fot. Mitchelton-Scott

Szóste zwycięstwo z rzędu, piąte w “tęczowej koszulce”. Annemiek van Vleuten jest absolutną dominatorką.

Oglądając wczoraj Strade Bianche można było odnieść wrażenie, że mistrzyni świata jest niewidoczna. Tak było do momentu, kiedy na ekranie pojawiła się informacja, że do mety zostało 16 kilometrów. Wtedy van Vleuten pokazała dlaczego jest posiadaczką “tęczowej koszulki”.

Triumf na Piazza del Campo to piękne zwieńczenie trudnego ścigania. Tak naprawdę w pewnym momencie nie liczyłam na to, że dogonię Mavi Garcię. To silna zawodniczka, więc musiałam naprawdę dać z siebie wszystko

– powiedziała uradowana na mecie van Vleuten.

Mistrzyni świata nie ukrywała, że była pełna obaw w trakcie wyścigu, ale pozytywne nastawienie bardzo jej pomogło:

Kiedy niezbyt mi idzie staram się zmienić myślenie. Dzisiaj było bardzo gorąco, więc tłumaczyłam sobie, że lubię takie warunki. Jednak w pewnym momencie wyglądało na to, że nie powalczę o zwycięstwo. Zebrałam siły i atak na ostatnim sektorze bruku mocno mnie przybliżył do liderki. Na finałowym podjeździe udało mi się zerwać z koła Hiszpankę i samotnie przejechać linię mety.

Dla Annemiek van Vleuten to drugie z rzędu zwycięstwo na trasie Strade Bianche.