fot. La Vuelta

Choć na razie hiszpańska Vuelta będzie kontynuowana, to jej dyrektor Javier Guillén nie jest w stanie zagwarantować, że dojedzie do Madrytu. W Hiszpanii ponownie obowiązuje stan alarmowy oraz godzina policyjna, a zatem zaostrzone zostały restrykcje dotyczące życia społecznego. 

Od niedzieli w na terenie całej Hiszpanii oraz wyspach do niej należących (poza Kanarami) obowiązuje stan alarmowy i godzina policyjna od 23 do 6 rano. W przeciwieństwie do krajowej kwarantanny wiosną, większą swobodę we wprowadzaniu nowych restrykcji mają rządy poszczególnych wspólnot autonomicznych. Z niektórych miast już nie można wyjeżdżać w celach innych niż niezbędne do życia, a w najbliższym czasie dołączą kolejne.

W związku z powyższym powstaje coraz to więcej wątpliwości dotyczących tego, czy Vuelta a España będzie mogła jechać dalej. Przypomnijmy, że koniec wyścigu zaplanowano na 8 listopada w Madrycie. Do tej kwestii odniósł się po niedzielnym etapie dyrektor wyścigu, Javier Guillén.

– Nie wiem, czy Vuelta dojedzie do końca, ale na dzień dzisiejszy wyścig będzie kontynuowany. Teraz analizujemy ostatni dekret wydany przez rząd. On ogranicza poruszanie się w godzinach nocnych, ale wierzę, że profesjonalne zawody sportowe będą mogły się odbywać, podobnie jak treningi zawodowych sportowców. W tym momencie nie widzę przeszkód, aby Vuelta jechała dalej

– powiedział Guillén dziennikarzom zebranym na mecie szóstego etapu z metą na szczycie Formigal, który to zastąpił pierwotnie planowany finisz na Col du Tourmalet. Trzeba było z niego zrezygnować z uwagi na obostrzenia, jakie z powodu rozprzestrzeniającego się wirusa COVID-19 wprowadziła Francja. Tourmalet leży bowiem na terenie Francji, a konkretnie we francuskich Pirenejach.

Organizatorzy Vuelty wprowadzili jeden z najbardziej restrykcyjnych protokołów bezpieczeństwa spośród wszystkich kolarskich wyścigów. W hotelach kolarze są odizolowani od osób postronnych, na metach etapów kończących się na podjazdach nie mogą przebywać kibice, a jeśli w trakcie wyścigu zostaną wykryte dwa zakażenia w drużynie, taka musi się wycofać.

Niektórzy kolarze powiedzieli portalowi VeloNews, że jak dotąd czują się bezpiecznie i nie podważali panujących norm bezpieczeństwa tak, jak miało to miejsce podczas zakończonego w niedzielę Giro d’Italia. Zawodnicy biorący udział we włoskim wielkim tourze donosili chociażby o tym, że dzielą hotel, a co gorsza na przykład jadalnię, z gośćmi niebędącymi częścią bańki wyścigu.

Mimo wszystko pierwszym poważnym testem, czy izolacja Vuelty od świata sprawdza się, będzie pierwsza runda testów typu PCR na obecność koronawirusa, którą zaplanowano na poniedziałek, czyli pierwszy dzień odpoczynku.

– To jest kluczowy dzień dla tego, aby skontrolować, czy na wyścigu jest osoba zakażona, czy też nie. Jesteśmy w stanie przeprowadzać od siedmiuset do siedmiuset pięćdziesięciu testów dziennie, a jeśli zaszłaby wyjątkowa konieczność nawet do tysiąca

– powiedziała dziennikowi “AS” Juliana Roca, dyrektor firmy, która została zatrudniona przez organizatorów Vuelty do przeprowadzania testów na obecność koronawirusa.

Poprzednia runda badań została wykonana przed Gran Salida wyścigu z miejscowości Irun w Kraju Basków w miniony wtorek. Wówczas nie wykryto żadnego zakażenia u zawodników, ale za to u dwóch członków ekip, którzy natychmiast zostali poddani izolacji. Natomiast przed przyjazdem na wyścig, pozytywny wynik otrzymał kolarz drużyny Cofidis Jesus Herrada. Po dwóch dobach powtórzono badanie i pomimo że dało wynik negatywny, protokół Vuelty nie zezwolił na start byłego mistrza Hiszpanii.

Wyników testów pobranych dzisiaj od kolarzy oraz pozostałych uczestników Vuelty należy spodziewać się późnym wieczorem w poniedziałek lub we wtorek rano. Z pewnością to, ile zakażeń zostanie wykrytych odegra kluczową rolę w tym, czy ostatni wyścig w sezonie 2020 uda się doprowadzić do końca.

Po sześciu etapach liderem klasyfikacji generalnej jest Ekwadorczyk z drużyny Ineos Grenadiers Richard Carapaz. Na wtorek zaplanowano średnio górski etap z dwoma podjazdami pod słynny baskijski podjazd Puerto de Orduña (pierwsza kategoria). Biorąc pod uwagę fakt, że kolarze rozgrywają każdy etap z myślą “jakby jutra miało nie być”, można spodziewać wysokiego tempa i wielu atrakcji od startu do mety. Pikanterii zmaganiom może dodać również kapryśna baskijska pogoda z opadami deszczu, wiatrem i chłodem. W niedzielę na Formigal były zaledwie trzy stopnie Celsjusza.