fot. La Vuelta / PhotoGomezSport

Jak wszyscy mogliśmy się spodziewać, etap Vuelta a Espana 2020 zakończony na Moncalvillo był naprawdę interesujący. Czas na oceny.

Plusy:
Powrót do normalności
Jeszcze w niedzielę narzekaliśmy, że ekipa Jumbo – Visma straciła kontrolę nad wyścigiem, tracąc koszulkę lidera i jednego z zawodników z czołowej “10” klasyfikacji generalnej. Dziś wszystko wróciło do normy. W dużej mierze ma to jednak związek ze świetną dyspozycją Primoza Roglica, który nie pozostawił złudzeń rywalom, zyskując nad wszystkimi naprawdę sporo czasu. Zważając na fakt, że przed kolarzami wciąż względnie długa czasówka, wygranie ze Słoweńcem będzie naprawdę trudne.

Bez kompleksów
Jeśli ktokolwiek przed wyścigiem powiedziałby, że Hugh Carthy będzie próbował atakować pozycję lidera wyścigu, z pewnością na naszych twarzach pojawiłby się mały uśmiech. Dziś Brytyjczyk próbował jednak zrywać z koła najgroźniejszych rywali, mimo że wciąż nie jest on nawet jednym z głównych kandydatów do miejsca na podium. Jazda zawodnika EF Pro Cycling może się bardzo podobać i wierzymy, że jego forma do końca wyścigu będzie tak dobra, by pozwoli mu osiągnąć życiowy sukces.

Poszukiwanie szansy
Z zawodników, którzy mają już nieco większe (lub zdecydowanie większe) starty w klasyfikacji generalnej warto też wyróżnić dzisiaj dwójkę Alexander Vlasov – Clement Champoussin. Pierwszy z nich mocno zbliżył się bowiem nawet do czołowej “10” klasyfikacji generalnej pokazując, że w górach jest w stanie walczyć z najlepszymi. Drugi z kolei udowadnia, że przy odpowiednim tempie rozwoju, być może już w przyszłym sezonie będzie w stanie zakręcić się w okolicach “top 10” w jednym z Wielkich Tourów, co pod nieobecność Romaina Bardet może być dla ekipy AG2R bardzo istotne.

Jazda sercem
Jeszcze przed finałowym podjazdem dzisiejszego etapu było jasne, że ucieczka nie ma najmniejszych szans na dojechanie do mety przed peletonem. Mimo to, w beznadziejnej sytuacji, Stan Dewulf i Benjamin Dyball do samego końca walczyli o utrzymanie się przed grupą zasadniczą. Choć oczywiście nie miało to większego znaczenia, zawsze miło widzieć dwóch zupełnie różnych zawodników, którzy nawet w sytuacjach bez wyjścia starają się po prostu ścigać.

Minusy:
Minimalizacja strat
Jeśli mamy dziś na kogoś ponarzekać, z pewnością jest to dwójka Esteban Chaves – Felix Grossschartner. Ich jazda w górach była do tej pory więcej niż dobra i wydawało się, że obaj mają szansę na naprawdę dobry wynik w klasyfikacji generalnej. Niestety dziś obaj musieli już minimalizować starty, co poważnie odsunęło ich od czołowych miejsc na koniec wyścigu.