fot. UCI

Sezon 2020 jest bez wątpienia przełomowym w karierze Marca Hirschiego. W Imoli Szwajcar sięgnął po medal mistrzostw świata, który dla młodego zawodnika smakuje jak złoto.

W przedwyścigowych przewidywaniach, młody Hirschi był uznawany za jednego z najmocniejszych czarnych koni, które mogą odmienić losy ścigania. Niewątpliwie tak też było. 22-letni zawodnik pojechał znakomity wyścig, kończąc go na trzecim miejscu. Na mecie sam Szwajcar przyznał, że był to jeden z jego najlepszych startów w dotychczasowej karierze.

To był dla nas znakomity wyścig. Na początku chcieliśmy przejąć kontrolę nad rywalizacją, by później oszczędzić nieco energii i to się udało. Alaphilippe był dziś zdecydowanie najsilniejszy i z pewnością zasłużył na zwycięstwo. Myślę, że cała reszta nie popełniła dziś żadnego błędu. Po prostu nikt nie był w stanie go pokonać. Kiedy wjechaliśmy na tor, wiedzieliśmy już, że nie mamy szans. Cieszę się jednak z tego startu, gdyż ponownie walczyłem z najlepszymi zawodnikami w stawce. Wiem, że jest jeszcze wiele do poprawienia, ale każdy taki start daje mi masę pewności siebie

– powiedział Szwajcar.

W najbliższych dniach przed Hirschim pojawi się jeszcze kilka okazji na walkę o najwyższe cele. 22-latek pojawi się bowiem na starce imprez wchodzących w skład ardeńskiego tryptyku, choć wciąż nie potwierdzono jego udziału w niedzielnym Liege-Bastogne-Liege.