fot. treksegafredo.com

Trzy lata temu Julian Arredondo po raz ostatni wziął udział w zawodowym wyścigu. Kilka dni temu opowiedział hiszpańskim dziennikarzom, jak wygląda jego życie na emeryturze.

W ciągu swojej profesjonalnej kariery Kolumbijczyk zaliczył pięć profesjonalnych zwycięstw i brał udział w trzech wielkich tourach – wszystkie przejechał w barwach Treka-Segafredo. Najbardziej udanym z nich było Giro d’Italia 2014, gdzie wygrał jeden z etapów i klasyfikację górską.

Niestety już trzy lata później, w wieku zaledwie 28 lat musiał zakończyć swoją przygodę z kolarstwem. Długo wierzył w powrót, ale jakiś czas temu ostatecznie zrezygnował z jazdy na dwóch kółkach. Wszystko przez problemy zdrowotne, które zaczęły się jeszcze przed pamiętnym wielkotourowym debiutem.

Pięć razy wracałem, ale nigdy nie byłem tym samym kolarzem, co na początku kariery. Zresztą już podczas Giro 2014 czułem, że moja prawa noga nie funkcjonuje tak jak powinna. Długo mieliśmy problem z ustaleniem, co mi dolega i teraz wszystko wskazuje na to, że cierpię na zespół mięśnia gruszkowatego. Z tego powodu podczas wysiłku fizycznego moje nogi są jakby sparaliżowane. Naprawdę zależało mi na powrocie, ale spójrzmy prawdzie w oczy – to niemożliwe. Musiałem podjąć tę decyzję

– mówił w rozmowie z revistamundociclistico.

Ta cała sytuacja spowodowała, że Kolumbijczyk dużą część swoich ostatnich kilku lat spędził w szpitalach w Europie i obu Amerykach. Teraz, gdy mniej więcej wie już co mu dolega może snuć plany co do swojej dalszej przyszłości. Zdradził, że chciałby zająć się szkoleniem kolarskiej młodzieży.

Chcę stworzyć szkółkę kolarską dla zawodników od 15 do 20 roku życia. Wiem, że na rynku jest już wielu trenerów, ale mam nad nimi tę przewagę, że wiem, jak to jest ścigać się na najwyższym poziomie.

– mówił.

Trzeba przyznać, że w ostatnim czasie kolumbijska ziemia wypuściła wielu utalentowanych kolarzy. Być może za kilka lat kolejne gwiazdy z tego państwa wyjdą spod ręki byłego zwycięzcy klasyfikacji górskiej Giro 2014. Warunków jest kilka, w tym jeden bardzo ważny – 31-latek musi mieć więcej szczęścia niż podczas swojej przygody z kolarstwem.