Fot. Bianchi

Wstrząśnięty, nie mieszany – czyli co może, a co wyjdzie z mariażu Bianchi i Starbucks`a. Od teraz „coffee ride” nabiera nowego znaczenia.

Eklektyzm – to słowo jako pierwsze przyszło mi do głowy, gdy usłyszałem o planach współpracy włoskiego producenta rowerów wraz ze Starbucksem, firmą, specjalizującą się w kawie. O ile sama kofeina doskonale komponuje się z kolarstwem, o tyle producent kawy wspierający producenta rowerów… ciekaw byłem, co z tego wyniknie.

Okolicznością działającą niczym katalizator podjęcia nietypowej współpracy było uruchomienie przez Starbucks`a swojego flagowego sklepu w Mediolanie właśnie (tam założona była też firma Bianchi). Na tę okazję włoski producent rowerów przygotował „limited edition – Starbucks Reserve” kawowego roweru; argumentując to tym, iż picie kawy jest ważną czynnością dla kolarzy przed, w trakcie oraz po jeździe na rowerze. Co ciekawsze, mimo globalnego zasięgu Starbucks`a, dotychczas żadna filia nie powstała jeszcze we Włoszech, co wnikało z obaw przed wejściem na dość wymagający rynek kawoszy w tym kraju. Nowo otwierana filia – Starbucks Reserve Roastery – o powierzchni 2000 metrów znajdzie się na historycznym terenie Palazzo delle Poste.

Starbuck`s zaproponował teraz ciekawe połączenie tych dwóch, zachodzących na siebie, światów, Bianchi w połączeniu z espresso zobaczyć można na zdjęciach (zdjęcia za uprzejmością Bianchi).

Rower zaskakuje prostotą, czystą formą, ale z wyraźnie zarysowanymi „kawowymi” kolorami Roasters, zaczerpnięte z palety barw Starbucks`a. Rower jest rodzajem gravela, uniwersalnego i coraz bardziej popularnego ostatnio roweru na „każdy teren”.

Jeśli jednak jesteście zainteresowani wypiciem kawy na rowerze Bianchi / Starbuck`s, musicie liczyć się z wyprawą do Mediolanu, bo rower sprzedawany będzie wyłącznie stacjonarnie. Na pocieszenie dodam, że przy zakupie roweru, zostaniecie poczęstowani gratisową kawą.

Poprzedni artykułFrancisco Ventoso będzie kolarzem CCC Team
Następny artykułVuelta a Espana 2018: czasy startów do indywidualnej jazdy na czas
"Master of disaster" Z wykształcenia operator saturatora; brak możliwości pracy w wyuczonym zawodzie rekompensuję jeżdżąc rowerem i amatorsko się ścigając, bardzo lubię też o tym pisać. Rytm tygodnia, miesiąca i roku wyznacza mi rower. Lubię się ścigać, i gdy jakiś wyścig mi nie wyjdzie, to wśród kolegów-kolarzy mówię, że jestem redaktorem sportowym, a gdy jakiś tekst mi nie wyjdzie, wśród redaktorów mówię, że jestem kolarzem-amatorem. I tylko do teraz nie rozgryzłem, czy bardziej lubię się ścigać, czy też pisać o tym, dlatego nadal zamierzam czynić i jedno i drugie, póki starczy sił.
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments