fot. BORA-hansgrohe

Po dwóch sezonach przerwy, Rafał Majka powraca do rywalizacji w Giro d’Italia – wyścigu, który w przeszłości trzykrotnie kończył w czołowej “10” klasyfikacji generalnej. O tym, co było powodem tej decyzji, jak wyglądały przygotowania “Zgreda” do imprezy oraz jaka właściwie jest jego rola w BORA-hansgrohe porozmawialiśmy z dyrektorem sportowym niemieckiej ekipy – Patxi Vilą.

Vila, który z zespołem związany jest od 2015 roku (czyli czasów, przed fuzją Bory z Tinkoff-Saxo), z bliska obserwował rywalizację Rafała Majki między innymi podczas ubiegłorocznego Tour de France. Aktualnie przebywa w Kalifornii, gdzie przygotowuje do startu w tamtejszej, worldtourowej etapówce między innymi Petera Sagana, jednak znalazł chwilę, by podzielić się swoimi przemyśleniami na temat nieudanych podejść Polaka do walki w klasyfikacji generalnej “Wielkiej Pętli” i zdradzić, jak przebiegały jego przygotowania do nachodzącego Corsa Rosa.

fot. BORA-hansgrohe

Rafał Majka po dwóch latach bezskutecznej walki w Tour de France przebudował kalendarz i wraca na Giro d’Italia. Jak Pan ocenia tę decyzję?

Czasami potrzebujemy w życiu pewnych zmian. Myślę, ze to właśnie dlatego Rafał porzucił pomysł jazdy we Francji na rzecz połączenia Giro – Vuelta, które w przeszłości funkcjonowało znakomicie.

W pamięci polskich fanów jego występy w 2017 i 2018 roku wciąż są żywe. Pierwszy z nich naznaczony został groźnym upadkiem, którego kulisy znamy, drugi – zagadkowym kolapsem formy w Alpach. Czy wie Pan już, co było jego przyczyną?

Prawdopodobnie poprzedzający alpejskie odcinki etap z metą w Roubaix. Był bardzo trudny, a Rafał leżał wtedy w kraksach dwukrotnie. Zdołał co prawda finiszować w czołowej grupie, ale później, w Alpach, jego organizm nie funkcjonował tak, jak się spodziewaliśmy. Dopiero po wyścigu, kiedy odpoczął jasnym stało się, że była to wina właśnie tych upadków na północy Francji. To one go zablokowały i sprawiły, że nie był w stanie walczyć z najlepszymi.

To już jednak na szczęście przeszłość, a lada dzień „Zgred” wróci na ukochane przez siebie Giro. Obserwował Pan jego przygotowania do tej imprezy. Co można o nich powiedzieć?

Forma Rafała jest dobra. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zrobił wszystko, by w Italii zaprezentować się jak najlepiej. Widzieliśmy podczas Tour of the Alps, że potrafi dyktować warunki czołowym wspinaczom. Podczas przygotowań nie nastąpiły żadne komplikacje, zatem myślę, że możemy z dużą pewnością siebie czekać na Giro.

Czy dyspozycję Rafała można w jakiś sposób odnieść do tej, którą prezentował przed poprzednimi startami w Wielkich Tourach?

To trudne. Mówimy przecież o dojrzałym już zawodniku. Rafał nie ma 23 czy 25 lat, jest w tej chwili bardzo doświadczonym kolarzem, a my doskonale znamy jego możliwości. Aktualnie jest w najlepszej możliwej dyspozycji, ale czy można to w jakiś sposób porównywać… nie jestem przekonany. Zostańmy przy tym, że wygląda świetnie.

Majka uchodził za dobrego specjalistę od zjazdów, ale od momentu feralnej kraksy podczas Tour de France 2017 zalicza bardzo dużo upadków. Dlaczego? Czy tamto wydarzenie odcisnęło swoje piętno na jego psychice?

Przede wszystkim nie zgodzę się z tym, że Rafał często leży w kraksach. Muszę jednak powiedzieć, że miewa bardzo dużego pecha. Upadek podczas Tour de France w 2017 roku był spowodowany plamą oleju na jezdni, a to rzecz, na którą nie miał przecież żadnego wpływu. Prawdą jest jednak, że taki wypadek mógł mieć wpływ na to, jak Rafał zachowuje się teraz na mokrych zjazdach. Potrzeba trochę czasu, by po czymś takim odzyskać pewność siebie. Myślę jednak, że we Włoszech wszystko powinno być w porządku.

Kibice w naszym kraju po ogłoszeniu składu ekipy BORA-hansgrohe na Giro rozpoczęli dyskusję, dotyczącą roli Majki w zespole i tego, czy faktycznie będzie on jego liderem. Na swoim terenie pojedzie bowiem również notujący ostatnio świetne wyniki Davide Formolo.

Jedziemy na Giro z dwoma liderami, a przebieg wyścigu zadecyduje o tym, który z nich przejmie pałeczkę. Zarówno Rafał, jak i Davide mogą liczyć na pełne wsparcie zespołu i są naszymi nadziejami na sukcesy – zarówno w klasyfikacji generalnej, jak i na etapach.

fot. BORA-hansgrohe

Kilka miesięcy temu w rozmowie z polskim „Przeglądem Sportowym” Majka mówił, że planem minimum na Giro jest miejsce w czołowej piątce „generalki”. Uważa Pan, że to realny cel?

Rafał pokazywał już, że jest w stanie walczyć o najwyższe cele. W przeszłości bywał przecież w tym wyścigu bardzo wysoko. Czołowa piątka to realny scenariusz i stawianie sobie takiego celu ma moim zdaniem sens, choć liczę oczywiście na nieco więcej.

Wielu dziennikarzy, zarówno w Polsce, jak i zagranicą zwątpiło już w to, że Majka może odnieść znaczący sukces w wyścigu trzytygodniowym. Od czasu podium w hiszpańskiej Vuelcie (2015) nie zdołał potwierdzić swojego talentu w tej materii.

Wywalczenie miejsca na podium Grand Touru nie jest łatwe. To, że udało się raz nie znaczy, że z marszu uda się ponownie. Wpływ na to ma wiele czynników, ale trzeba podkreślić, że w ostatnich latach Rafał koncentrował się na Tour de France, a po tym, jak nie udawało mu się tam włączyć do walki, odpowiednie przygotowanie pod kątem walki w klasyfikacji generalnej było skomplikowanym procesem. To tutaj szukałbym przyczyny.

Tym razem, mając odpowiednie przygotowanie, będzie inaczej?

Cóż, mam nadzieję, że za niecałe cztery tygodnie zadzwonisz znowu, żebyśmy mogli pogadać o sukcesie Rafała!