fot. ASO / Pauline Ballet

Z powodu ciężkiej sytuacji epidemiologicznej we Francji, Vuelta a Espana – podobnie, jak Giro d’Italia – musiała odwołać etap kończący się na terenie tego kraju. Oznacza to, że w tym roku nie zobaczymy peletonu na Col du Tourmalet.

Niedzielny etap Vuelta a Espana miał być jednym z najtrudniejszych w tegorocznej edycji wyścigu. Na rozgrzewkę zaplanowana była wspinaczka pod Alto de Portalet (14,7km; 4,5%). Następnie kolarze mieli podjeżdżać pod Col d’Abisque (16,6km; 7%), a wszystko miał zwieńczyć morderczy podjazd pod Col du Tourmalet (18,3km; 7,5%). Niestety, z powodu pandemii koronawirusa organizatorzy musieli znacznie zmienić trasę 6. etapu.

Planowy przebieg 6. etapu ; fot. Vuelta a Espana

Będzie ona niemal taka sama, jak 15. odcinek Vuelty 2016, kiedy triumfował Gianluca Brambilla, a ponad połowa peletonu… przyjechała na metę poza limitem czasu (oczywiście wszyscy zostali dopuszczeni do rywalizacji kolejnego dnia). Po starcie w Biescas kolarzy czeka ponad 60-kilometrowy dojazd do pierwszego oznaczonego jako premia górska podjazdu – Alto de Petralba. Tuż po zjeździe, zawodnicy rozpoczną wspinaczkę pod Puerto de Cotefalbo, a meta zostanie zlokalizowana na Aramon Formigal. Finałowe wzniesienie mierzy 14 kilometrów, a jego średnie nachylenie wynosi ledwie 4,5%. Z tego powodu zamiast walki faworytów na śmierć i życie, w niedzielę prawdopodobnie zobaczymy pojedynek harcowników.