fot. ASO/Alex Broadway

Rafał Majka (Bora-hansgrohe), podobnie jak kilku innych czołowych kolarzy, padł ofiarą wietrznej końcówki 6. etapu wyścigu Vuelta a España. Ze słów Polaka dość jasno wynika, że poniesiona w czwartek strata przekreśla jego szanse w klasyfikacji generalnej imprezy, a on sam skoncentruje się na innych zadaniach.

Choć niewiele wskazywało na to, że czwartkowy etap zdoła się rozkręcić przed kilkoma finałowymi kilometrami, podmuchy wiatru niespodziewanie porwały peleton ok. 20 kilometrów od linii mety w San Javier. Choć mniejszym grupom udało się zewrzeć szyki i pogoń wyglądała na względnie zorganizowaną, grupa pozbawionego pomocników z własnej ekipy Majki zakończyła rywalizację ze stratą 3:05 do zwycięskiego Nacera Bouhanniego (Cofidis) i większości pretendentów do tytułu.

Polak nie ukrywał rozczarowania tym, jak potoczyły się wydarzenia na trasie 6. etapu hiszpańskiego wielkiego touru i przyznał, że w kolejnych tygodniach najprawdopodobniej skoncentruje się na pełnieniu roli pomocnika Emanuela Buchmanna.

Jestem zawiedziony. Byłem w pierwszej grupie, gdy peleton się podzielił, i złapałem gumę. Zostałem później już za grupą Keldermana i samemu było niemożliwe, aby dojść. Tym bardziej jestem wkurzony na ten pech, że naprawdę czułem się dobrze i miałem nie tracić w generalce, aby walczyć o wysokie pozycje razem z Emanuelem Buchmannem. Mówi się trudno, taki jest sport, a ja teraz dam z siebie wszystko w pracy na rzecz naszego lidera,

– Majka poinformował poprzez swój oficjalny profil na Facebooku.

Największym przegranym dnia może się natomiast okazać Wilco Kelderman (Team Sunweb), który do tej pory był typowany na jednego z najpoważniejszych kandydatów do zajęcia jednego ze stopniu podium w Madrycie. Holender dotarł na metę ze stratą 1:44.