fot. La Vuelta / Charly López

Jazda indywidualna na czas z wymagającą końcówką na Mirador de Ézaro oraz dwa etapy w Salamance zdecydują, kto w niedzielę w Madrycie założy maillot rojo. Wchodzimy w decydujący tydzień 75. edycji Vuelta a España. Po dwunastu etapach liderem klasyfikacji generalnej jest Ekwadorczyk z drużyny INEOS Grenadiers Richard Carapaz.

We wtorek rozpocznie się trzeci i zarazem decydujący tydzień tegorocznego Wyścigu dookoła Hiszpanii, z powodu pandemii koronawirusa wyjątkowo odbywający się na przełomie października i listopada. Kolarze mają za sobą przejazd przez wymagające wzniesienia w Asturii, na czele z molochem Alto de l’Angliru, który wyłonił nazwiska kolarzy liczących się w walce o zwycięstwo. Różnice są jednak bardzo niewielkie. Drugi w „generalce” Primož Roglič traci do Carapaza zaledwie 10 sekund, a pierwszych czterech zawodników dzieli 35 sekund.

Rywalizacja po drugim i zarazem ostatnim dniu odpoczynku zostanie wznowiona jedyną w tegorocznej edycji jazdą indywidualną na czas. Kolarze będą mierzyć się z liczącą prawie 34 kilometry trasą, całkowicie płaską do momentu ostatniego podjazdu – premii górskiej trzeciej kategorii Mirador de Ézaro. Długość tej ścianki to 1800 metrów, a średnie nachylenie wynosi 14,8%. Maksymalne natomiast to aż 29%. Organizatorzy Vuelty zdecydowali się na podobny etap do tego, który podczas tegorocznego wyścigu Tour de France rozegrano na La Planche des Belles Filles. To właśnie na „górze pięknych dziewcząt” wyścig przegrał Primož Roglič. Czy tym razem stanie się inaczej? Czy Słoweniec odegra się za porażkę we Francji i na Ézaro zapewni sobie obronę tytułu w hiszpańskiej Vuelcie?

Z pewnością zdecydowana większość, a już na pewno ci, którzy mają zamiar walczyć o najwyższe lokaty, u podnóża podjazdu zdecydują się na zmianę roweru z czasowego na zwykły. Najbardziej strome fragmenty Mirador de Ézaro trudno będzie pokonać na „kozie” wyposażonej w zupełnie inną kierownicę i posiadającej przełożenie przeznaczone raczej do szybkiej jazdy, a nie do „przepychania” korby na stromiźnie, po której ciężko chodzić, a co dopiero jeździć na rowerze. O rezultacie zdecydują zatem strategia i siła w nogach, z naciskiem na to drugie.

Po wtorkowej jeździe indywidualnej na czas nastąpią dwa pagórkowate etapy, które w książce wyścigu z pewnością zaznaczyli sobie kolarze chcący powalczyć o etapowe zwycięstwo z ucieczki. W czwartek odbędzie się najdłuższy w tegorocznej edycji etap – przeprawa z Mos do Puebla de Sanabria to aż 230 kilometrów do przejechania. W piątek zrobi się nieco trudniej, choć nie będzie to jeszcze to, co czeka na kolarzy w sobotę. Na etapie z Salamanki do Ciudad Rodrigo znajdują się dwa długie, ale nie tak bardzo strome podjazdy: Puerto El Portillo (13,8; 4,4%) oraz Puerto El Robledo (11,7km; 3,8%). Dojazd do samej mety jest płaski.

Ostatni sprawdzian dla kolarzy walczących w klasyfikacji generalnej nastąpi w przedostatnim dniu wyścigu. Autorzy trasy Vuelty zaproponowali, aby w tym roku la última batalla pomiędzy góralami została stoczona na Alto de la Covatilla, premii górskiej kategorii specjalnej, szczycie znajdującym się w południowej części prowincji Salamanka. To podjazd liczący 11,4 km o średnim nachyleniu 7,1%. Najtrudniejszy fragment znajduje się w połowie dystansu – tam maksymalny gradient sięga 11%. Góra sama w sobie nie jest tak kąśliwa jak chociażby Angliru czy znajdujący się we wcześniejszej fazie wyścigu szczyt Alto de Moncalvillo, ale należy pamiętać, że podjeżdżając pod nią kolarze będą mieli w nogach pięć górskich premii na etapie, trzy tygodnie ścigania oraz krótki, aczkolwiek bardzo intensywny sezon.

W grze o zwycięstwo teoretycznie jest pięciu kolarzy: obecny lider Richard Carapaz, Primož Roglič, Hugh Carthy, Dan Martin i piąty Enric Mas. Na papierze wydaje się, że najmniejsze szanse mają Martin i Mas, ponieważ po pierwsze, tracą najwięcej (zwłaszcza Mas), a po drugie, nie są na tyle mocni, by obronić się w „czasówce”, a w górach przypuścić atak rzeczywiście robiący różnicę.

Można się spodziewać, że podczas trzynastego etapu czerwoną koszulkę ponownie założy Primož Roglič, który bez wątpienia jest w powyższym gronie najlepszym specjalistą w tej kolarskiej specjalności. Ekwadorczyk może liczyć ewentualnie albo na wzniesienie się ponad własne limity albo na wyjątkową słabość Słoweńca, który oznaki zmęczenia długim i intensywnym sezonem przejawił na Alto de l’Angliru. Jeśli spełni się najbardziej prawdopodobny scenariusz, czyli powrót Rogliča do „czerwieni”, Carapaz będzie musiał agresywnie pojechać na kolejnych etapach, a także zaangażować w to swoją drużynę.

Dość niespodziewanie jednym z faworytów do zwycięstwa stał się Hugh Carthy z drużyny EF Pro Cycling, który stoi przed szansą, aby zostać drugim brytyjskim zwycięzcą wielkiego touru w ciągu zaledwie miesiąca. Warto bowiem przypomnieć, że tydzień temu Trofeo Senza Fine za zwycięstwo w Giro d’Italia uniósł w górę na tle mediolańskiej katedry Tao Geoghegan Hart. Carthy uwielbia ścigać się w Hiszpanii – połowę zwycięstw, jakie ma w swoim palmáres odniósł właśnie na Półwyspie Iberyjskim, a ponadto pierwsze kroki w zawodowym kolarstwie stawiał w hiszpańskiej drużynie Caja Rural. Wspinaczkę pod Alto de l’Angliru w niedzielę pokonał z szóstym czasem w historii – 43 minuty i 34 sekundy. Media społecznościowe obiegło zdjęcie, jak w wieku 13 lat podjeżdżał na Mont Ventoux i zrobił to w godzinę i 20 minut, a więc szybciej niż niejednokrotnie podjeżdża grupetto w Tour de France. To, że ma talent i właśnie zaczął z niego korzystać nie podlega dyskusji.

Małe różnice czasowe między kolarzami z pierwszej piątki klasyfikacji generalnej zapowiadają w trzecim tygodniu spore emocje i biorąc pod uwagę poprzednie wydarzenia sezonu 2020, także niespodziewane zwroty akcji. Wobec tego nierealne nie jest ani zwycięstwo Hugh Carthy’ego, ani także Enrica Masa, choć typowanie do czerwonej koszulki w Madrycie Hiszpana wydaje się być zagraniem va banque. Warto spojrzeć również na to, co zrobi Dan Martin, który w niedzielę stracił lokatę na podium na rzecz Carthy’ego. Irlandczyk także nie jest mistrzem w jeździe na czas, ale jeśli słaby dzień, który zawsze dopada go w trzytygodniowych wyścigach zdarzył mu się na Angliru, to na Covatilli z pewnością będzie chciał wrócić do “top 3”. Pytanie tylko czy pozwoli mu na to tyczkowaty Brytyjczyk z Lancashire.

Najlepszym podsumowaniem dyskusji czy też próby predykcji, kto zwycięży w 75. edycji wyścigu Vuelta a España są słowa Richarda Carapaza we własnej osobie. Niczego nowego Ekwadorczyk nie odkrył, ale jednocześnie celnie podsumował obecną sytuację – nierozstrzygniętą i bardzo otwartą.

– Wielu moich rywali ma duże doświadczenie w wielkich tourach, a Hugh Carthy pokazuje duży potencjał. Na Angliru zademonstrował swoją moc. Wszystko wyjaśni się w ostatnim tygodniu. Zobaczymy, w jakim miejscu się znajdujemy i czy jesteśmy w stanie wygrać Vueltę

– powiedział lider podczas drugiego dnia odpoczynku.

Na zakończenie warto przypomnieć, że kolarze ścigają się w warunkach pandemii. W poniedziałek zostali poddani testom PCR na obecność wirusa COVID-19, których wyniki poznamy dziś późnym wieczorem lub we wtorek rano. Należy trzymać kciuki, aby wszyscy kolarze oraz członkowie drużyn uzyskali negatywne wyniki. Najgorsze, co mogłoby przydarzyć się teraz hiszpańskiej Vuelcie, to wypaczenie rywalizacji z powodu zakażeń koronawirusem. Podczas pierwszego dnia odpoczynku w peletonie nie wykryto ani jednego przypadku nowej choroby.