fot. ASO / Alex Broadway

Wróciły Wielkie Toury, wracamy z naszosowymi ocenami! Pierwszy etap Wielkiej Pętli przyniósł nam bardzo dużo emocji, choć nie zawsze spowodowanych bezpośrednią walką zawodników. Zapraszamy na krótką analizę.

Plusy:
Głodne wilki
Wiemy, że dla wielu z Państwa może nie być to wielki plus dzisiejszego etapu, ale nam i też wielu naszym fanom bardzo brakowało emocji, jakie wywołują wielkie toury, a w szczególności Tour de France. Od dziś znów żyjemy życiem zastępczym, siadając do kolejnych etapów jak do telenoweli. Nie możemy się doczekać, aż walka o zwycięstwo wyścigu rozkręci się na dobre, a to może stać się już jutro…

Czołówka twardzieli
Pierwszy dzień rywalizacji w Wielkiej Pętli była niezwykle chaotyczna. Tym samym ogromny szacunek należy się zawodnikom, którzy do samego końca jechali w czołówce, walcząc o zwycięstwo. Choć etap i koszulka lidera padły łupem Alexandra Kristoffa, najbardziej wyróżnić należałoby Giacomo Nizzolo, który po ogromnych problemach w środkowej części etapu, omal nie zmieścił się na etapowym podium.

Rozwój godny mistrza
Kiedy we wrześniu ubiegłego roku Mads Pedersen zdobywał tytuł mistrza świata, uznano to za pewnego rodzaju niespodziankę. Młody Duńczyk był bowiem uznawany za bardzo dobrego zawodnika, lecz do ścisłej światowej czołówki jeszcze mu brakowało. W tym sezonie sytuacja jest już inna, gdyż zawodnik Trek – Segafredo wszedł o poziom wyżej. Wiemy już, że na finiszach zaczął się czuć doskonale. Pozostało poczekać na jego starty w monumentach.

“Na tym polega odpowiedzialność”
Tytuł tego akapitu wszystkim fanom serialu “Trailer Park Boys” powinien od razu przypomnieć jedną z najbardziej legendarnych scen. Będąc jednak zupełnie poważnym, ogromny szacunek należy się zawodnikom, którzy sami zdecydowali się zadbać o swoje bezpieczeństwo i odpuścić ściganie. To mety w Paryżu jeszcze daleko, a zwycięstwo w bezpośredniej walce zawsze smakuje dużo lepiej.

Minusy:
Chaos
Kiedy zastanawialiśmy się nad tytułem dzisiejszej publikacji, do głowy przychodziły bardzo różne pomysły. Wszystko jednak można z powodzeniem zamknąć w jednym słowie – chaos. Nie dość, że pierwszy etap wyścigu, zgodnie z tradycją, był niezwykle nerwowy, to swoje postanowiła dodać pogoda. Przez to też zabrakło nam nieco konkretniejszego ścigania na podjazdach, które z pewnością mogły nieco poszarpać stawkę. Bezpieczeństwo jest jednak najważniejsze.

Grande strategia
Patrząc na to, co robiła dziś ekipa Astany, zastanawiamy się, czy Alexander Vinokourov i jego współpracownicy nie są zbyt zapatrzeni w Ferrari, które w F1 słynie z absurdalnych taktyk. Na szczęście dla Kazachów, dziś obyło się tylko na strachu i lekkiej kraksie Miguela Angela Lopeza, lecz w kolejnych dniach może być gorzej, jeśli znów podejmą tak głupią decyzję jak dziś.