fot. BORA-hansgrohe

Co, ile i kiedy jeść? To pytania, na które odpowiedzi muszą znać profesjonaliści. Całej wiedzy o żywieniu drużyny kolarskiej World Tour nie da się przekazać w jednym wywiadzie, ale można uzyskać kilka porad i podstawowych informacji. Dlatego właśnie zapraszamy do przeczytania wywiadu z dietetykiem drużyny BORA-hansgrohe – Robertem Gorgosem, którego udzielił naszemu portalowi. 

W drużynie BORA-hansgrohe jesteś dietetykiem. Co należy do twoich obowiązków?

Jestem odpowiedzialny za wszystko, co wiąże się z jedzeniem – logistykę, zamawianie produktów oraz negocjacje z ludźmi i firmami dostarczającymi nam żywność. Koordynuję również pracę naszych kucharzy i kierowców ciężarówek, w których przygotowywane są posiłki. Jestem również w kontakcie z lekarzami, trenerami i z samymi kolarzami w sprawie układania dla nich diet. Ponadto uczę masażystów i fizjoterapeutów, jak przygotowywać jedzenie na wyścigi oraz na czas regeneracji.

Za kilka tygodni drużyna rozpocznie pierwsze zgrupowanie przed nowym sezonem. Co jest ważne, jeśli idzie o dietę w tym właśnie okresie, gdy do pierwszych startów wciąż jeszcze pozostaje relatywnie dużo czasu? 

Myślę, że to wszystko nie różni się wiele od tego, z czym mamy do czynienia podczas sezonu. Idzie po prostu o to, aby zjadać odpowiednie ilości jedzenia w odpowiednim czasie, i musi być ono wysokiej jakości. Chciałbym również podkreślić, że kolarze nigdy nie spożywają posiłków hotelowych, a tylko i wyłącznie te polecone przez nas, to znaczy zaplanowane przeze mnie i przygotowane przez naszych kucharzy. Dzięki temu nasi zawodnicy mają dostęp do najwyższej klasy jedzenia. Wracając do twojego pytania, kolarze mają różne sesje treningowe, ale te w grudniu polegają na długich i jednostajnych przejażdżkach. Wówczas należy bardziej koncentrować się na zbalansowanych posiłkach bogatych w warzywa i białka, a nie tylko na węglowodanach.

Czy są różnice między dietą sprintera a górala, na przykład podczas wielkiego touru?

Wspólnie z trenerami i lekarzami drużyny próbujemy obliczyć, jakie zapotrzebowanie na energię dostarczaną za pośrednictwem jedzenia ma dany kolarz – zwłaszcza, jeśli idzie o węglowodany. Oczywiście, sprinterzy ważą więcej, więc ze względu na większą masę ciała i masę mięśniową, zużywają więcej węglowodanów podczas wyścigu. Generalnie jednak dieta dla sprintera i górala nie różni się zbyt wiele.

W jaki sposób obliczacie liczbę potrzebnych danemu kolarzowi węglowodanów? Podobno jeden gram węglowodanów przypada na jeden kilogram masy ciała. Zatem jeśli kolarz waży na przykład 70 kilogramów, to co wyścigową godzinę musi zjeść 70 gramów węglowodanów. Zgadzasz się z takim przelicznikiem?

Cóż…myślę, że to byłoby trochę zbyt mało. Zalecałbym nieco więcej. Mamy specjalny program zintegrowany z pomiarem mocy, dzięki któremu możemy zgrać dane i dowiedzieć się, ile dokładnie energii potrzebuje dany kolarz.  

Jest to pewnie zależne również od osobistych preferencji, ponieważ układ trawienny jednego kolarza toleruje większą liczbę węglowodanów zjedzonych podczas wyścigu, a drugiego mniej. A przecież chodzi o to, by zawodnik nie odczuwał żadnego dyskomfortu podczas jazdy, prawda?

Tak, oczywiście. Właśnie dlatego za pomocą tego programu możemy dokładnie obliczyć, ile dany kolarz potrzebuje kalorii. Możemy dowiedzieć się, jak wiele jest w stanie zjeść podczas wyścigu, oraz jak wiele powinien zjeść przed kolejnym wyścigiem.

Co poradziłbyś kolarzom amatorom w sprawie diety?

Trzeba przyznać, że teraz wiele się mówi na temat diety, żywienia – także w kontekście kolarzy amatorów. Generalnie to wszystko nie jest zbyt skomplikowane. Trzeba po prostu jeść wysokiej jakości żywność, próbować sięgać po jak najwięcej lokalnych produktów, świeże jedzenie, gotować samodzielnie, a jeśli nie ma się możliwości przygotować codziennych posiłków, to przynajmniej trzeba wiedzieć, jakie składniki zawierają. Ja jestem zwolennikiem zwyczajnej diety dla osób aktywnych fizycznie, czyli takiej bogatej w węglowodany. Jeśli trenujesz więcej, to potrzebujesz jeść więcej, a jeśli mniej – to wręcz przeciwnie. Gdy trenuje się mniej, to wówczas można jeść więcej warzyw i białka, a jeśli trenuje się więcej to więcej węglowodanów i mniej białka.

W Internecie ukazuje się mnóstwo różnych artykułów czy wpisów na blogach z poradami dotyczącymi diety dla osób uprawiających sport. Jak spośród tego wszystkiego wyselekcjonować te najbardziej fachowe i rzetelne?

To bardzo dobre pytanie. Oczywiście, jest wiele czasopism naukowych, które publikują artykuły dowodzące, że dieta bogata w węglowodany idealnie sprawdza się wtedy, gdy ktoś intensywnie trenuje. Niektórzy uważają jednak, że sportowcy powinni jeść mniej węglowodanow, a więcej białka. Ale ja nie sądzę, by to było pomocne. Wracając do twojego pytania, to myślę, że najlepiej sięgać po literaturę naukową na ten temat. W profesjonalnym sporcie na najwyższym poziomie nie można pójść drogą na skróty – potrzeba czasu, pasji i zaangażowania, by być wysokiej klasy sportowcem.

Niektórzy decydują się na jazdę na rowerze po to, aby schudnąć. Jakie masz dla nich rady? Osobom trenującym poleca się, aby w dniu treningowym dostarczyły do organizmu dzienne zapotrzebowanie kaloryczne plus to, co spalili podczas wysiłku. Zaś w przypadku osób pragnących schudnąć należy pomniejszyć tę liczbę o jakiś procent. To prawda? 

Zrobiłbym dokładnie tak samo, jak powiedziałaś. Obliczyłbym, ile kalorii dana osoba spaliła podczas treningu. Na przykład ktoś, kto waży 75 kilogramów potrzebuje około 2200 kalorii dziennie, by żyć. A jeśli trenujesz na przykład dwie godziny, to spalisz około tysiąca kalorii. Nie możesz zjeść mniej niż liczbę kalorii pomniejszoną o 15-20 procent tego, co spalisz. W przypadku tej 75-kilogramowej osoby musi ona zjeść dziennie około 2500-2800 kalorii, i wtedy po jakimś czasie zrzuci wagę. Jeśli przekroczy się ten próg 20 procent, to być może na początku to zadziała, ale po dłuższym czasie spowolni się metabolizm i w rezultacie trudno będzie schudnąć.

Jest w roku taki czas, w którym kolarze pozwalają sobie na więcej, także w kwestiach jedzenia. Radzisz im coś na taką sytuację?  

Jeśli w ciągu urlopu kolarz przybierze na wadze kilka kilogramów, to nie zdarzy się nic złego, ponieważ nie ma w tym czasie żadnych ważnych wyścigów. Może to być nawet pomocne w tym, żeby nie zachorować. W trakcie off-season nie widzimy się z kolarzami, dajemy im czas na wypoczynek, także od diety. Dopiero od pierwszego zgrupowania na Majorce zaczynamy powoli i stopniowo pracować nad utratą wagi, by wiosną organizmy kolarzy osiągnęły wysoką formę.

A jeśli kolarz podczas urlopu, czyli przez około dwa-trzy tygodnie będzie żywił się w restauracjach McDonald’s lub KFC to nastąpi katastrofa w jego organizmie? 

(śmiech) Oczywiście nikomu nie polecam żywienia się w tych sieciach z fast-foodami, ale rozumiem, że jedzenie tego, czego nie można jeść w trakcie sezonu ma pozytywny wpływ na efektywny wypoczynek mentalny. Oczywiście, że nie wydarzy się nic strasznego. Nawet podczas spotkania drużyny po sezonie serwowane jest jedzenie, którego normalnie kolarze nie mogą jeść. Zatem tak – po sezonie można sobie pozwolić na nieco więcej. 

Na zakończenie chciałabym ciebie zapytać o wyścigi, podczas których towarzyszysz kolarzom i masz realny wkład w przygotowanie do nich. Jaki jest twój ulubiony moment z minionego sezonu 2018?

Pozwól mi chwilę się zastanowić…Myślę, że było to zwycięstwo Petera Sagana w Paryż-Roubaix. Byłem wtedy z drużyną, to znaczy nie mogłem niestety towarzyszyć kolarzom podczas samego „Piekła północy”, ponieważ moja mama była poważnie chora i musiałem wrócić do domu, ale byłem z nimi od Ronde van Vlaanderen do środy. Podczas „Flandrii” podawałem mu ostatni bidon i widziałem, jak jego forma rośnie. Potem oglądałem ten wyścig w domu i to było bardzo emocjonujące, zwłaszcza że to zwycięstwo zostało odniesione w wielkim stylu, ponieważ nikt nie spodziewał się, że Sagan zaatakuje tak wcześnie. Na ten triumf zapracowała cała drużyna, od kolarzy do obsługi, podczas zgrupowań, treningów itd. Ja również mam w tym udział, więc było to coś pięknego.

Wiesz ile kalorii Peter Sagan spalił podczas Paryż-Roubaix?

(śmiech) Aby powiedzieć tobie dokładnie, musiałbym mieć przed sobą komputer z danymi, ale mogę podać wartość w przybliżeniu – było to między 7 a 8 tysięcy kalorii.

To tyle co na górskim etapie w wielkim tourze. 

Tak, ponieważ Paryż-Roubaix jest rozgrywany w bardzo wysokim tempie od startu do mety – tam nie ma łatwiejszej pierwszej części.

Rozmawiała Marta Wiśniewska