fot. Team Ineos

Okres przygotowawczy jest czasem, w którym zawodnicy, którzy w czasie okienka transferowego zmienili zespoły, poznają nowych kolegów i wdrażają się do nowych ekip. Nie inaczej jest w przypadku Carlosa Rodrigueza – jednego z dwóch zawodników, którzy w tym sezonie przenieśli się do World Touru prostu z juniorskiego peletonu.

Listopadowy transfer wychowanka Komety do Team Ineos był jednym z najciekawszych w ostatnich miesiącach. Hiszpan trafił do jednego z najlepszych zespołów w World Tourze, mimo że dopiero kilka miesięcy temu skończył 18 lat, a jego wyniki na arenie międzynarodowej nie powalały. W niedawnej rozmowie z hiszpańskim “AS-em” nie ukrywał podekscytowania, ale też zdawał się wierzyć w swoje umiejętności.

Moje marzenie się spełniło. Idę do najlepszego zespołu na świecie, więc to jasne, że dziwnie się z tym czuję. Mimo to wiem, że jestem gotowy na nowe wyzwania – na udzielenie pomocy moim liderom wtedy, kiedy będą tego potrzebowali. Wiem, że to skok na głęboką wodę, ale wraz z moim menedżerem uznaliśmy, że to dobry moment. Naprawdę dobrze przemyśleliśmy tą decyzję. Wzięliśmy pod uwagę wszystkie moje paremetry i uznaliśmy, że poradzę sobie na poziomie World Touru, a Ineos jest ekipą, w której mój rozwój będzie jeszcze szybszy niż wcześniej

– mówił.

Hiszpan jest mistrzem swojego kraju w jeździe indywidualnej na czas i potrafi się bardzo dobrze wspinać. Dlatego nic dziwnego, że niektórzy porównują go do starszego o cztery lata Egana Bernala – zwycięzcy Tour de France, który dzięki niezłej jeździe w próbach czasowych często nadrabia sporo czasu do najgroźniejszych rywali (choć akurat podczas ostatniej Wielkiej Pętli średnio mu to wyszło). Młody kolarz wcale nie czuje się speszony zestawianiem go z kolumbijskim mistrzem.

Być może faktycznie nieco go przypominam. Można określić mnie jako wspinacza, który potrafi jeździć na czas. Oczywiście na razie jestem od niego dużo słabszy, ale w przyszłości chciałbym osiągnąć jego poziom. Nie wiem czy zdołam to zrobić, ale wychodzę z założenia, że warto sięgać gwiazd, bo nawet jak mi się to nie uda, to mogę wylądować na księżycu. Moim idolem jest Alberto Contador, który imponował mi tym, że potrafił atakować w najbardziej nieoczekiwanych momentach

 

– dodał.

 

Ciekawe czy pewność siebie pomoże mu w osiąganiu sukcesów i nowy zawodnik Team Ineos podobnie jak rodak będzie w przyszłości wygrywał duże wyścigi.