fot. Tour Down Under

Zgodnie z kolarską tradycją, Richie Porte rozdaje karty podczas Tour Down Under. Dziś Australijczyk zdołał wygrać trudny etap do Paracombe, wyraźnie pokonując rywali.

Nie ma na świecie innego wyścigu niż Tour Down Under, na którym lider ekipy Trek – Segafredo czułby się równie swobodnie. Na koncie Richiego Porte znajduje się aż 8 wygranych etapów, co zważając na ilość trudnych odcinków rozgrywanych rokrocznie w południowej Australii (1 lub 2 etapy zakończone podjazdem) robi bardzo duże wrażenie. Nie dziwi więc specjalnie fakt, że także w tym roku, niespełna 35-letni zawodnik czuje się na swoich śmieciach znakomicie, co pokazał czwartkowy odcinek do Paracombe.

Po pierwsze, zespół pojechał dziś świetnie. Czapki z głów przed chłopakami, którzy dowieźli mnie dziś w futerale do podnóża ostatniej wspinaczki. Samo zwycięstwo, jak to zwycięstwo, smakuje świetnie. Cieszę się, że mam obok kilku młodych zawodników. W odróżnieniu od nas, są oni gotowi podjąć większe ryzyko, które potem popłaca. Dzięki agresji udało mi się zyskać parę cennych sekund, w czym nie przeszkodził nawet przedni wiatr

– powiedział wyraźnie zadowolony Porte.

Teraz przed zawodnikami dwa nieco łatwiejsze etapy, które powinny zakończyć się finiszami z peletonu. W niedzielę z kolei ponownie przyjdzie czołówce zmierzyć się dwukrotnie z podjazdem pod Willunga Hill, gdzie wyścig ostatecznie się rozstrzygnie.