movistarteam.com

– Potrzebowałem trochę czasu, by po drugiej części sezonu dojść do siebie. Nauczyłem się, jak ważny jest spokój – mówił Mikel Landa, który podsumował swój pierwszy rok w Movistarze i zapowiedział, że zobaczymy go na trasie kolejnej edycji Tour de France.

Mikel Landa z pewnością inaczej wyobrażał sobie sezon 2018. Przenosiny do Movistaru miały być dla niego szansą na zaprezentowanie pełni swoich możliwości, a jazda pod banderą Eusebio Unzue – drogą do triumfu w jednym z Grand Tourów. Po dobrym otwarciu sezonu (uświetnionym między innymi etapowym zwycięstwem podczas Tirreno-Adriatico) i przyzwoitym występie w Tour de France (7. miejsce, najwyższe z trójki liderów Movistaru na ten wyścig) przyszedł jednak poważny upadek podczas Classica San Sebastian, który uniemożliwił mu start w Vuelta a Espana i mistrzostwach świata.

Do ścigania 28-latek powrócił w drugiej połowie września w Giro della Toscana, lecz o całej kampanii włoskich klasyków jesiennych chciałby z pewnością szybko zapomnieć. Nie ukończył bowiem ani jednego z nich, a w Il Lombardia w ogóle nie wystartował.

Wszystko jest już w porządku, ale potrzebowałem trochę czasu, by po drugiej części sezonu dojść do siebie. Także pod kątem psychiki

– mówił Landa w rozmowie z „Mundo Deportivo” dodając, że szczególnie zabolało go opuszczenie Vuelty, która jest dla niego wyścigiem szczególnym.

Ten rok nauczył mnie jednak, jak ważny jest spokój i odpowiednie nastawienie. Jeżeli coś nie uda się teraz, to w przyszłości z pewnością będzie ku temu kolejna szansa

– podkreślał.

W kolejnym sezonie charakternego zawodnika z pewnością zobaczymy podczas Wielkiej Pętli. Waha się on jednak jeszcze, czy jako drugi z Grand Tourów wybrać Vueltę, czy może Giro.