fot. Chris Auld Photography / CCC Team

Czy ktoś spodziewał się tak znakomitego początku sezonu dla ekipy CCC? Paddy Bevin, po pięknej akcji w końcówce, wygrał etap i został liderem Tour Down Under 2019, co jest jednym z największych sukcesów w jego karierze.

Początek sezonu jest dla Bevina wręcz wymarzony. Nowozelandczyk najpierw wygrał mistrzostwa kraju w jeździe na czas, by teraz pokazać się z bardzo dobrej strony podczas Tour Down Under. Wczoraj zawodnik CCC Team zabrał się w ucieczkę dnia, zdobywając kilka sekund bonifikaty. Jak się okazało, po dzisiejszym zwycięstwie, pozwoli mu to założyć… a jakże, pomarańczową koszulkę lidera wyścigu.

To dla mnie ogromne zwycięstwo, bo w imprezach rangi WorldTour o wygrane jest bardzo ciężko. Przed etapem nie obstawiałbym tego, biorąc pod uwagę ukształtowanie terenu. To niesamowite co udało się dziś osiągnąć. W ostatnich latach nie mieliśmy w zespole sprintera, wczoraj zajęliśmy trzecie miejsce, a to, że dziś wygraliśmy to wyjątkowy moment dla naszej ekipy.

Tak jak mówiłem wczoraj, gdy odbierałem nagrodę za najbardziej aktywnego kolarza etapu, będziemy zażarcie walczyć na każdym z nich. Nasza grupa [CCC Team] została przebudowana i stajemy na starcie z nieco innym nastawieniem, z innymi celami i chcemy za każdym razem dać z siebie wszystko.

Uwielbiam Tour Down Under i zawsze bardzo dobrze się tutaj czułem

– powiedział Bevin po dzisiejszym triumfie.

Oczywiście w samej końcówce Bevin miał tez trochę szczęścia, ponieważ nie wziął udziału w kraksie, która kompletnie rozerwała peleton. Na ostatnich metrach udało mu się jednak zaskoczyć rywali i pokazać pełnie swoich umiejętności.

Sporo czasu minęło od moich prób walki na finiszu, ale przez zimę mocno pracowałem nad jazdą na czas, więc skupiałem się na trenowaniu siły. Jak widać te treningi się opłaciły, bo na finiszowych metrach czułem, że mam nogi do tego, by wygrać. Jako ekipa jechaliśmy na Jakuba Mareczko, a ja miałem wolną rękę. Jako, że walczymy o klasyfikację generalną, musiałem trzymać się na czele stawki, by nie stracić cennych sekund. Wiedzieliśmy, że końcówka będzie ciężka, bo przez większość etapu tempo było stosunkowo spokojne. Na ostatnich pięciu kilometrach jechaliśmy już jednak „full gas”.

Dwa kilometry przed końcem znalazłem się na bardzo dobrej pozycji i gdy wydarzyła się kraksa zdołałem ją ominąć. Gdy [Luis Leon] Sanchez ruszył, pomyślałem, że warto byłoby za nim podążyć i skorzystać z jego rozprowadzenia. Gdyby to był tradycyjny sprint, to pewnie nie byłbym w stanie ograć szybszych rywali, ale musiałem spróbować skorzystać z tej okazji

– dodał zawodnik.

Już jutro na kolarzy czekać będzie tradycyjny, trudny etap do Uraidly. Kto wie, być może tym razem inny z zawodników CCC wyskoczy jak królik z kapelusza? Dowiemy się około 5 nad ranem polskiego czasu.