fot. ASO

Bez wątpienia dla Nicolasa Edet przejęcie prowadzenia w hiszpańskiej Vuelcie jest czymś wielkim. Francuz nie ukrywa, że jest z siebie dumny.

Jak wiadomo, dla Edeta kolarski świat nie był najprzyjemniejszy. Mimo solidnych umiejętności i wyników, przez wiele lat nie udawało mu się niczego wygrywać. Teraz, kiedy ma już na koncie 2 sukcesy, przyszedł czas na przejęcie koszulki lidera Vuelta a Espana, która z pewnością po wyścigu zawiśnie w jego domu w najbardziej widocznym miejscu.

Powiedziano mi, że w Igualadzie po koszulkę lidera sięgnął także Bernard Hinault. Dopisanie się w galerii sław obok niego to dla mnie coś naprawdę niezwykłego. La Roja to zupełnie inny ciężar niż zwycięstwo etapowe czy wygranie klasyfikacji górskiej. Stałem na podium w Madrycie w 2013 roku, ale nie wiem, czy dzisiejsze odczucia nie są lepsze. Ten sukces należy także do mojej rodziny, która wytrzymuje to, że ciągle mnie nie ma. Moja córka wielokrotnie pytała mnie, czy przywiozę jej lwa z Tour de France. Cóż, będzie musiała zadowolić się hiszpańskim Toro, który także jest niczego sobie

– powiedział Edet.

Jutro przed Edetem niezwykle trudne zadanie. Francuski góral będzie bowiem musiał wytrzymać potworny etap w Andorze, by utrzymać La Roja na dzień przerwy.