Foto: ASO / Thomas Maheux

Mistrzyni świata przeszła do historii wygrywając szósty raz z rzędu La Flèche Wallonne Féminine.

Jeśli ktokolwiek myślał, że klątwa tęczowej koszulki będzie w jakiś sposób obchodzić Holenderkę to został obdarty ze złudzeń. Podwójna mistrzyni świata z Imoli w swoim stylu po raz szósty z kolei wygrała wspinaczkę na Mur de Huy. Do tej pory pięć zwycięstw (ale nie z rzędu) miała także Marianne Vos. Teraz jak napisali organizatorzy finałowy podjazd można już nazwać Mur de Van Der Breggen.

To był naprawdę trudny wyścig. Wydaje mi się, że najcięższy spośród ostatnich sześciu edycji. Pod koniec czułam się naprawdę zmęczona. Zespół w tym roku zrobił dla mnie bardzo dużo, więc czułam presję zwycięstwa.

Dzisiaj Chantal van den Broek-Blaak i Amy Pieters doprowadziły mnie praktycznie do samej mety. Widziałam, że Demi Vollering idzie bardzo mocno, ale czekałam na swój moment. Kiedy zobaczyłam, że do mety jest 150 metrów dałam z siebie wszystko

– powiedziała na mecie Anna van der Breggen.