fot. Trek-Segafredo

Vincenzo Nibali to największy przegrany ostatniego weekendu. Po słabszym występie na sobotniej czasówce, w niedzielę “Rekin z Mesyny” stracił kolejne sekundy.

Jeszcze w piątek sytuacja Włocha była bardzo dobra. Co prawda jego strata do liderującego Joao Almeidy wynosiła nieco ponad minutę, ale wydawało się, że na trudniejszych etapach Portugalczyk osłabnie, a koszulkę lidera przejmie ktoś inny – na przykład Nibali, który tracił zaledwie 27 sekund do drugiego Keldermana.

Niestety już w sobotę sprawy nieco się skomplikowały – doświadczony kolarz stracił nie tylko stracił mnóstwo czasu do Holendra i Portugalczyka, którzy są świetnym czasowcami, ale też wyraźnie przegrał choćby z Rafałem Majką, który na tego typu etapach radzi sobie zazwyczaj gorzej od niego.

Wtedy jeszcze próbował przekonywać, że za nim całkiem dobry występ. Tyle że wczoraj miał kolejną chwilę słabości. Po przejęciu inicjatywy przez Team Sunweb był jednym z pierwszych faworytów, którzy stracili kontakt z czołówką, a choć później zarządzał swoimi siłami i maksymalnie zminimalizował straty, to i tak jego szanse na zwycięstwo w wyścigu bardzo mocno spadły.

To nie był łatwy dzień. Było piekielnie trudno, a ja dałem z siebie wszystko. Niestety na ostatnim podjeździe Team Sunweb narzucił bardzo mocne tempo – było to widać na trasie, a i liczby to potwierdzają. Dla mnie i wielu innych faworytów utrzymanie go było niemożliwe. Potem starałem się zminimalizować straty, wiedząc że do końca wyścigu został jeszcze tydzień

– mówił w rozmowie ze Spaziociclismo, a następnie zapowiedział, że pomimo przeciwności nie zamierza się poddawać.

Kelderman potwierdził to, co widać już było od dłuższego czasu, a i Almeida znów pojechał bardzo solidnie. Oni są w lepszej sytuacji niż ja – taka jest rzeczywistość i trzeba to zaakceptować. Na szczęście przed nami jeszcze kilka kolejnych dni. Jedyne co mogę zrobić, to mocna i wytrwała praca na następnych etapach.