fot. Tour de Yorkshire

Mistrzyni świata z Richmond z 2015 roku w wywiadzie dla Cyclingnews opowiada o powrocie do ścigania i planach na przyszłoroczny sezon.

30- letnia Brytyjka, która wiosną tego roku wróciła do ścigania po przerwie na urodzenie swojej córeczki ma za sobą pierwszy sezon spędzony w ekipie Trek-Segafredo Women, w której jeździ reprezentantka Polski Anna Plichta. Tegoroczny kalendarz Elizabeth był okrojony, aby spokojnie i stopniowo powrócić na swój najwyższy poziom po przerwie na macierzyństwo. Mimo tego odnotowała zwycięstwo w generalce OVO Energy Women’s Tour, gdzie o ledwie 2 sekundy wygrała z Kasią Niewiadomą. Niestety nie udało się spełnić jej marzenia, którym było zwycięstwo w Mistrzostwach Świata, które odbywały się nieopodal jej rodzinnego domu. Jednakże Brytyjka pozytywnie ocenia miniony rok.

Myślę, że ten rok postawił mnie w mocnej pozycji przed zimą i nadchodzącym sezonem. Kiedy spojrzę wstecz, na wychowywanie mojej córki, jazdę w nowym zespole, na domowe Mistrzostwa Świata i na zakończenie kariery przez mojego męża, tak wiele się działo, że mogę poczuć się, że jestem teraz ustatkowana. Czuję, że będzie łatwiej podczas zimy. Ten rok wiele mnie nauczył. Kolarskie sprawy były dość łatwe, oprócz tego czuję, że odnalazłam się jako matka. Drużyna Trek Segafredo była dla mnie znakomita. Miałam 22 dni startowe, czyli niewiele. Muszę ścigać się więcej w 2020 roku

powiedziała Brytyjka.

Żona byłego kolarza drużyny Sky Philipa Deignana zwraca uwagę, również na to jak zmienił się poziom w wyścigach w dwóch ostatnich latach.

Poziom jest znacznie wyższy i to była niespodzianka, więc wkładałam mnóstwo energii (w treningi i wyścigi), ale nie było to porównywalne z wynikami, które osiągałam. Wiem, że jeśli będę na takim samym poziomie jak kiedyś to będzie niewystarczające. Potrzebuję zrobić kolejny krok i muszę to zrobić tej zimy

– przyznała w wywiadzie dla Cyclingnews.

Była mistrzyni świata wspomniała, również o planach na 2020 rok, w którym głównym celem będą tokijskie Igrzyska.

Pojadę wiosenne klasyki i Giro Rosa w przyszłym roku. Nie zawsze to robiłam. Naprawdę podoba mi się olimpijska trasa. W porównaniu do Rio de Janeiro, podjazd w Tokio nie jest taki straszny i jest to bardziej trasa podobna do klasyków takich jak Liege. Najdłuższy podjazd ma jeden kilometr długości, więc będzie to typowy wyścig klasyczny

– zakończyła 30- letnia zawodniczka.

Miejmy nadzieję, że Lizzie Deignan powróci już w przyszłym roku na sam kolarski szczyt i będzie kolejnym przykładem kobiety-sportsmenki, która po urodzeniu swojego dziecka jest w stanie osiągać wielkie sportowe sukcesy.