(Photo by Tim de Waele/Getty Images)

Vuelta a España (20 października – 8 listopada) będzie dla Łukasza Wiśniowskiego pierwszym wyścigiem po dłuższej przerwie. 13 września wycofał się z Tirreno-Adriatico z myślą, że ma koronawirusa, ale dziś nie może być tego pewien. Hiszpański wielki tour będzie dla doświadczonego polskiego kolarza ostatnim startem w pomarańczowej koszulce. Forma? Jest wielką niewiadomą, ale jeśli będzie czuł się dobrze, z pewnością powalczy na jakimś etapie.

Z Łukaszem Wiśniowskim połączyliśmy się w niedzielny wieczór za pośrednictwem platformy Zoom, by porozmawiać przed ostatnim trzytygodniowym wyścigiem w tym sezonie. Polak pochodzący z Ciechanowa dostał powołanie do składu i w nietypowych okolicznościach zaliczy debiut w hiszpańskiej Vuelcie. Opowiedział nam o chorobie, którą przebył we wrześniu, o przygotowaniach, a także o tym, że jest spokojny o swoją przyszłość.

Wycofałeś się z tegorocznego wyścigu Tirreno-Adriatico, ponieważ miałeś objawy przeziębienia, a tzw. szybki test na koronawirusa dał wynik pozytywny. Później nie otrzymaliśmy żadnej aktualizacji twojego stanu zdrowia. Powiedz, czy rzeczywiście byłeś zakażony i jak się czułeś? 

Rzeczywiście pierwszy wynik testu, który zrobiono mi jeszcze na wyścigu Tirreno-Adriatico wskazywał na to, że mam koronawirusa. Od razu po powrocie do Polski wykonałem kolejny test, który nie dał jednoznacznej odpowiedzi, czy jestem zakażony wirusem COVID-19, czy nie. Po dwóch dniach musiałem go powtórzyć i wówczas dał wynik negatywny. Jednak przez kolejny tydzień miałem wszystkie symptomy charakterystyczne dla koronawirusa. Jakoś ten tydzień przeżyłem, a następnie zrobiłem wszystkie niezbędne badania, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku z moim sercem, płucami itd. Badania wyszły pomyślnie, więc mogłem ponownie zacząć trenować. W sumie nie jeździłem na rowerze około dwunastu dni.

Fałszywie pozytywne wyniki testów typu PCR na koronawirusa są prawdziwą zmorą kolarzy i potrafią solidnie pokrzyżować plany startowe. Najbardziej aktualny jest przypadek Jesusa Herrady, który nie ma żadnych objawów choroby i w ciągu 48 godzin otrzymał dwa sprzeczne wyniki. Rozmawiacie o tym w gronie drużyny? Jest to temat, który was przejmuje?  

Nie, raczej o tym nie rozmawiamy. W moim przypadku było tak, że rzeczywiście się źle czułem. Normalnie powiedziałbym, że jestem przeziębiony lub że mam grypę. Ale teraz są inne realia, żyjemy w innych czasach, są różne obostrzenia, więc musiałem jak najszybciej wrócić do domu i zrobić kolejne testy. Całe szczęście po powrocie nie miałem kwarantanny. Dla własnego bezpieczeństwa zrobiłem sobie kilka dni wolnych, a następnie – tak, jak powiedziałem – poddałem się badaniom kontrolnym.

Po powrocie do treningów czułeś się jakoś bardziej osłabiony niż zwykle czy po prostu zwyczajnie odczuwałeś to, co zwykle odczuwa kolarz, który nie jeździ na rowerze przez kilkanaście dni? 

Czułem się osłabiony przez ten tydzień, kiedy wróciłem do domu, ale kiedy wróciłem na rower wszystko było w porządku. W normalny sposób odczuwałem po prostu przerwę od roweru. Wiadomo – pierwsze treningi po przerwie są dość ciężkie (śmiech).

Łukasz Wiśniowski podczas wywiadu za pośrednictwem platformy Zoom

Do Vuelty przygotowywałeś się tylko w Polsce czy trenowałeś również za granicą? 

Przez pierwsze tygodnie po chorobie byłem w Polsce, a dwa tygodnie przed wyścigiem udało mi się polecieć na Majorkę, gdzie pogoda była trochę lepsza niż u nas. Solidnie tam potrenowałem. Zrobiłem kilka naprawdę dobrych treningów. Natomiast prosto z Palmy przyleciałem do Bilbao, do Kraju Basków, skąd wystartuje Vuelta.

Jak spędzacie czas bezpośrednio poprzedzający wyścig?

Dzisiaj [w niedzielę] rozpoczęliśmy dzień od treningu, a dokładnie od dwugodzinnej przejażdżki. Po powrocie zjedliśmy obiad, a następnie pojechaliśmy na obowiązkowe testy na koronawirusa i na sesję zdjęciową. Po powrocie do hotelu masaż i kolacja. Tak wyglądał dzień dzisiejszy, natomiast na jutro nie mam jeszcze dokładnych planów, ale na pewno będziemy musieli wziąć udział w prezentacji wyścigu.

Zapoznałeś się z trasą tegorocznego wyścigu Vuelta a España? 

Rzuciłem okiem na trasy poszczególnych etapów. Nie zgłębiałem szczegółów, ale większość etapów będzie bardzo trudnych, mało jest płaskich, dla sprinterów. Cały wyścig odbywa się w północnej części kraju, a wiadomo, jak jest tutaj ukształtowany teren. Osobiście bardzo się cieszę, że mogę wystartować we Vuelcie. Co prawda wyścig jest w tym roku krótszy, ale startuje tutaj wiele dobrych zawodników i zapowiada się interesujące ściganie. Zobaczymy też, jak długo potrwa. Mam nadzieje, że koronawirus nie pokrzyżuje nam planów i dojedziemy do mety w Madrycie.

Masz jakieś osobiste cele na ten wyścig? 

Moja dyspozycja jest wielką niewiadomą. Nie wiem, czego się spodziewać, ponieważ miałem bardzo ograniczony czas, jeśli chodzi o przygotowania do tego wyścigu. Na pewno byłem w dobrej formie przed i podczas Tirreno-Adriatico. Później jak – już mówiłem – straciłem niecałe dwa tygodnie, a to jest i dużo, i nie dużo. Pozostaję jednak optymistą i wierzę, że ta przerwa nie przyniesie jakichś negatywnych rezultatów, ponieważ nie zaczynałem zupełnie od zera. Zrobiłem kilka dobrych treningów i wierzę, że to zaprocentuje na którymś z etapów tegorocznej Vuelty.

A z jakimi celami przyjechała na ten wyścig drużyna CCC? 

Będziemy walczyć na każdym etapie. Mamy zarówno górali, jak i sprinterów. Nie mamy lidera na klasyfikację generalną, dlatego na pewno każdy będzie starał się powalczyć o jakiś dobry wynik dzień do po dniu. Mamy też kilku doświadczonych zawodników, jak Simon Geschke czy Fran Ventoso, którzy będą naszym wzmocnieniem i pomogą nam coś ugrać.

To, że sezon potrwa do połowy listopada jest w kolarstwie precedensem. Jak się na to zapatrujesz? 

Tak, zanosi się na to, że skończymy się ścigać gdzieś przed Gwiazdką (śmiech). Ja jestem optymistą, ponieważ miałem przerwę, więc nie jestem zmęczony. Odpocząłem trochę fizycznie i jestem głodny ścigania. Nie odczuwam tego, że rozpoczęła się już druga połowa października.

Twój kontrakt z drużyną CCC kończy się po tym sezonie. Czy możesz powiedzieć już coś o swojej przyszłości, jakie barwy będziesz reprezentował w 2021 roku?

Przyznam szczerze, że na razie o tym nie myślę. Teraz skupiam się na Vuelcie, a co będzie dalej – przyszłość pokaże.

Ale jakieś rozmowy trwają? Ktoś się z tobą kontaktował? 

Na pewno jakieś rozmowy trwają, ale od tego mam menadżera i zadanie znalezienia dla mnie drużyny na przyszły sezon całkowicie powierzyłem jemu.

Rozmawiała Marta Wiśniewska