Fot. naszosie.pl

W niedzielę miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu „Tańcząc w ciemnościach”, zorganizowanym w ramach Bike Expo, z jednym z najlepszych tandemów torowych; duet Monika (w roli pilota) i Iza (zawodniczka) przedstawiały słuchaczom niuanse, związane z jazdą na tandemie. To, co nieodmiennie mnie fascynuje, gdy przyglądam się ich działaniom, to niezwykle odmienna percepcja świata, gdy rowerem jeździ osoba niewidoma…

Zamknij oczy. Wsiądź – najlepiej na oparty o coś – rower, bądź wpięty w trenażer. I spróbuj cokolwiek zrobić. Zmienić przełożenie. Włączyć licznik. Wpiąć buty. Z niesłabnącym podziwem i niezatartym zachwytem przyglądam się ich staraniom, dążącym do sięgnięcia po ich wspólne marzenia, i w tym też mocno im kibicuję. A skąd to, zdawałoby się, całkowicie bezsensowne w kontekście recenzji siodełka skojarzenie?

Choć może to, co napiszę, dla niektórych będzie zaskakujące, to tak naprawdę rower „czujemy” w czasie jazdy tylko dwoma punktami, bo tylko w nich się stykamy z rowerem. Z owijką kierownicy i z siodełkiem. Wszystko pozostałe jest w kontekście „czucia” z grubsza nieistotne, bo gdyby ktoś posadził nas – z zamkniętymi oczami – na rowerze, ustawionym dokładnie jak ten, na którym jeździmy codziennie, czy poczulibyśmy różnicę? Otóż twierdzę, że nie – poza właśnie tymi rzeczami, z którymi mamy styczność – choćby z siodełkiem właśnie. Siadając na inne siodło, czy opierając się o inne manetki – od razu poczujemy różnicę.

I tak też było, gdy wskoczyłem na nowe, otrzymane na testy siodełko PRO Stealth (powstawało przy współpracy z drużyną Giant – Alpecin). Zanim jednak szczegóły, dotyczące samego siodełka – muszę zwrócić uwagę na ważną kwestię; nie wierzę w coś takiego, jak „uniwersalna rzecz dla Ciebie i dla mnie”; wynika to z prostego faktu, że coś, co podpasuje jednej osobie, kompletnie nie podpasuje drugiej. W przypadku siodła – indywidualne odczucia mogą się diametralnie różnić, więc przed kupnem takiego produktu zdecydowanie sugeruję w pierwszej kolejności testy.

Jak zwykle, otrzymując nową rzecz do testów – oglądam całość, opakowanie, zauważam dwie śrubki od spodu dające możliwość zamocowania czegoś dodatkowego (kamery PRO, numeru, błotnika, lampki czy torebki podsiodłowej), zwracam uwagę na precyzję wykonania, i już mocuję je do sztycy. A mocowanie – są dwie wersje tego siodła – na prętach tradycyjnych oraz na karbonowych. Jak można przewidzieć, w przypadku produktu marki PRO (gałęzi Shimano) szczegóły dopracowane są na bardzo wysokim poziomie. Ten model zbliżony jest do siodełek, charakterystycznych dla triathlonu czy też jazdy na czas; jest po prostu krótsze i nieco szersze.

PRO Stealth to wersja siodła z otworem po środku (40 mm w najszerszym miejscu). Występuje w dwóch szerokościach – 142 oraz 152 milimetrów (przy węższej wersji jego waga to 205 gramów, przy szerszej – 210 gramów), ze sztycą łączone jest szynami o średnicy 7 mm. Długość siodła – też krótsza niż tradycyjne modele – 255 mm, posiada także charakterystyczny przód „sub nose” – jest to nieco skrócony i skierowany w dół nos siodła.

Przykręcone? Nie rusza się? To wsiadam. Jeszcze na „sucho”, czyli nie jadąc jeszcze rowerem. Wsiadam i celowo wiercę się. I co? I jest diametralnie inaczej. Miednica opiera się tam, gdzie opierać się powinna. A to jest już bardzo odczuwalna różnica. Otwór ma zadanie sprawiać, by nie drętwiało nic, co drętwieć nie powinno – i to także się (podczas późniejszych jazd) sprawdziło.

Ruszam na pierwszy trening, a ten od razu daje odpowiedź, czym różni się siodło dopasowane szerokością od takiego, które dopasowane nie jest. Jest nie dość, że inaczej, to jest po prostu wygodniej. Środkowa część siodła, wykonana z karbonu oraz pianka, którym jest pokryte, dość dobrze absorbują wstrząsy nawet podczas dłuższych jazd.

A skoro na treningu się sprawdziło? To jedziemy. Na prawdziwy test. Ruszyłem na dwustukilometrową, bardzo intensywną trasę. I w czasie tych sześciu godzin z siodła podniosłem się tylko dwa razy. Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków; jeśli chodzi o siodła, to pewnie stanowią one absolutnie indywidualną sprawę każdego z Was, ale pewne wspólne cechy można dostrzec.

To siodło – nieco szersze na początku – jest zwyczajnie wygodne. To była pierwsza rzecz, na którą zwróciłem uwagę; szerokość w miejscu, gdzie siodło styka się z kościami miednicy nie jest niczym zaskakującym, ale zastanawia szerokość siodła z przodu, w miejscu, gdzie stykać się będzie z udami, w czasie pokonywania setek obrotów na każdym treningu. Jak się okazało w praktyce? Tej szerokości w czasie jazdy zwyczajnie nie czuć, a że siodło jest nieco krótsze od klasycznego, to w czasie jazdy zupełnie tej szerokości z przodu w ogóle nie czuć.

Duży otwór w środkowej części siodła ma za zadanie sprawić jazdę wygodniejszą, gdy jedziemy mocno pochyleni, w pozycji aerodynamicznej. Otwór, oraz charakterystyczne wgłębienie w środkowej części poprawia odczucia, wynikające z jazdy w pozycji mocno pochylonej; tu dyplomacja zmusza mnie do pominięcia szczegółów, ale faceci będą wiedzieli, co mam na myśli.

Choć w zdecydowanej większości wszystkie nic nie mówiące, krzykliwe i bezwzględnie opatentowane hasła marketingowe traktuję z przymrużeniem oka (gładki materiał PU? Miękka wyściółka EVA?) faktem jest, że przynajmniej jedno z nich sprawdza się w praktyce. Mam na myśli zmniejszone tarcie między materiałem siodła a spodenkami.

Przez sześć godzin jazdy sprawdzałem to wielokroć. I; unikając marketingowych haseł – siodło daje radę. Po prostu.

Cena: 509 zł

Dystrybutor: Shimano Polska

Poprzedni artykułDegenkolb liderem Treka na Paryż – Roubaix 2019
Następny artykułNowe barwy ekipy Total Direct Energie
Sławomir Niciński
"Master of disaster" Z wykształcenia operator saturatora; brak możliwości pracy w wyuczonym zawodzie rekompensuję jeżdżąc rowerem i amatorsko się ścigając, bardzo lubię też o tym pisać. Rytm tygodnia, miesiąca i roku wyznacza mi rower. Lubię się ścigać, i gdy jakiś wyścig mi nie wyjdzie, to wśród kolegów-kolarzy mówię, że jestem redaktorem sportowym, a gdy jakiś tekst mi nie wyjdzie, wśród redaktorów mówię, że jestem kolarzem-amatorem. I tylko do teraz nie rozgryzłem, czy bardziej lubię się ścigać, czy też pisać o tym, dlatego nadal zamierzam czynić i jedno i drugie, póki starczy sił.