fot. Groupama-FDJ

Nie da się ukryć, że Arnaud Démare (Groupama-FDJ) przyjechał na wyścig Giro d’Italia w niesamowicie wysokiej formie. Bo czyż może być inaczej, jeśli pomimo utraty pozycji na podjeździe trzeciej kategorii wraca do peletonu, przejeżdża bez problemu kolejny kilkusetmetrowy tym razem podjazd i wygrywa finisz na lekkim podjeździe?

Na przeszkodzie do odniesienia drugiego etapowego zwycięstwa w tegorocznym wyścigu Giro d’Italia nie przeszkodził Démare’owi ani podjazd trzeciej kategorii 30 kilometrów przed metą, ani także finałowa ścianka o średnim nachyleniu 6,3%. Nie zdołała zneutralizować go także drużyna BORA-hansgrohe, która po raz kolejny w tym sezonie daremnie starała się stworzyć warunki do zwycięstwa Peterowi Saganowi.

– To jest przepiękne. Podjazd w końcówce [Millotta] był bardzo ciężki. Straciłem tam dobrą pozycję, ale później uspokoiłem się i dojechałem do peletonu na zjeździe. Skorzystałem z pociągu Astany, usiadłem na ich kole. Wreszcie zacząłem finiszować i nie mogę uwierzyć, że zwyciężyłem. Było bardzo ciężko, to był wymagający dzień w dużej mierze za sprawą drużyny BORA-hansgrohe, która wszystko kontrolowała. Powiedziałem sobie, że jeśli wygram jeden etap, to będę miał szanse na kolejne. Świetnie jest wygrywać już w pierwszej fazie wyścigu, ponieważ zdjęliśmy z siebie presję. Dzisiejsze zwycięstwo jest czymś niesamowitym. Nie sądziłem, że dojdzie do finiszu, dlatego jestem tak szczęśliwy, że mogłem unieść ręce w geście triumfu. Dziękuję mojej drużynie, która mi zaufała i wykonała wielką pracę, aby wyprowadzić mnie na dobrą pozycję

– skomentował swój sukces Francji.

Arnaud Démare wygrał w tym sezonie już dwanaście razy, a etap w Corsa Rosa padał jego łupem trzykrotnie. Poprzednio triumfował dwa dni temu w Villafranca Tirrena, zaś wcześniej w ubiegłym roku w Modenie.

Mistrz Francji założył także koszulkę lidera klasyfikacji punktowej. Ma teraz 39 punktów przewagi nad Saganem, którego rozebrał z maglia ciclamino.