fot. Israel Start-Up Nation

49-letnia Cherie Pridham pisze kolarską historię. Od przyszłego roku będzie pierwszą kobietą, której powierzono rolę dyrektora sportowego w męskiej drużynie World Tour. To zwiastun pewnej zmiany nie tylko w kolarstwie zdominowanym przez mężczyzn, ale także w życiu społecznym w ogóle. Zapraszamy do przeczytania wywiadu, którego udzieliła Naszosie.pl za pośrednictwem platformy Zoom. 

Bardzo dziękuję, że zgodziłaś się na tę rozmowę, zwłaszcza że jesteś ostatnio rozchwytywana przez media. Ilu wywiadów udzieliłaś do tej pory?

(śmiech) O tak, to prawda. Teraz jakby wszystko trochę zwolniło i od kilku dni udzielam około czterech wywiadów dziennie. Jednak w pierwszych trzech-czterech dniach po ogłoszeniu, że będę dyrektorem sportowym w drużynie Israel Start-Up Nation udzielałam wywiadu co godzinę.

Dziennikarze z jakich krajów się tobą interesują?

Z Republiki Południowej Afryki, Meksyku, Kolumbii, Kanady, Polski, Hiszpanii, Belgii, Holandii… Nie wiem, nie potrafię wszystkich wymienić.

To znakomicie, ale przypuszczam, że stało się to już trochę męczące.

Nie tak bardzo. Myślę, że całe to medialne zainteresowanie moją osobą odzwierciedla znaczenie tego, że zostałam pierwszą kobietą w męskim World Tourze, jakiej została powierzona rola dyrektora sportowego. Muszę wziąć za to odpowiedzialność i dawać dobry przykład.

To pewnie także pokłosie tego, że kolarstwo jest postrzegane jako sport zdominowany przez mężczyzn.

Prawdopodobnie tak właśnie jest. Jednak osobiście nigdy nie spoglądałam na siebie jako na kobietę pełniącą funkcję dyrektora sportowego w męskim świecie, chociaż w istocie tak było. Tak, jak powiedziałam wcześniej – idzie za tym duża społeczna odpowiedzialność, ale ja jestem po prostu Cherie i wykonuję swoją pracę dzień po dniu.

W dzisiejszym nowoczesnym świecie wciąż jest wiele zawodów, w których kobiety są niedoceniane lub niżej opłacane. Uważasz, że jednym z nich jest stanowisko dyrektora sportowego w kolarskiej drużynie?

Myślę, że moja pozycja jest w jakimś sensie unikatowa, ponieważ rozpoczynałam karierę piętnaście lat temu i prawdopodobnie stworzyłam swoją własną ścieżkę, która – jak się teraz okazało – zaprowadziła mnie do World Touru. Zgadza się, że kolarstwo właściwie od zawsze było sportem dla mężczyzn. Gdy jako jedenastolatka zaczęłam się ścigać, robiłam to przeciwko mężczyznom. Wówczas w RPA, gdzie mieszkałam, było może pięć-dziesięć dziewcząt, które uprawiały kolarstwo. Teraz dokonała się pewna zmiana pokoleniowa, której z pewnością pomógł Internet. Ja także otrzymałam pracę w drużynie Israel Start-Up Nation dzięki sieci internetowej – gdyby nie ona, prawdopodobnie by się to nie wydarzyło.

Zdarzało się, że ktoś podważał twoje kompetencje z powodu płci?

Tak, ale myślę, że nie jest to tylko problemem w kolarstwie – podobnie może dziać się na przykład w biznesie. Trudno jest przełamać pewną tradycję, konwenanse, które zakorzeniły się gdzieś głęboko w ludziach. Jeśli jest bardzo mało kobiet w jakimkolwiek środowisku – czy to jest biuro, czy jakiekolwiek inne miejsce pracy, to zawsze znajdzie się jakiś mężczyzna, który będzie miał problemy z tym, aby wykonywać polecenia kobiety. Jednak obserwuję, że to się nieustannie poprawia. Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych zaczęłam pracować jako dyrektor sportowy, musiałam po prostu zapracować na to, aby darzono mnie szacunkiem. Musisz ciężko pracować. Nie chciałam wychodzić z takiej pozycji, że jestem dziewczyną, więc podchodźcie do mnie trochę inaczej. Zawsze starałam się być równoprawnym członkiem zespołu. Tak właśnie chcę być postrzegana, ponieważ jeśli jestem w stanie wykonywać swoją pracę, to nie ma znaczenia, czy jestem mężczyzną czy kobietą.

Masz doświadczenie w kolarstwie nie tylko jako zawodniczka, ale także jako dyrektor sportowy oraz właściciel drużyny. Pracowałaś z juniorami, orlikami, zawodowcami. Opowiedz trochę o tym, co robiłaś wcześniej.

Musiałam zakończyć karierę kolarską z powodu bardzo poważnego wypadku, po czym dostałam ofertę, aby zostać menadżerem w małej juniorskiej drużynie, także składającej się z samych chłopaków. Myślę, że w 2008 roku w Wielkiej Brytanii nie było zbyt wielu kobiet w mojej roli. Zaczęłam trenować juniorów i szło mi całkiem dobrze – dość łatwo przystosowałam się do zmiany ról. Następnie w Raleigh zostałam pierwszą kobietą na stanowisku dyrektora sportowego w męskiej drużynie w Wielkiej Brytanii. To, co dzieje się teraz jest według mnie kontynuacją, ciągiem zdarzeń od czasów, gdy w RPA zaczęłam się ścigać. W Raleigh byłam dyrektorem sportowym do 2013 roku i wówczas dostałam propozycję, aby zostać właścicielem tej drużyny. Przyjęłam tę ofertę i od 1 stycznia 2014 roku stałam się właścicielką Raleigh. Założyłam firmę, aby móc współpracować ze sponsorami, partnerami. I wreszcie współpraca z Raleigh dobiegła końca, ponieważ wszystko co dobre, kiedyś się kończy (śmiech). Myślę, że w tym wszystkim „pomógł” kryzys spowodowany pandemią koronawirusa, ale nie tylko, ponieważ generalnie mamy w Wielkiej Brytanii problem ze znalezieniem sponsorów w kolarstwie. Stało się to bardzo trudne. Zorientowałam się, że nie będę mogła mieć drużyny kolarskiej na odpowiednim poziomie i musiałam zacząć szukać innej pracy.

Także poza kolarstwem.

Tak, także poza kolarstwem. Szukałam jakiejkolwiek pracy – nawet w wojsku, w policji, ale także w kolarstwie. Musiałam znaleźć jakieś zatrudnienie, aby zapewnić bezpieczeństwo finansowe sobie i mojej rodzinie. Złożyłam CV do kilku drużyn World Tour, ale pierwszą odpowiedź dostałam z Israel Start-Up Nation. Zadzwonił do mnie główny menedżer zespołu Kjell Carlström. Był to dla mnie bardzo ważny sygnał, że podchodzi do mojej osoby poważnie. Znalazł pięć minut, aby porozmawiać ze mną osobiście, pomimo że był na wielkim tourze. Nigdy tego nie zapomnę. Ponadto dodał mi motywacji tym, że nie rozmawiał o CV, tylko o moich celach i ambicjach jako dyrektora sportowego.

Powiedziałaś, że sponsorzy na Wyspach niezbyt chętnie wspierają kolarstwo. Jak myślisz, dlaczego tak jest?

Lokalna scena kolarska, począwszy od drużyn amatorskich, a skończywszy na profesjonalnych, kontynentalnych itd., znajduje się teraz w momencie przejściowym. Odbywa się to także na poziomie organizatorów wyścigów, którzy mają problemy finansowe oraz w brytyjskiej federacji kolarskiej. Czeka nas duża zmiana, a ponadto miała oczywiście na to wpływ pandemia koronawirusa. Jednak myślę, że dzieje się tak nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także w wielu innych krajach. Ludzie z wielu sektorów gospodarki zmagają się z problemami albo w ogóle pracę stracili i zostali bez środków do życia. Żyjemy po prostu w trudnych czasach.

Powiedziałaś, że Kjell Carlström w rozmowie telefonicznej poprzedzającej podpisanie kontraktu zapytał cię o cele i ambicje. Czy mogłabyś zdradzić je także nam?

To są także marzenia, ponieważ jeśli nie mierzysz wysoko i nie masz wielkich marzeń, życie nie ma sensu. Poza tym zawsze powtarzam sobie, że żyje się tylko raz i jeśli nadarza się jakaś okazja, musisz chwytać ją obiema rękami. Sądzę, że taka szansa, jaka stanęła teraz przede mną może zdarzyć się tylko raz w życiu. Mam do wykonania wielką pracę i bardzo się z tego cieszę. Wiesz, to jest tak jak w przypadku, gdy jesteś zawodnikiem – każdy kolarz marzy o tym, aby wystartować w Tour de France i tak samo ja miałam marzenie, aby drużynę, której byłam właścicielem doprowadzić do startu w Wielkiej Pętli. Jednak kilka lat temu zdałam sobie sprawę, że nie będzie to możliwe. Tak czy siak wciąż miałam w sobie iskierkę nadziei, że będę pracować w World Tourze. I spełniło się.

Na zakończenie zapytam o kwestie czysto kolarskie. Jak postrzegasz poziom sportowy drużyny Israel Start-Up Nation? Myślisz, że będzie ona w stanie walczyć o zwycięstwo w wielkim tourze?

Trzeba spojrzeć na trajektorię rozwoju tego zespołu, który ewoluował z drużyny kontynentalnej, przez ekipę drugiej dywizji, aż do World Touru. Ma za sobą pierwszy rok na najwyższym poziomie i to w dodatku w tak trudnym z powodu pandemii roku. Kolarze Israel Start-Up Nation mieli status czarnych koni w peletonie, a mimo to zdołali zanotować dwa zwycięstwa etapowe w wielkich tourach. Myślę, że to pokazuje, jakie ta drużyna ma ambicje. Według mnie ten zespół wraz ze swoimi liderami jak Chris Froome, Michael Woods czy Sep Vanmarcke postawi przed sobą wielkie cele. Ci kolarze wniosą ogromne doświadczenie, a my ze swojej strony możemy tylko ich wspierać.

Rozmawiała Marta Wiśniewska