fot. UCI

Przez wiele ostatnich lat, końcówka sierpnia stała pod znakiem ścigania w hiszpańskiej Vuelcie oraz dobrze obsadzonego wyścigu w Plouay. Jak wiadomo, walka o czerwoną koszulkę została przeniesiona na jesień, a bretońska jednodniówka odbędzie się prawie zgodnie z planem… w bardzo specyficznych okolicznościach.

Plouay – nieduża miejscowość w samym sercu Bretanii, od lat znana z kolarskich tras, ponownie gości kolarzy z całego świata. Tym razem jednak sytuacja jest nieco bardziej zawiła. Po pierwsze, legendarny wręcz klasyk odbędzie się we wtorek, co jest, mówiąc delikatnie, bardzo nieszablonowym działaniem. Po drugie, impreza odbędzie się w tak zwanym międzyczasie, pomiędzy czasówkami i wyścigami ze startu wspólnego o mistrzostwo Europy, które także rozgrywane są w tym niezwykle klimatycznym miasteczku.

Zważając na rywalizację o koszulki w niebieskie pasy, tegoroczna edycja Bretagne Classic z pewnością będzie inna niż poprzednie. Co najważniejsze, lwia część jutrzejszej listy startowej to zawodnicy, którzy przyjechali do Plouay głównie by bronić barw narodowych. Mimo to na jeden dzień przyjdzie im ubrać „codzienne” ciuchy i wrócić do rywalizacji drużyn zawodowych. To też może mieć niemały wpływ na samo rozgrywanie wyścigu, który przez to ma prawo stać się dużo bardziej nieprzewidywalnym.

Dodatkowym smaczkiem z pewnością będzie także fakt, że impreza odbędzie się dzień przed wyścigiem elity Panów i Pań w ramach wspomnianych Mistrzostw Europy. Tym samym wielu specjalistów od tego typu wyścigów będzie mogło porządnie przetestować nogę w niewdzięcznym, pofałdowanym terenie, co może dać pewną przewagę podczas środowej batalii.

Wróćmy jednak do samego klasyku, w którym do wzięcia jest naprawdę dużo punktów UCI. Do 2015 roku był on głównie rozgrywany na rundach wokół Plouay, co z reguły dawało szanse zawodnikom dynamicznym i potrafiącym wytrzymać całą masę krótkich wzniesień. Rzadko po swoje potrafili sięgnąć także sprinterzy, którzy przejeżdżali wszystkie trudności w kołach, by wyskoczyć na czoło na ostatnich kilkuset metrach.

Od 2016 roku sytuacja się zmieniła. Organizatorzy postanowili w dużo większym stopniu pokazać kibicom Bretanię, prowadząc trasę w różnych kierunkach. Tym razem peleton wybierze się na północ, by po drodze zahaczyć choćby o doskonale znany z trasy Tour de France Mur de Bretagne czy nadmorskie miasto Saint – Brieuc. Zgodnie z kolarską tradycją, droga powrotna będzie zdecydowanie trudniejsza. W sumie kolarze pokonają 9 „skategoryzowanych” podjazdów, z czego 4 zostały usytuowane na ostatnich 25 kilometrach (a jeden przed samą metą – tradycyjnie). Cała zabawa skończy się za to na Bulwarze Mistrzostw Świata, gdzie po medal 20 lat temu sięgał Zbigniew Spruch.

Na koniec najważniejsze – faworyci. Co ciekawe, wciąż wiele ekip nie potwierdziło swoich ostatecznych składów na wyścig we Francji, przez co jutro rano nasze przewidywania mogą być nieco nieaktualne. Zawodników, którzy powinni znaleźć się w walce o zwycięstwo możemy jednak wskazać. Jako jednego z największych faworytów na pewno można zakwalifikować Michaela Matthewsa (Sunweb), który pokazywał już, że po przerwie w sezonie jest w bardzo dobrej formie. Sukces sprzed roku z ogromną chęcią powtórzyłby za to Sep Vanmarcke (EF Education First). U jego boku znalazło się też miejsce dla Alberto Bettiola (EF Education First), który także może napsuć krwi rywalom. W barwach Mitchelton – Scott warto zwrócić uwagę na Lukę Mezgeca, który ma za sobą bardzo dobry występ w Tour de Pologne. Liderem BORA – hansgrohe będzie z kolei Jempy Drucker. O swoje walczyć też będą na pewno Alvaro Hodeg (Deceuninck – Quick Step), Patrick Bevin (CCC Team), Matteo Moschetti (Trek – Segafredo), Kristian Sbaragli (Alpecin – Fenix) czy Fernando Gaviria (UAE Team Emirates).

Transmisje:

Wtorek 24 sierpnia godzina 13:30 – Eurosport 1

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments