RCS Sport / Giro d'Italia

No i doczekaliśmy się! Szósty etap Tour de France był jeszcze ciekawszy niż piąty, a zawodnicy walczyli przez prawie 100 kilometrów. Czas na oceny.

Plusy:
Stworzeni przez wicher
100 kilometrów do mety. Kibice przed telewizorami nawet na dobre się nie rozsiedli. Peleton za sprawą kolarzy Quick – Step Floors nagle zaczyna się rozpędzać i rwać na małe grupki. Tak, powiało z boku. Nie da się ukryć, że dzisiejszą akcją kolarzy Patricka Lefevere’a byliśmy naprawdę zaskoczeni, lecz jak najbardziej pozytywnie.

Nadspodziewanie dobry
Wydawało się, że jeśli Rafał Majka ma stracić kilka sekund na podjeździe, to właśnie dzisiaj. Tym większe było nasze zaskoczenie, kiedy “Zgred” tak znakomicie poradził sobie na bardzo dynamicznym wzniesieniu. To był naprawdę solidny pokaz umiejętności kolarza z Zegartowic, który nastroił nas bardzo pozytywnie. Teraz tylko przejechać bezpiecznie bruki i będzie naprawdę świetnie!

Minusy:
Kara za nerwy
To z pewnością nie był najlepszy dzień Toma Dumoulin. Znakomity Holender najpierw złapał gumę, później starał się gonić, by na sam koniec stracić bardzo ważną minutę. Co więcej, po etapie okazało się, że zwycięzca Giro d’Italia 2017 “skorzystał z klamki drużynowego samochodu”, za co otrzymał niewielką karę. Nerwy wygrały z rozsądkiem, niestety.

Za słaby na lidera
Przez cały pierwszy tydzień rywalizacji, naprawdę przykro patrzy się na jazdę Romaina Bardet. Wręcz można odnieść wrażenie, że w niedziele jego walka w generalce się skończy, a także w górach wcale nie musi być mu łatwo zgarniać pojedyncze etapy. Naprawdę kiepsko to wygląda. Oby Francuz w porę się obudził.