Fot. CCC Team

Szóste miejsce w klasyfikacji generalnej Tour de Pologne, w pokonanym polu zostawieni tacy kolarze jak Kelderman, Costa, Wellens, Schachmann, Foss czy Izagirre, a wszystko z peselem zaczynającym się od cyfr 96 – zeszłotygodniowy występ Kamila Małeckiego naprawdę robi wrażenie. Czy oznacza to, że jako polscy kibice znów zyskaliśmy zawodnika, który przez wiele lat będzie w stanie walczyć o miejsca w czołówce bardzo ważnych wyścigów?

O Kamilu Małeckim mówiło się już w polskim peletonie przez kilka lat. Zaledwie 24-letni zawodnik przez ten czas notował sporo przyzwoitych rezultatów, lecz mało, z różnych względów, brał go mało na poważnie, co po jego występie w Tour de Pologne wydaje się być absolutnym absurdem.

Osobiście bardzo dobrze zapamiętałem go z wyścigu Bałtyk – Karkonosze z 2016 roku. Wówczas nie zapowiadało się, że będzie to zawodnik z tak ogromnym potencjałem. Jego wyniki w międzynarodowych wyścigach były powiem dość przeciętne, a starty na polskiej ziemi też nie wyglądały specjalnie wybitnie. Najbardziej w pamięć zapadł mi jednak powrót z wyżej wspomnianego wyścigu. Byliśmy wówczas w pociągu, siedząc w tym samym wagonie. Ekipa CCC nie miała wówczas najlepszego czasu, a ich start w BKT uratował ostatni dzień rywalizacji, gdzie przeciwnicy zostali porządnie odprawieni z kwitkiem. Po dwóch finałowych etapach imprezy postanowiłem więc nieco pochwalić „Pomarańczowych”, a sam Małecki czytając relację późnym wieczorem podsumował ją krótkim „Teraz to się podoba, a cały wyścig narzekali”. Przyznam, uśmiechnąłem się.

W kolejnych latach młody reprezentant ekipy CCC zaczął się rozkręcać. Pojawiło się drugie miejsce w Karpackim Wyścigu Kurierów, który co prawda zawsze jest mocno obsadzony, lecz zwycięzcy tej imprezy w pewnym momencie potrafią się zatrzymać w rozwoju, oraz czwarte miejsce w młodzieżowym Ronde van Vlaanderen. Do tego warto dodać jeszcze dobry występ w wyścigu dookoła Węgier, lecz wtedy jeszcze lista startowa tej imprezy nie była jeszcze tak silna.

W końcu przyszedł sezon 2019, w którym Małecki, mając już 23 lata, dostał jeszcze jedną szansę w zespole CCC Development, którą wykorzystał całkiem nieźle. Na jego koncie znalazło się bowiem wiele dobrych miejsc w jednodniówkach kategorii 1.2. Najważniejsze jednak miało miejsce w maju, kiedy to Małeckiemu udało się w bardzo dobrym stylu wygrać dwie ważne polskie etapówki – CCC Tour Grody Piastowskie oraz wspominany już Bałtyk – Karkonosze Tour. W szczególności pod wrażeniem jazdy młodziana mogliśmy być na etapach pagórkowatych, gdzie błyszczał najbardziej (uchodząc wcześniej za raczej sprintera). Wciąż jednak mało kto spodziewał się, że Kamila będzie stać na dużo więcej.

Ciężka praca, którą przecież także było widać w progresie wynikowym, gdzie znajdowało się też miejsce dla dobrych występów w trudnych i dobrze obsadzonych imprezach, przyniosła w końcu oczekiwany skutek, czyli miejsce w czołowej „10” wyścigu World Tour, wywalczone w naprawdę imponujący sposób. Kamil nie dość, że zabierał się w odjazdy, to jeszcze na najtrudniejszych etapach tegorocznej edycji robił absolutnie wszystko, by osiągnąć cel. Najlepszym tego przykładem jest królewski odcinek do Bukowiny Tatrzańskiej, gdzie mimo prawdziwej wojny rozpoczętej przez ekipę Mitchelton – Scott, udało mu się utrzymać tempo.

Dla nas, jako kibiców polskiego kolarstwa, przedstawiona wyżej historia oznacza tylko jedno – w czołówce pojawił się młody polski kolarz, który do poziomu World Tour doszedł przede wszystkim ciężką pracą i silną psychiką na to pozwalającą. To z kolei oznacza, że jego progres wcale nie musi być zakończony. Niewykluczone więc, że przy coraz starszym Michale Kwiatkowskim (pamiętajmy, że Torunianin ma już trójkę z przodu), będziemy jeszcze jednego zawodnika, liczącego się w wyścigach jednodniowych.

No właśnie, jak możemy sklasyfikować Kamila Małeckiego? Z pewnością jest to zawodnik szybki, który potrafi w bardzo dobrym tempie wjechać pagórki oraz średnie góry. Jego rozwój i najlepsze wyniki pokazują, że z biegiem lat coraz lepiej czuł się w nieco trudniejszych imprezach, potrafiących zmęczyć niejednego sprintera. Jego rozwój pokazuje więc, że pod względem charakterystyki, Kamil bardzo przypomina Kwiato czy też Juliana Alaphilippe (który jest jednak ewenementem na skalę światową).

Istotna pozostaje jednak kwestia, czy zawodnik ekipy CCC powinien skupić się bardziej na wyścigach brukowanych, czy też trudnych asfaltowych. Jeszcze w tym sezonie istnieje okazja, by to sprawdzić. Do najważniejszych klasyków zostało jeszcze ponad półtorej miesiąca, więc czas na lekki odpoczynek na pewno się znajdzie. Najpierw jeden z najmłodszych „Pomarańczowych” będzie miał okazję sprawdzić się w Ardenach, by później wskoczyć na bruki. Zobaczymy, gdzie będzie lepiej (jeśli chodzi o jazdę, gdyż wysokie miejsca we Flandrii i Roubaix są zarezerwowane dla Grega van Avermaeta). My na pewno będziemy trzymać kciuki.