnich latach za nieprzepisowe zachowanie na szosie. Mimo to konsekwencje jakie go spotkały nie zawsze odstraszają innych sprinterów przed wykonywaniem niebezpiecznych manewrów. Dlatego wciąż zdarzają się takie sytuacje choćby ta z Nacerem Bouhannim i Jake’em Stewartem. Francuz nieprzepisowo odepchnął wówczas Brytyjczyka, który gdyby nie łut szczęścia, mógłby skończyć z o wiele groźniejszą kontuzją niż złamanie kości śródręcza.

Moim zdaniem UCI powinno być w przyszłości bardziej konsekwentne. Muszą zwracać uwagę na takie rzeczy jak barierki, czy mety na zjeździe, gdzie finiszujemy z prędkością 90 kilometrów na godzinę. Poza tym, jeśli ktoś zachowa się nieprzepisowo na finiszu, trzeba go natychmiast ukarać, nie patrząc na to, jakie konsekwencje niosło za sobą jego zachowanie. W przeciwnym razie granica bezpieczeństwa zawsze będzie się przesuwać – a przykład na to, jakie mogą być tego efekty, widzieliśmy w Katowicach

– przypomniał Groenewegen, który, jak się wydaje, zdążył wyciągnąć wnioski z błędów przeszłości.

 

 

 

 

 

 

guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Tomasz
Tomasz

To jakaś kpina? Przecież te słowa są jak dla mnie haniebne. Czyli to była wina barierek i zjazdu z góry a nie jego łokcia czy jak? Skoro UCI ma być bardziej konsekwentna to rozumiem że dyskwalifikacja powinna być od razu w maksymalnym wymiarze czasu albo dożywotnio? Widać ma poczucie że został zbyt łagodnie potraktowany. Nie rozumiem tego i nie zgadzam się z tezą, że z tych słów wywnioskować należy że Dylan wyciągnął wnioski. Może to kwestia tłumaczenia jego słów Ale zbyt wiele mądrego to z tego nie wynika. Pozdrawiam wszystkich.

Zbigniew
Zbigniew

Trzeba było debilu nie zajeżdżać drogi, teb finish jest bezpieczny jak kazdy inny, zwłaszcza że było tam was tylko 2 z przodu

Paweł W.
Paweł W.

Bezczelny cham ! Czyli że inni tak robili i nie byli karani, więc jego też nie powinno się karać? To jest ta konsekwencja ? On nie widzi tego co uczynił. Jest niebezpieczny i powinien być pozbawiony licencji. W ogóle, dlaczego nie ma sprawy karnej o spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym z urzędu? Czy na zawodach można legalnie zabijać i ranć ?